On tu jest. Przytula
mnie do siebie, całuje moje włosy, szyję… Moja miłość, och tak…. Nagle
wszystkie lęki mnie opuściły. Gideon.. Mój Gideon…
-Tak bardzo tęskniłem.
Tak bardzo… nie wyobrażasz sobie.
-Gideon przepraszam za
to co powiedziałam przez telefon, kocham cię. Nie chcę od ciebie odchodzić,
chcę przy tobie być.
-Dobra! Zakochańce!-
krzyknęła Scharlotta.- Ty Kara idziesz pod prysznic i do łóżka, a ty – wskazała
Gideona.- pomagasz nam w kuchni.
Absalon zaprowadził
mnie do pokoju i powiedział co i jak. Małe pomieszczenie przypominało mój stary
składzik, gdyby nie ogromna niebieska sofa, szklany stolik, kilka półek, jedna
szafa, łóżko z fioletową pościelą i szafa grająca. Co?! Szafa grająca?! Dobry
pomysł do nowego pokoju. Koło łóżka znajdowały się drzwi do łazienki.
-Axl dziękuję ci
bardzo.
Axl to mój najlepszy
przyjaciel od czasów podstawówki. Ogólnie rzecz ujmując, ja i nasza paczka
podbijaliśmy Anglię już w przedszkolu. Na początku byłam ja i Luck, potem rok
starsza Scharlotta, ale równie głupia i szalona jak my. Następnie Absalon, w
wieku Scharlott, ale w klasie wyżej. Wybitny uczeń, syn i spadkobierca
największej sieci hotelów w USA i Hiszpanii. Kiedy byliśmy w gimnazjum
poznaliśmy Blaisa, natychmiast stał się towarzyszem naszych zabaw.
Ja i Axl czasami się
spotykaliśmy na „randkach”, ale nigdy nie próbowaliśmy nawet ze sobą chodzić.
Zawsze byliśmy paczką przyjaciół, na dobre i na złe. Po porwaniu chcieli mnie
wspierać, ale moje lęki im na to nie pozwalały. Daniel podjął decyzję o moim
wyjeździe z dnia na dzień, zdążyłam jedynie poinformować o tym Scharlottę.
Teraz nasza paczka połączyła się i jest nas nawet więcej. Gideon jest z nami.
Szkoda, że tak późno.
-Rozalinda tęskniłem za
tobą bardzo.- Absalon wyciągnął rękę przed siebie, ale zaraz ją opuścił.-
Przepraszam …
-Absalon to nie była
twoja wina.- wiedział o czym mówię. W dniu porwania byłam z nim umówiona, nie
przyszedł na czas, a Chris wykorzystał sytuację i podał mi jakiś narkotyk.
Podobno podczas poszukiwań próbował popełnić samobójstwo, ale nigdy o tym nie
rozmawiałam.
-Przytuliłbyś mnie?-
spytałam i wyciągnęłam do niego ręce.
-Oczywiście maleńka.-
objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami, a ja chwyciłam dłońmi jego kołnierzyk
koszuli i przyciągnęłam go do swojego nosa wdychając słodki zapach jego perfum.
*****
Obudziłam się w
południe. Na łóżku w moich nogach spał Gideon. Wtulony w skrawek kołdry
wyglądał tak spokojnie. Nie chciałam go budzić, wstałam i przykryłam go kocem,
a sama poszłam do kuchni. Od progu przywitał mnie uśmiech Scharlotty i Blaisa
przytulających się od siebie.
-Wstała nasza
królewna.- Luck siedział przy stole i czytał cypryjską gazetę.-A gdzie książę z
bajki?
-Śpi spokojnie w
pokoju.
-Nasza paczka znowu
razem. Wszyscy na miejscu. Kocham was !!!- Scharlotta zaczęła płakać. Luck
śmiał się z niej. Zdjęłam skarpetkę i rzuciłam nią w niego.
-HEJ!!! To był zamach!-
krzyknął roześmiany.
-Róża, torebka ci
dzwoni od trzeciej nad ranem.- powiedział Blaise.
O nie! Erick! Chwyciłam
torbę i szybko znalazłam Samsunga, 37 połączeń nieodebranych i 3 wiadomości
tekstowe. Pobiegłam do pokoju, Gideon jeszcze spał, więc zamknęłam się w
łazience i wybrałam numer do Ericka.
JA: Erick tak strasznie
cię przepraszam.
E: Nic się nie dzieje.
Po prostu zastanawiałem się czy już doleciałaś na miejsce.
JA: Tak, jestem już tu
od siódmej wieczorem, ale poszłam spać.
E: I jak jest na
Malediwach?
JA: Nie wiem. Nie ma
mnie tam.
E: To gdzie ty jesteś ?
JA: Cypr. Ewelina
wywiozła mnie na Cypr!
E: Żartujesz?! Zawsze
chciałem polecieć na Cypr!
JA: Jest pięknie, ale
lepiej ty mi opowiedz jak tam w Holandii? Co tam słychać u Odetty?
E: Ogarniam piecyk
kaflowy. Odetta się ze mnie nabija.
JA: Uściskaj ją
odemnie.
E: Nie miałaś ataku ?-
zapytał cicho.
JA: Nie, nie miałam.
Mną się nie denerwuj, jestem silną dziewczynką.
E: W to nie wątpię.
JA: Erick muszę
kończyć. Zadzwonię przed kolacją.
E: Rozalindo! Ja…
JA: Tak Ericku.
E: Nic już. Do
usłyszenia.
