środa, 29 października 2014

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kasyno! O tak, uwielbiam kasyna. Na Cyprze tym bardziej będzie ciekawie. Scharlotta w prawej dłoni trzymała wieszak, a na nim czarną koronkową sukienkę, bez ramiączek i z wiązanym gorsetem z tyłu na plecach. Do tego czarne buty na niskim obcasie (ok. 5cm) wiązanymi do połowy łydek, również z koronką i srebrnymi szlufkami. Postanowiłam nie zakładać rajstop lub podkolanówek samonośnych. Biła cera idealnie pasowała do tego stroju. Nałożyłam minimalny makijaż i ostatni raz przeglądnęłam się w lustrze.
-Wyglądasz wspaniale Kara.
-Dziękuje ci Lotte, ale sukienka za bardzo odsłania klatkę piersiową i ramiona. Ludzie będą się gapić.
Przyjaciółka podeszła do mnie i pocałowała mnie tuż powyżej mojego serca.
-Jesteś piękna. Nie zapominaj o tym, a te blizny mają ci przypominać o tym co przeżyłaś. Ile masz w sobie siły.  Zmieniłaś się tak bardzo kochanie. Kocham cię z całego serca, jak siostrę. My wszyscy cię kochamy, ale ty…- dźgnęła powietrze- boisz się i my to wiemy i chcemy ci pomóc.
Przytuliłam ją mocno. W życiu najważniejsze jest mieć przyjaciół, ja takich mam i wiem, że zrobią dla mnie wszystko. Kiedyś zastanawiałam się jak długo jeszcze będą znosić moje kaprysy, ale nigdy się ode mnie nie odwrócili. W tej chwili przypomniałam sobie Ericka, czy on poświęcił by się tak jak to zrobili moi najbliżsi? Czy postawiłby wszystko na jedną kartę? Nie znam go długo, a mimo to otworzyłam się dzięki niemu na innych ludzi. Pocałował mnie i mało brakowało, a wylądowalibyśmy w łóżku. Nie czuję się z tym dobrze. Prawie zdradziłam Gideona, ale on mi wybaczył, kocha mnie. Ja też go bardzo kocham, ale nigdy nie wybaczyłabym mu zdrady, ale tym się różnimy, on kocha, a ja to wykorzystuję. Od dnia dzisiejszego będę lepszą przyjaciółką, lepszą siostrą, lepszą dziewczyną lepszym człowiekiem. Muszę to zrobić dla siebie i innych, którzy martwią się o mnie.
- O czym tak myślisz ?- z zadumy wyrwał mnie głos Scharlotty.
- O tym jak bardzo was wszystkich kocham. Bardzo, bardzo kocham.
- Widzisz stary! Nie jesteś jedyny. – zaśmiał się Blaise w progu drzwi.
Podszedł do Lotte i pocałował ją, kilka chwil później dołączył do nas Gideon.
- Tak, ale to mnie kocha bardziej od was wszystkich.
- Nie bo mnie kocha najbardziej!!!- ryknął z pokoju obok Absalon.
- Coraz bardziej was przestaję kochać.- zaśmiałam się i pocałowałam Gideona w policzek.
- I widzisz co zrobiłeś gnoju.- powiedział Blaise.
Jeszcze kilka minut przekomarzali się, ale w końcu rozdzieliłyśmy ich z Scharlottą i ruszyliśmy do kasyna.

