poniedziałek, 7 marca 2016

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy się obudziłam, zewsząd otaczała mnie ciemność. Nie widziałam nic z wyjątkiem czarnej przestrzeni, za to czułam pulsujący ból głowy i delikatne pieczenie ramion. Nagle poczułam jak ktoś dotyka delikatnie mojej dłoni i mówi coś do mnie kojąco. Tak cicho, jak przez mgłę, słyszę głos mojego ukochanego.
-O ile dobrze pamiętam Lucas ma zakaz zbliżania się do Rozalindy, tymczasem …-niespodziewanie przerwał mu inny głos.
-A tym czasem znalazł się w Kyrini z babcią i swoim prawnikiem. Nie miał pojęcia, że panna Kydd  przebywa na Cyprze.
Teraz już wiem do kogo należał ten głos. Adwokat Lucasa, Randal. Arogancki palant.
-Wynoś się z tego pokoju, poczekasz sobie na panią Ewelinę na korytarzu.
Niemal słyszałam jak Gideon się uśmiecha, kiedy trzaskają drzwi do pokoju w którym się znajdowałam. Jednak poczułam nagle jakbym spadała w przepaść, coraz ciszej słyszałam jego głos, a ból przestał pulsować z tyłu głowy.
*****
Otworzyłam oczy, w pokoju było ciemno, jednak mała lampka oświetlała małą część pomieszczenia. Obróciłam głowę w praw stronę, zobaczyłam pełno pluszaków  … wow. Oni to mają łeb, żeby kupować mi pluszaki… chciałam unieść dłoń, ale ból odebrał mi siły. Spojrzałam na krzesło obok łóżka. Słodko spał na nim mój ukochany. Wtulił się w moje nogi i cichutko pochrapywał. Jego dłoń leżała na moim brzuchu, a głowa była oparta na kolanach. Nagle otworzył oczy i szybko zerwał się z łóżka i mocno przytulił mnie.
-Rozalindo, kochanie! Tak bardzo się o ciebie martwiłem!
-Gdzie ja jestem?- spytałam schrypniętym głosem.
-W szpitali, na skutek szoku…
-Tak, tak. Zemdlałam …
-Cztery dni byłaś nie przytomna.
-Co?!- jak to możliwe. Nigdy tak długo nie byłam nie przytomna.
Patrzyłam mu prosto  w oczy, głębokie  i czarne jak przepaść. Mogłabym spokojnie się w nich utopić lub spaść. Co ten mężczyzna we mnie widzi? Co on zobaczył w piętnastolatce, przyjaciółce dziewczyny z którą chodził? Co JA w nim widziałam? Och kochany mój… jedyny i najukochańszy Gideonie. Gdybyś tylko wiedział jak bardzo cię kocham. Dotknęłam jego policzka i pogłaskałam go kciukiem.
-Zawołam wszystkich.- powiedział przymykając oczy.
-Wszyscy tu są?
-Tak, nie odchodzili od ciebie na krok, ale twoja mama ich przegoniła. Z resztą Scharlotta  źle się poczuła i musieli wyjść za chwilę. Już ich wołam.
Rzeczywiście, Absalon, Luck, Blaise i Scharoltta weszli do pokoju. Widać było, że są wykończeni, nie spali od kilku dni. Dopadli do mojego łóżka, tak, że aż zaczęło się pod nami uginać. Ich opowieści nie miały końca.
Gideon usiadło koło mnie i pomógł mi się podnieść. Natychmiast się do niego przytuliłam. Słuchałam ich uważnie, ale tak naprawdę miałam ochotę zostać sama z moim chłopakiem. Nasz beztroski spokój zakłóciło pukanie do drzwi. W progu stanął wysoki mężczyzna w garniturze z fioletową teczką pod ramieniem. Wyglądał na około trzydzieści lat, może troszkę mniej.
-Dz-dzi-dzień dobry panno…-spojrzał na teczkę.- Kydd.
-Witam pana. Tak zgadza się, a pan jest ….
-Eeeee…Ekhm…to znaczy…- jąkał się jak dziecko w przedszkolu.
-Boże!- skrzywiła się Scharlotta, a wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
-Randall Fox, jestem adwokatem pana Keys’a.
Przełknęłam głośno ślinę, a Gideon siedzący obok ścisnął mnie mocniej ramieniem.