Co on chiał mi
powiedzieć? Zastanawiałam się tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu wyszłam z
łazienki. Mój kochany dalej śpi. Położyłam się koło niego i wtuliłam twarz w
jego szyję. Obudził się.
-Hmmmm… kocham cię
Gideonie Saint Germain.
-Ja ciebie bardziej
Rozalindo Elizabeth Kydd.
Pocałowałam co w szyję,
a on wydał pomruk zadowolenia. Kocham kiedy to robi, wiem, że jest szczęśliwy i
cieszy go to co mu robię. Wyznaczyłam sobie pocałunkami ścieżkę do jego ust,
ale tuż przy nich Gideon chwycił mnie za ramiona.
-Nie, proszę. Wiesz, że
nie mam hamulców…
-I nie chcę, żebyś je
miał.- przerwałam mu szybko i przygryzłam jego dolną wargę.
-Nie! Rozalinda proszę.
-O co chodzi Gideon? Myślałam,
że tego chcesz.
-Bo chcę, ale nie w
taki sposób, nie tu i nie teraz.
W ogóle nie rozumiem o
co mu chodzi. Chcę, żeby był pierwszy i ostatni, a on zachowuje się co najmniej
dziwnie. W tym momencie do pokoju weszła Scharlotta z telefonem. Powiedziała,
że dzwoni moja matka. Wyszłam i spytałam o co chodzi? Ewelina powiedziała, że
ma dużo pracy i nie może spędzić ze mną świąt, ale przecież mam przyjaciół.
Nie mówię nawet się
ucieszyłam, ale ona zawsze coś wymyśli…
*****
Wieczorem zadzwoniłam
do Ericka.
E: Wesołych Świąt!
Ja: Odetta! Jak miło
cię słyszeć. Ja również życzę ci Wesołych Świąt.
E: Już ci daję Ericka,
ale musiałam ci pierwsza złożyć życzenia.
Ja: Cieszę się, że to
ty odebrałaś.
E: Cześć Rozalida! Jesteś
już po kolacji?
Ja: Erick! Nie, nie jem
kolacji, mama ma dużo pracy i niestety nie da rady.
E: Tak mi przykro! Jak chcesz
ojciec wyśle po ciebie samolot.
Ja: Nie. Mam towarzystwo
…
E: O! A to kogo masz
tam za towarzystwo?- spytał nieco poirytowany Erick. Lub może raczej,
zazdrosny?
Ja: Scharlotta
przyleciała z Anglii.
E: Tylko ona?
Ja: Nie, ale nawet
jeśli, to nie twój interes.
-Rozalindo? Wszystko w porządku
??- w progu mojego pokoju stał Gideon.
Ja: Muszę kończyć. Niepotrzebnie
dzwoniłam.
E: Martwię się…
Erick nie dokończył. Rozłączyłam
się i wyłączyłam telefon.
-Tak. Oczywiście…
cieszę się, że mogę być z tobą, tu i teraz…. To ostatnie pół roku było dla mnie strasznie męczące. –
odwróciłam się, żeby nie widział moich łez. Niestety bez powodzenia.
-Co się stało?! –
Gideon krzyknął i objął mnie.
-Muszę ci się do czegoś
przyznać. – i jeszcze więcej łez wylało się z moich oczu. –Tam gdzie teraz mieszkam, w szkole
poznałam chłopaka… ja… ja… powiedziałam mu wszystko, a on pomógł mi wyjść z
tego całego bagna. Przepraszam cię ukochany. Wybacz mi!- łkałam do jego ramienia.
Czekałam, aż coś zrobi. W końcu pogładził mi po ramionach i ucałował w czubek
głowy.
-Moja najukochańsza,
najpiękniejsza Rozalindo… jeśli to jemu zawdzięczam, to że mogę cię dotykać i
całować , a ty się mnie nie boisz, to mogę mu oddać za to wszystko i jeszcze
więcej.
-Ale my się całowaliśmy!
-Kochasz go?- po chwili
milczenia Gideon spytał cicho.
-Nie.- odpowiedziałam
bez chwili wahania.-Ale on kocha mnie.
-Jeszcze raz. Kochasz
go?
-Nie…
- I tyle mi wystarczy. On
może sobie kochać, ale nigdy nie będzie mną.
-Nigdy. Gideonie nigdy.
Jesteś mój. Należysz do mnie…- mówiąc to chwyciłam jego twarz w swoje dłonie.
-Do ciebie. Tylko do
ciebie…- pocałował mnie delikatnie.-Twój na zawsze.
Pocałował mnie bardzo namiętnie, powoli, z wyczuciem. Jego język
napierał na moje wargi, już zapomniałam jakie to uczucie, kiedy całuje cię
Gideon. Jego ręce zaczęły pocierać moje załzawione policzki, nie przestawał
mnie całować… Dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, aż w końcu wsunął je pod
bluzkę. Rozchyliłam wargi i wtedy jego język zanurzył się w moich ustach. Och…
tak…
-Jesteś taka piękna, chciałbym
cię zaspokoić. Na pewno tego chcesz…- mówiąc to wsunął rękę pod moją spódnicę.
-Nie. Gideon… błagam.-
odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.- Źle się
czuję. Boli mnie głowa.
-Chciałaś tego!-krzyknął,
a ja cofnęłam się o krok.- Przepraszam. Nie chcę cię krzywdzić więcej.
-Nic się nie stało. Kocham
cię Gideonie.
Chciałam go jeszcze raz
pocałować, ale do pokoju znowu weszła Scharlotta.
-Idziemy do kasyna!!!
Ubierać się kochani.