*****
Neonowy napis SEMPER FIDELIS świecił mi prosto w oczy. No… pomińmy fakt, iż gapiłam się na niego od 5min. Westchnęłam cicho. To ten ostatni drink pewnie mi zaszkodził , pomyślałam. Gideon i Blaise zaczęli wygrywać, więc przestali zwracać uwagę na mnie i Scharlottę. Ona poszła zagrać w ruletkę z Luckiem i Absalonem, a ja wyszłam. Ciekawe co teraz robi Erick? Dalej jest na mnie zły ? Za bardzo agresywnie zareagowałam na jego troskę. Może zadzwonię do niego ? Tak! Odeszłam troszkę od kasyna i weszłam w ciemną uliczkę. Kiedy byłam już sama i z daleka od hałasu i muzyki wyjęłam z kopertówki Samsunga i wybrałam numer do Erick’a. Po dwóch  sygnałach odebrał.
-Hej..,- zaczęłam niepewnie.
-Rozalinda?! Coś się stało? Jest pierwsza w nocy.- Erick wydawał się być rześki i wypoczęty.
-Nie, ale… chciałam cię przeprosić.- powiedziałam szybko.
-Za co?-spytał cicho.
-Za ten wybuch. Przepraszam.
-Nie to ja cię przepraszam, nie powinienem się wtrącać do twojego życia, a tym bardziej w twoje sprawy. Jesteś dorosła, wiesz co robisz.
-Tak bardzo się cieszę, że już jest w porządku między nami .
-Jak wigilia?- szybko zmienił temat.
-Hmmm… poszliśmy całą paczką do kasyna. Rozumiesz to ?! Prawdziwe  cypryjskie kasyno.
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
-Byłabym bardziej gdybyś ty tu był.
-W jakim kasynie jesteście?
-SEMPER FIDELIS, wiesz … klimat rosyjskiej mafii itp.
-Chwila to jest kasyno ojca Richarda.
-Serio ?! To świetnie może się zobaczymy…- nie dokończyłam bo przerwał  mi głos po stronie Ericka, (damski !).
-Wracaj już do łóżka… Cicho.- szeptał Erick.
-Och, nie mówiłeś, że jesteś zajęty. Przepraszam, ale muszę już kończyć.
-Nie, Roza…
Erick nie zdążył nic powiedzieć bo szybko się rozłączyłam.
Wyszłam z uliczki i ruszyłam w stronę kasyna. Bawiłam się jeszcze chwilę telefonem, już chciałam go schować do torebki, ale wpadłam na grupkę chłopaków. Wszystko wypadło na chodnik: telefon, portfel, gumy do żucia i prezerwatywy, z tego ostatniego nie byłam dumna, ale to siła przyzwyczajenia (wciąż czekam na ten pierwszy raz z Gideonem, więc warto się zabezpieczyć). Upadłam na kolana i zaczęłam zbierać pieniądze, które wypadły mi z portfela. Chłopcy zaczęli się śmiać, ale jeden schylił się, żeby mi pomóc. Kiedy nasze oczy się spotkały, a usta były kilka centymetrów od siebie wstrzymałam oddech, a cała krew odpłynęła mi  z twarzy. Znam tego człowieka. Niewiele spędziłam z nim czasu, ale zapamiętam na zawsze jego blond włosy, niebieskoszare oczy, wystające kości policzkowe i strasznie blade usta. Patrzył na mnie i miał równie przerażoną minę jak ja. To on, wróciło wszystko ze zdwojoną siłą, to…
-Lucas…-powiedziałam zdławionym głosem.
-Róża…- upadł teraz na kolana. Potknęłam się o torebkę i uderzyłam plecami o lampę.- Poczekaj, nie ucie..- przestał mówić i wbił wzrok w moje ramiona, a później klatkę piersiową. Odruchowo zaczęłam się drapać. Stare, zabliźnione rany zaczęły żyć na nowo, a krew zaczęła kapać na asfalt spomiędzy moich palców. Jego kumple zaczęli krzyczeć i śmiać się, mówili po grecku więc nie rozumiałam za wiele.
-Różo proszę, nie rób sobie tego. Błagam! Daj mi telefon, zadzwonię do kogoś.
-Gideon… chcę jego…- wydyszałam.
-Oczywiście, tylko daj mi ten pieprzony  telefon.
Położyłam go koło siebie, a kiedy on sięgnął po niego, podkuliłam nogi jeszcze bardziej. Wymienił z Gideonem kilka zdań i się rozłączył.
- Za chwilę ty będzie, ale proszę przestań to sobie robić.
-Co tu robisz?
-Po rozprawie przeprowadziłem się na Cypr, moja babka tu mieszka.
Chciałam zadać mu jeszcze kilka pytań,  ale usłyszałam kroki za sobą. W momencie zobaczyłam przerażoną twarz Gideona. Chwycił moje dłonie i spojrzał na nie. Przytulił mnie mocno do siebie, a jego biała koszula z czarną kamizelką, były pobrudzone krwią. Klęczał i kiwał się ze mną w ramionach, szeptał mi czułe słówka i nagle zaczęłam płakać. Głośno szlochać, jak małe dziecko.
-Możesz się już o nas odwalić.- było to raczej stwierdzenie niż pytanie, skierowane w stronę Lukasa. Nie czekając na reakcję chłopaka uniósł mnie w  ramionach.
-Różo, ja naprawdę nie chciałem cię spotkać po tym wszystkim co…
-Zamknij się bo nie ręczę za siebie.- powiedział dobitnie Gideon.
-Gideon błagam, zabierz mnie… błagam zabierz mnie do domu. Nie wytrzymam.
-Ciii… kotek oczywiście że cię zabiorę.
-Jak.. najdalej…

Spojrzałam jeszcze ostatni raz w stronę Lucasa. Wciąż klęczał na asfalcie, uniósł głowę, a kiedy nasze spojrzenia się spotkały… zemdlałam.