-Wszelkie sprawy powinien pan załatwiać z adwokatem Rozalindy, a nie, do cholery!, bezpośrednio z nią!- Gideon zacisnął szczęki tak, że jego mięśnie zaczęły drgać.
-Tak wiem, ale mój klient…- Fox zaczął szukać czegoś panicznie w teczce.- …ale mój klient chce się z panią spotkać.
-Chwila, Titus nie ma prawa się widzieć z Rozalindą.
-Tak, ale zgłosił się do mnie i podał warunki. Mój klient chce z panią tylko porozmawiać.- spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Nie zgadzam się na żadną rozmowę. Proszę wyjść z tego pokoju.
-Bardzo panią proszę…
-Słyszałeś co powiedziała? Wynocha!- krzyknął Gideon.
-Poczekaj.-wpadłam na pomysł.- Zostawcie mnie samą z panem Foxem.
Gideon miał pewne obawy ale wreszcie ustąpił. Zostałam sama w pokoju z „panem adwokatem”.
-Proszę mnie posłuchać uważnie, bo nie będę się powtarzała. Czytał pan i widział na zdjęciach co zrobił pana klient, ale widzieć, pan tego nie widział. Proszę więc spojrzeć…- odsłoniłam kołdrę i uniosłam podkoszulek. Sine ślady na żebrach i brzuchu, liczne blizny, które jeszcze nie zeszły i już mogą nigdy nie zejść- Randall zacisnął wargi i odwrócił wzrok.- Do dziś czuję jego buty wbijające się w moje ciało. Do dziś, czuję jego obślizgły język między moimi nogami. Jego i Chrisa! Myśli pan, że tak łatwo zapomina się chropowatą dłoń na swoim ciele?! Odpowiem za pana…NIE! Pamiętam wszystko… bez wyjątku.
-Titus…on bardzo tego żałuje.- Randall wydawał się być przerażony.
-Jego „żałowania” nie przywrócą mi psychiki i ciała takiego jakie było kiedyś. Zastanawia mnie jedno, czego on może chcieć ode mnie? Co?!
-Przepraszam, ja…
-Po prostu proszę wyjść z tego pokoju. Nie spotkam się z nikim.
Wyszedł z pokoju a mur, który sobie wybudowałam nagle pękł. Wtuliłam się  w poduszkę i nie podnosiłam głowy. Poczułam nagle czyjąś dłoń i cichy głos.
-Tak bardzo cię kocham Rozalindo.
-Dlaczego się na to zgodziłeś? Dlaczego pozwoliłeś im mnie skrzywdzić?
-Nie miałem na to wpływu.
-Gówno prawda! Wiedziałeś kim jest Ewelina jeszcze zanim mnie poznałeś. Miałam 15 lat! Zakochałam się w osiemnastolatku, który kupował mi róże. Wiedziałeś jakie mogą być konsekwencje. Ty wszystko wiedziałeś. Przyznaj się.- wysyczałam.
-Tak wiedziałem co cię czeka, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Wtedy na balu… byłaś przebrana za czarnego łabędzia. Twoje piękne białe włosy, skręcone i spięte czarnym kwiatkiem. Pamiętam, że miałaś maskę z pawimi piórami, które bezskutecznie miały odwracać  uwagę od twoich fioletowych oczu. – westchnął.- Poprosiłem cię do tańca. Jednego, jedynego na jaki mogłem liczyć. Nie zgodziłaś się, obiecałaś ten taniec Luck’owi. Miałem ochotę go zabić za to  w jaki sposób cię trzymał za włosy. Kłóciliście się…
-Dlaczego? Odpowiedz, dlaczego…
-Bo zakochałem  się w tej małolacie do szaleństwa. Kiedy mówiłem, że chcę się oświadczyć, ale nie mogę, mówiłem na poważnie. Rzucił bym się za tobą w ogień…
-Ale za Chrisem już się bałeś…
-Nie!
-Gideon, skończ. Chcę zostać sama.
Nie kłócił się, nie nalegał. Po prostu wyszedł, a ja zostałam sama. Przecież tego chciałam…
*****
Gideon wyjechał z Kyrini kilka dni przed nowym rokiem, a później z tego co się dowiedziałam, wyleciał z powrotem do Anglii. Nie pożegnał się ze mną. Kiedy w końcu zorientowałam się co zrobiłam ze swoim związkiem postanowiłam wrócić wcześniej do Francji. Razem z paczką spędziliśmy sylwestra na plaży, a później pożegnaliśmy się i rozlecieliśmy w różne strony świata.
Mama próbowała mnie jeszcze jakoś pocieszyć, ale nic nie dało rady zapełnić pustki w moim sercu jaka powstała po stracie Gideona. Czułam w swoim sercu, że moje życie staje się jeszcze gorsze niż po przeprowadzce, oczy zamglone, a umysł jedyne co widzi i odtwarza to, to co mogło by się stać, co się stało i jak mogło być jeśli postąpiłabym inaczej. W Orleanie czekali na mnie Erick i Richard, ale oni mogą zniknąć z mojego życia. Oni przecież nie wiedzą wszystkiego,…. Erick kilka faktów. Nie wiedzą najgorszego… Zniknąć… na pewno jeden musi. Lista ludzi, którym mogę zaufać skraca się coraz bardziej. Ascanio już dawno został skreślony.
Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwi, a ja nie? Zawsze marzyłam o miłości jak z bajki. Książę na białym koniu, zamek, pierwszy pocałunek. Wszystko w bajkowej oprawie. Czym zasłużyłam sobie na takie życie…? W wiecznej ucieczce przed psychopatą. Nagle w mojej głowie pojawiła się okropna myśl! A co jeśli Lucas znowu ma kontakt z Chrisem i wszystko mu powie?!  Kolejna przeprowadzka?! Tylko gdzie? Hiszpania, Portugalia, Polska, Irlandia, Włochy i Anglia nie wchodzą nawet w rachubę. Tam gdzie przebywa moja rodzina nie może być mnie. Pierwsze miejsca jakie Chris może sprawdzać to właśnie moje rodzinne miasta, a odwiedziny nie wchodzą w grę. Dopóki nie schwytają Chrisa ja nie mogę spać spokojnie, nie jestem nigdzie bezpieczna, a otwarte przestrzenie z dużą ilością ludzi mogą stać się moim więzieniem. Matka płaci prasie całkiem niezłą kasę za milczenie o moim życiu prywatnym. Jako córka dyrektora kilkunastu szkół artystycznych w Europie i dwóch w Ameryce i najbardziej znanej sędziny w Anglii i Ameryce prasa cały czas czyha na skandal ze mną w roli głównej lub mojego brata. Pieniądze dają władzę, nawet jeśli jej nie chcesz.
Zemsta Chrisa dosięgnie nie tylko mnie, ale każdego na kim mi zależy, a w pierwszej linii Lucasa, który mi pomógł. Ewelina postarała się o bezpieczeństwo dla ludzi których kocham. Lucas do dzisiaj dziękuje jej za bezpieczeństwo. Ha! Cypr… kto by szukał na Cyprze? W życiu nie wpadłabym na taki pomysł i mam nadzieję, że Chris też nie wpadnie.
-O czym myślisz kochanie?- głos matki wyrwał mnie z zamyślenia.
-O Lucasie. Mamo czy on nadal jest bezpieczny na Cyprze?
-Naturalnie on i jego rodzina są pod stałą obserwacją. Przynajmniej dopóki nie znajdziemy Christopera Ross’a.
-A co  z Titusem?
-Jest na Elbie wraz z bliskimi, nie ma prawa opuszczać wyspy. Porozumiewa się tylko i wyłącznie przez adwokata Foxa. Podobno rozmawiał z tobą bez mojej zgody…?
-Tak…- chwilę po jego wyjściu pokłóciłam się z Gideonem.
-Kochanie musisz odpoczywać, te cztery dni w szpitalu były bardzo ciężkie dla wszystkich, ale przede wszystkim dla ciebie…, oraz Saint-Germain.
-Co?! Skąd to wiesz?
-W drugim dniu przestał jeść i cały czas siedział przy twoim łóżku. Nie jadł, nie pił. Nic. Siedział tylko i całował twoją rękę.
Oczy zapiekły mnie od łez napływających pod powieki. On tyle dla mnie zrobił, a ja tak go potraktowałam. Zaczęłam obgryzać paznokieć i skuliłam się w fotelu pasażera. Zasnęłam kilka chwil później.
*****
Obudził mnie ohydny zapach taniej wody po goleniu. Uniosłam ciężkie powieki i zobaczyłam nad sobą stare lampy magazynowe. Chciałam uciec z tego pomieszczenia, ale moje ręce były związane i zawieszone ja jakimś haku. Przy najmniejszym ruchu barki paliły mnie żywym ogniem. Jęknęłam głośno… nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń.
-Ciii… bo cię usłyszy i wróci.
Lucas?! Co on tu robi? Gdzie ja jestem i kto ma mnie usłyszeć? Nie wiedziałam o co chodzi, ale wszystkie moje mięśnie zaczęły się napinać w wręcz nienaturalny sposób.
-Kto? Lucas, kto! Ja nie wiem o co chodzi co się dzieje.
-Nie pamiętasz nic?
-Nic, a nic. Proszę cię wypuść mnie.- prosiłam płaczliwie.
-Cicho. Jesteś tu dopiero trzeci dzień, jeśli on zorientuje się, że to co mówisz jest prawdą nie ma dla ciebie ratunku.
-Lucas…-załkałam, a chwilę później drzwi otworzyły się z impetem.
Zacisnęłam palce u rąk i podkuliłam jeszcze bardziej nogi. Szept chłopaka dotarł do moich uszu. O nie …!
-Zostaw nas samych. Piękna Róża ma mi coś do powiedzenia.
-Chris błagam cię ona ma tylko szesnaście lat .
-A jej kochaś dziewiętnaście i jakoś żyje. Dałeś jej ten nowy towar? – spytał po chwili milczenia.
-Nie. Nigdy nic nie brała i może źle zareagować na nowe środki.
-Słuchaj leszczu…- Chris zaczął mówić szeptem.- albo ty jej to podasz, albo zrobię to ja. Tylko, że ja nie będę się przejmować gdzie wbijam igłę i czy aby na pewno jest dobra ilość.
-Dobra tylko pamiętaj, że ona nic ci nie zrobiła,
-Owszem, tak. Zrobiła.
Szybkie i pewne nakłucie na moim ramieniu… tyle poczułam. Następnie już nic nie czułam, narkotyk w zastraszającym tempie dotarł  do mojego mózgu, a  ja poczułam jak każda cząstka mojego ciała nagle budzi się do życia. Oczami wyobraźni widziałam jak płyn dociera do każdej żyły w moim układzie i jak zalewa całą głowę i gałki oczne. Nagłe pobudzenie, …. I upadek. Niewyobrażalny ból zalał moje uda. Dlaczego? Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Chris dotyka mnie właśnie w tym miejscu, jego język dotknął zagłębienia w mojej szyi, gryzł mnie, a następnie pieścił co sprawiało mi jeszcze większy ból. To pchnęło mnie do podniesienia kolana, gest obronny. Niestety trafiłam go w biodro. Odsunął się i spojrzał na mnie, gdyby wzrok mógł zabijać już dawno bym umarła. Szybko rozwiązał moje dłonie i rzucił na ziemię. Zimna podłoga nieco ocuciła mnie, chciałam wstać, jednak mocne uderzenie w brzuch sprawiło, że skuliłam się w kłębek. To Chris kopał mnie z całej siły i starał się trafić i twarz. Schowałam się za zasłoną własnych rok i słyszałam jak kości trzeszczą i pękają pod naciskiem jego buta. Cios, za ciosem… następny coraz silniejszy. Ból odebrał mi zdolność do wydania z siebie jakieś dźwięku.
-Hmmm… dalej chcesz mnie kopać.!? Dziwko?!-cios.- DALEJ?!
-Nie! Nie, nie … błagam zostaw… puść.
Nagle poczułam ucisk na swoim ramieniu.
-Rozalindo, kochanie. !! Błagam obudź się!
Otworzyłam w panice oczy. Mama pochylała się i próbowała coś mi powiedzieć.
-Mamo proszę daj mi szklankę wody.
-Już kochanie.
*****

Na lotnisku w Paryżu czekał na nas Ascanio i tata. Daniel krzyczał na Ewelinę i nie pozwolił jej dojść do słowa. Nie słyszałam  co dokładnie mówili, brat zaprowadził mnie do Lincolna i niemal siłą w niego wepchnął. 

piątek, 4 marca 2016

Przepraszam :(

Przepraszam was  bardzo, że musicie tak długo czekać na nowy rozdział, ale ... SZKOŁA ,... SZKOŁA.... I JESZCZE RAZ SZKOŁA. :( Druga klasa liceum wykańcza mnie. Nauka jest dla mnie na pierwszym miejscu, ale na drugim jesteście oczywiście WY!! :D Obiecuję, że nowy rozdział pokaże się jeszcze w ten weekend, a na razie...: