poniedziałek, 7 marca 2016

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy się obudziłam, zewsząd otaczała mnie ciemność. Nie widziałam nic z wyjątkiem czarnej przestrzeni, za to czułam pulsujący ból głowy i delikatne pieczenie ramion. Nagle poczułam jak ktoś dotyka delikatnie mojej dłoni i mówi coś do mnie kojąco. Tak cicho, jak przez mgłę, słyszę głos mojego ukochanego.
-O ile dobrze pamiętam Lucas ma zakaz zbliżania się do Rozalindy, tymczasem …-niespodziewanie przerwał mu inny głos.
-A tym czasem znalazł się w Kyrini z babcią i swoim prawnikiem. Nie miał pojęcia, że panna Kydd  przebywa na Cyprze.
Teraz już wiem do kogo należał ten głos. Adwokat Lucasa, Randal. Arogancki palant.
-Wynoś się z tego pokoju, poczekasz sobie na panią Ewelinę na korytarzu.
Niemal słyszałam jak Gideon się uśmiecha, kiedy trzaskają drzwi do pokoju w którym się znajdowałam. Jednak poczułam nagle jakbym spadała w przepaść, coraz ciszej słyszałam jego głos, a ból przestał pulsować z tyłu głowy.
*****
Otworzyłam oczy, w pokoju było ciemno, jednak mała lampka oświetlała małą część pomieszczenia. Obróciłam głowę w praw stronę, zobaczyłam pełno pluszaków  … wow. Oni to mają łeb, żeby kupować mi pluszaki… chciałam unieść dłoń, ale ból odebrał mi siły. Spojrzałam na krzesło obok łóżka. Słodko spał na nim mój ukochany. Wtulił się w moje nogi i cichutko pochrapywał. Jego dłoń leżała na moim brzuchu, a głowa była oparta na kolanach. Nagle otworzył oczy i szybko zerwał się z łóżka i mocno przytulił mnie.
-Rozalindo, kochanie! Tak bardzo się o ciebie martwiłem!
-Gdzie ja jestem?- spytałam schrypniętym głosem.
-W szpitali, na skutek szoku…
-Tak, tak. Zemdlałam …
-Cztery dni byłaś nie przytomna.
-Co?!- jak to możliwe. Nigdy tak długo nie byłam nie przytomna.
Patrzyłam mu prosto  w oczy, głębokie  i czarne jak przepaść. Mogłabym spokojnie się w nich utopić lub spaść. Co ten mężczyzna we mnie widzi? Co on zobaczył w piętnastolatce, przyjaciółce dziewczyny z którą chodził? Co JA w nim widziałam? Och kochany mój… jedyny i najukochańszy Gideonie. Gdybyś tylko wiedział jak bardzo cię kocham. Dotknęłam jego policzka i pogłaskałam go kciukiem.
-Zawołam wszystkich.- powiedział przymykając oczy.
-Wszyscy tu są?
-Tak, nie odchodzili od ciebie na krok, ale twoja mama ich przegoniła. Z resztą Scharlotta  źle się poczuła i musieli wyjść za chwilę. Już ich wołam.
Rzeczywiście, Absalon, Luck, Blaise i Scharoltta weszli do pokoju. Widać było, że są wykończeni, nie spali od kilku dni. Dopadli do mojego łóżka, tak, że aż zaczęło się pod nami uginać. Ich opowieści nie miały końca.
Gideon usiadło koło mnie i pomógł mi się podnieść. Natychmiast się do niego przytuliłam. Słuchałam ich uważnie, ale tak naprawdę miałam ochotę zostać sama z moim chłopakiem. Nasz beztroski spokój zakłóciło pukanie do drzwi. W progu stanął wysoki mężczyzna w garniturze z fioletową teczką pod ramieniem. Wyglądał na około trzydzieści lat, może troszkę mniej.
-Dz-dzi-dzień dobry panno…-spojrzał na teczkę.- Kydd.
-Witam pana. Tak zgadza się, a pan jest ….
-Eeeee…Ekhm…to znaczy…- jąkał się jak dziecko w przedszkolu.
-Boże!- skrzywiła się Scharlotta, a wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
-Randall Fox, jestem adwokatem pana Keys’a.
Przełknęłam głośno ślinę, a Gideon siedzący obok ścisnął mnie mocniej ramieniem.
-Wszelkie sprawy powinien pan załatwiać z adwokatem Rozalindy, a nie, do cholery!, bezpośrednio z nią!- Gideon zacisnął szczęki tak, że jego mięśnie zaczęły drgać.
-Tak wiem, ale mój klient…- Fox zaczął szukać czegoś panicznie w teczce.- …ale mój klient chce się z panią spotkać.
-Chwila, Titus nie ma prawa się widzieć z Rozalindą.
-Tak, ale zgłosił się do mnie i podał warunki. Mój klient chce z panią tylko porozmawiać.- spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Nie zgadzam się na żadną rozmowę. Proszę wyjść z tego pokoju.
-Bardzo panią proszę…
-Słyszałeś co powiedziała? Wynocha!- krzyknął Gideon.
-Poczekaj.-wpadłam na pomysł.- Zostawcie mnie samą z panem Foxem.
Gideon miał pewne obawy ale wreszcie ustąpił. Zostałam sama w pokoju z „panem adwokatem”.
-Proszę mnie posłuchać uważnie, bo nie będę się powtarzała. Czytał pan i widział na zdjęciach co zrobił pana klient, ale widzieć, pan tego nie widział. Proszę więc spojrzeć…- odsłoniłam kołdrę i uniosłam podkoszulek. Sine ślady na żebrach i brzuchu, liczne blizny, które jeszcze nie zeszły i już mogą nigdy nie zejść- Randall zacisnął wargi i odwrócił wzrok.- Do dziś czuję jego buty wbijające się w moje ciało. Do dziś, czuję jego obślizgły język między moimi nogami. Jego i Chrisa! Myśli pan, że tak łatwo zapomina się chropowatą dłoń na swoim ciele?! Odpowiem za pana…NIE! Pamiętam wszystko… bez wyjątku.
-Titus…on bardzo tego żałuje.- Randall wydawał się być przerażony.
-Jego „żałowania” nie przywrócą mi psychiki i ciała takiego jakie było kiedyś. Zastanawia mnie jedno, czego on może chcieć ode mnie? Co?!
-Przepraszam, ja…
-Po prostu proszę wyjść z tego pokoju. Nie spotkam się z nikim.
Wyszedł z pokoju a mur, który sobie wybudowałam nagle pękł. Wtuliłam się  w poduszkę i nie podnosiłam głowy. Poczułam nagle czyjąś dłoń i cichy głos.
-Tak bardzo cię kocham Rozalindo.
-Dlaczego się na to zgodziłeś? Dlaczego pozwoliłeś im mnie skrzywdzić?
-Nie miałem na to wpływu.
-Gówno prawda! Wiedziałeś kim jest Ewelina jeszcze zanim mnie poznałeś. Miałam 15 lat! Zakochałam się w osiemnastolatku, który kupował mi róże. Wiedziałeś jakie mogą być konsekwencje. Ty wszystko wiedziałeś. Przyznaj się.- wysyczałam.
-Tak wiedziałem co cię czeka, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Wtedy na balu… byłaś przebrana za czarnego łabędzia. Twoje piękne białe włosy, skręcone i spięte czarnym kwiatkiem. Pamiętam, że miałaś maskę z pawimi piórami, które bezskutecznie miały odwracać  uwagę od twoich fioletowych oczu. – westchnął.- Poprosiłem cię do tańca. Jednego, jedynego na jaki mogłem liczyć. Nie zgodziłaś się, obiecałaś ten taniec Luck’owi. Miałem ochotę go zabić za to  w jaki sposób cię trzymał za włosy. Kłóciliście się…
-Dlaczego? Odpowiedz, dlaczego…
-Bo zakochałem  się w tej małolacie do szaleństwa. Kiedy mówiłem, że chcę się oświadczyć, ale nie mogę, mówiłem na poważnie. Rzucił bym się za tobą w ogień…
-Ale za Chrisem już się bałeś…
-Nie!
-Gideon, skończ. Chcę zostać sama.
Nie kłócił się, nie nalegał. Po prostu wyszedł, a ja zostałam sama. Przecież tego chciałam…
*****
Gideon wyjechał z Kyrini kilka dni przed nowym rokiem, a później z tego co się dowiedziałam, wyleciał z powrotem do Anglii. Nie pożegnał się ze mną. Kiedy w końcu zorientowałam się co zrobiłam ze swoim związkiem postanowiłam wrócić wcześniej do Francji. Razem z paczką spędziliśmy sylwestra na plaży, a później pożegnaliśmy się i rozlecieliśmy w różne strony świata.
Mama próbowała mnie jeszcze jakoś pocieszyć, ale nic nie dało rady zapełnić pustki w moim sercu jaka powstała po stracie Gideona. Czułam w swoim sercu, że moje życie staje się jeszcze gorsze niż po przeprowadzce, oczy zamglone, a umysł jedyne co widzi i odtwarza to, to co mogło by się stać, co się stało i jak mogło być jeśli postąpiłabym inaczej. W Orleanie czekali na mnie Erick i Richard, ale oni mogą zniknąć z mojego życia. Oni przecież nie wiedzą wszystkiego,…. Erick kilka faktów. Nie wiedzą najgorszego… Zniknąć… na pewno jeden musi. Lista ludzi, którym mogę zaufać skraca się coraz bardziej. Ascanio już dawno został skreślony.
Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwi, a ja nie? Zawsze marzyłam o miłości jak z bajki. Książę na białym koniu, zamek, pierwszy pocałunek. Wszystko w bajkowej oprawie. Czym zasłużyłam sobie na takie życie…? W wiecznej ucieczce przed psychopatą. Nagle w mojej głowie pojawiła się okropna myśl! A co jeśli Lucas znowu ma kontakt z Chrisem i wszystko mu powie?!  Kolejna przeprowadzka?! Tylko gdzie? Hiszpania, Portugalia, Polska, Irlandia, Włochy i Anglia nie wchodzą nawet w rachubę. Tam gdzie przebywa moja rodzina nie może być mnie. Pierwsze miejsca jakie Chris może sprawdzać to właśnie moje rodzinne miasta, a odwiedziny nie wchodzą w grę. Dopóki nie schwytają Chrisa ja nie mogę spać spokojnie, nie jestem nigdzie bezpieczna, a otwarte przestrzenie z dużą ilością ludzi mogą stać się moim więzieniem. Matka płaci prasie całkiem niezłą kasę za milczenie o moim życiu prywatnym. Jako córka dyrektora kilkunastu szkół artystycznych w Europie i dwóch w Ameryce i najbardziej znanej sędziny w Anglii i Ameryce prasa cały czas czyha na skandal ze mną w roli głównej lub mojego brata. Pieniądze dają władzę, nawet jeśli jej nie chcesz.
Zemsta Chrisa dosięgnie nie tylko mnie, ale każdego na kim mi zależy, a w pierwszej linii Lucasa, który mi pomógł. Ewelina postarała się o bezpieczeństwo dla ludzi których kocham. Lucas do dzisiaj dziękuje jej za bezpieczeństwo. Ha! Cypr… kto by szukał na Cyprze? W życiu nie wpadłabym na taki pomysł i mam nadzieję, że Chris też nie wpadnie.
-O czym myślisz kochanie?- głos matki wyrwał mnie z zamyślenia.
-O Lucasie. Mamo czy on nadal jest bezpieczny na Cyprze?
-Naturalnie on i jego rodzina są pod stałą obserwacją. Przynajmniej dopóki nie znajdziemy Christopera Ross’a.
-A co  z Titusem?
-Jest na Elbie wraz z bliskimi, nie ma prawa opuszczać wyspy. Porozumiewa się tylko i wyłącznie przez adwokata Foxa. Podobno rozmawiał z tobą bez mojej zgody…?
-Tak…- chwilę po jego wyjściu pokłóciłam się z Gideonem.
-Kochanie musisz odpoczywać, te cztery dni w szpitalu były bardzo ciężkie dla wszystkich, ale przede wszystkim dla ciebie…, oraz Saint-Germain.
-Co?! Skąd to wiesz?
-W drugim dniu przestał jeść i cały czas siedział przy twoim łóżku. Nie jadł, nie pił. Nic. Siedział tylko i całował twoją rękę.
Oczy zapiekły mnie od łez napływających pod powieki. On tyle dla mnie zrobił, a ja tak go potraktowałam. Zaczęłam obgryzać paznokieć i skuliłam się w fotelu pasażera. Zasnęłam kilka chwil później.
*****
Obudził mnie ohydny zapach taniej wody po goleniu. Uniosłam ciężkie powieki i zobaczyłam nad sobą stare lampy magazynowe. Chciałam uciec z tego pomieszczenia, ale moje ręce były związane i zawieszone ja jakimś haku. Przy najmniejszym ruchu barki paliły mnie żywym ogniem. Jęknęłam głośno… nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń.
-Ciii… bo cię usłyszy i wróci.
Lucas?! Co on tu robi? Gdzie ja jestem i kto ma mnie usłyszeć? Nie wiedziałam o co chodzi, ale wszystkie moje mięśnie zaczęły się napinać w wręcz nienaturalny sposób.
-Kto? Lucas, kto! Ja nie wiem o co chodzi co się dzieje.
-Nie pamiętasz nic?
-Nic, a nic. Proszę cię wypuść mnie.- prosiłam płaczliwie.
-Cicho. Jesteś tu dopiero trzeci dzień, jeśli on zorientuje się, że to co mówisz jest prawdą nie ma dla ciebie ratunku.
-Lucas…-załkałam, a chwilę później drzwi otworzyły się z impetem.
Zacisnęłam palce u rąk i podkuliłam jeszcze bardziej nogi. Szept chłopaka dotarł do moich uszu. O nie …!
-Zostaw nas samych. Piękna Róża ma mi coś do powiedzenia.
-Chris błagam cię ona ma tylko szesnaście lat .
-A jej kochaś dziewiętnaście i jakoś żyje. Dałeś jej ten nowy towar? – spytał po chwili milczenia.
-Nie. Nigdy nic nie brała i może źle zareagować na nowe środki.
-Słuchaj leszczu…- Chris zaczął mówić szeptem.- albo ty jej to podasz, albo zrobię to ja. Tylko, że ja nie będę się przejmować gdzie wbijam igłę i czy aby na pewno jest dobra ilość.
-Dobra tylko pamiętaj, że ona nic ci nie zrobiła,
-Owszem, tak. Zrobiła.
Szybkie i pewne nakłucie na moim ramieniu… tyle poczułam. Następnie już nic nie czułam, narkotyk w zastraszającym tempie dotarł  do mojego mózgu, a  ja poczułam jak każda cząstka mojego ciała nagle budzi się do życia. Oczami wyobraźni widziałam jak płyn dociera do każdej żyły w moim układzie i jak zalewa całą głowę i gałki oczne. Nagłe pobudzenie, …. I upadek. Niewyobrażalny ból zalał moje uda. Dlaczego? Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Chris dotyka mnie właśnie w tym miejscu, jego język dotknął zagłębienia w mojej szyi, gryzł mnie, a następnie pieścił co sprawiało mi jeszcze większy ból. To pchnęło mnie do podniesienia kolana, gest obronny. Niestety trafiłam go w biodro. Odsunął się i spojrzał na mnie, gdyby wzrok mógł zabijać już dawno bym umarła. Szybko rozwiązał moje dłonie i rzucił na ziemię. Zimna podłoga nieco ocuciła mnie, chciałam wstać, jednak mocne uderzenie w brzuch sprawiło, że skuliłam się w kłębek. To Chris kopał mnie z całej siły i starał się trafić i twarz. Schowałam się za zasłoną własnych rok i słyszałam jak kości trzeszczą i pękają pod naciskiem jego buta. Cios, za ciosem… następny coraz silniejszy. Ból odebrał mi zdolność do wydania z siebie jakieś dźwięku.
-Hmmm… dalej chcesz mnie kopać.!? Dziwko?!-cios.- DALEJ?!
-Nie! Nie, nie … błagam zostaw… puść.
Nagle poczułam ucisk na swoim ramieniu.
-Rozalindo, kochanie. !! Błagam obudź się!
Otworzyłam w panice oczy. Mama pochylała się i próbowała coś mi powiedzieć.
-Mamo proszę daj mi szklankę wody.
-Już kochanie.
*****

Na lotnisku w Paryżu czekał na nas Ascanio i tata. Daniel krzyczał na Ewelinę i nie pozwolił jej dojść do słowa. Nie słyszałam  co dokładnie mówili, brat zaprowadził mnie do Lincolna i niemal siłą w niego wepchnął. 

piątek, 4 marca 2016

Przepraszam :(

Przepraszam was  bardzo, że musicie tak długo czekać na nowy rozdział, ale ... SZKOŁA ,... SZKOŁA.... I JESZCZE RAZ SZKOŁA. :( Druga klasa liceum wykańcza mnie. Nauka jest dla mnie na pierwszym miejscu, ale na drugim jesteście oczywiście WY!! :D Obiecuję, że nowy rozdział pokaże się jeszcze w ten weekend, a na razie...:

piątek, 19 lutego 2016

BÓL






Ból jest taki silny. Nie mogę płakać... nie dam rady. Moje ciało płacze, ale oczy są suche. Gardło ściska się w męczarniach, a umysł nie zasypia.

Ból jest dobry. Muszę powtarzać to kłamstwo.
Ściska, dusi, tłamsi... boli.

Znika moje człowieczeństwo, moja radość i spokój... na miejscu tego pojawia się ból i pustka, a moje demony budzą się do życia. Witaj w czeluściach mojej Planety-Piekła!

czwartek, 24 grudnia 2015

WESOŁYCH ŚWIĄT

Moi kochani czytelnicy, w tym radosnym dniu chciałabym wam gorąco życzyć :
wspaniałych, wesołych, słonecznych, spędzonych w gronie rodziny świąt Bożego Narodzenia. Błogosławieństwa Bożego, spełnienia najskrytszych marzeń, bo nawet te, na święta mogą się spełnić. Dużo pocałunków pod jemiołą, kolorowych choinek w każdym pokoju i kolęd jak w Stanach na każdym rogu :) Smacznego jajka karpia i barszczu z uszkami. Pachnącego kompotu z suszu i aby w waszej rodzinie nie zabrakło uśmiechu. Tego wszystkiego życzę wam ja, Magdalen razem z moim braciszkiem i rodzicami oraz bohaterami niektórych opowiadań ;) ALE PRZEDE WSZYSTKIM, ŻEBY JEZUS NA NOWO ODRODZONY, POJAWIŁ SIĘ W WASZYCH SERCACH I ZASIAŁ W NICH RADOŚĆ. 



wtorek, 10 listopada 2015

RITA (opowiadanie)



BIG BIG BANG
-Wiem, że jesteśmy mistrzami w maskowaniu śladów mojej obecności w tym domu, ale coraz częściej boję się, że wujek wie o naszym romansie.
-Rita… gdyby wiedział, to powiedziałby Alanowi, a Alan twojej mamie. Jesteśmy bezpieczni. Wyluzuj troszkę.
Dziewczyna spojrzała na swojego młodego kochanka. Jego doskonałe ciało peszyło ją. Wyglądał jak DAVID Michała Anioła, piękny w każdym calu. Idealnie umięśniony, skomponowany, każdy mięsień spełniał swoje zadanie, wysoki (przez co nie raz Rita czuła się przytłoczona jego obecnością) , czysta blada cera bez ani jednej skazy, mocno zarysowana szczęka, wydatne kości policzkowe, może troszkę za duży nos, ale Ricie podobał się w każdym calu, wysunięte  czoło, hebanowe krótkie włosy, lekki zarost i piękne brązowe oczy. Był w każdym calu doskonały. Często zastanawiała się, dlaczego zwrócił na nią uwagę, ale nie przywiązywała do tego dużej wagi. Cieszyła się, że w ogóle ktoś na nią spojrzał inaczej niż przez pryzmat zbędnych kilogramów i wielu niedoskonałości.
-O której wraca twój brat?-zapytała cicho. Chłopak nie odpowiedział tylko dalej patrzył na nią.- Tolga?!
-Słucham?
-O. której. Wraca. Alex.? – powtórzyła wolniej, dokładnie wypowiadając każde słowo.
-Przepraszam, zapatrzyłem się na twoje ręce. Wraca o 3.00 w nocy. Odwiozę cię pod dom.
-Nie, lepiej nie bo jak starsi cię zobaczą to mogą się domyślić. – spojrzała na zegarek na ścianie.- Jest 23.00, co robimy?
-Co chciałabyś robić? Może zrobimy coś do jedzenia?
-Masz rację Tolga, jestem głodna po tym maratonie.
-Włączę muzykę.
Pięć minut później tańczyli w takt GRACE KELLY po całej kuchni, Tolga obejmował Ritę ubraną w jego koszulę, która sięgała jej praktycznie do kolan. Nienawidził kiedy zasłaniała swoje piękne ciało, ale nie wiedział dlaczego w ogóle to robi. Nigdy nie kochali się nadzy, to znaczy… ona, bo on zawsze był rozebrany, Rita zaś miała na sobie długą koszulę lub podkoszulek.
W końcu zabrali się za kolację. Rita rozbiła jajka i chciała je ubić razem z mąką, ale Tolga podszedł do niej i zaczął się o nią ocierać.
*****
-Taki z ciebie kucharz, a nic nie zrobiliśmy. – poskarżyła się Rita.
-Zdecydowanie bardziej wolę się z tobą bzykać niż stać przy garach.
Nienawidziła tego słowa. Budziło w niej odrazę do własnego ciała, ale nie wiedziała jak mu to powiedzieć. Nagle usłyszeli jak ktoś otwiera drzwi na dole. Tolga szybko wstał i podbiegł do okna.
-To Alex! Wrócił wcześniej!- chłopak panikował.  
-Spokój, tylko on nas może uratować. – mówiła cicho Rit ma.- Ubiorę się szybko ty też to zrób, zanim przejdzie przez ogród i otworzy drzwi, ja zdążę wejść do piwnicy i wyjdę tylnym wyjściem. Wyluzuj Tolga bo się domyśli, że coś jest nie tak. Ok, ubrana jestem teraz ukryj szybko opakowania po gumkach ja lecę. Hej!
Rita zbiegła szybko do piwnicy i nasłuchiwała czy Alex już jest w domu. Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Chciała już wyjść kiedy usłyszała słowa starszego brata.
-Tolga!!! Czyś ty kompletnie ochujał?!- krzyknął.
-Co ci się dzieje ?! Opanuj się, bo sąsiadów pobudzisz. O co chodzi ?
-O co? O co?! O Klarę chodzi geniuszu!
-Co z nią? –Tolga nie wiedział czy Rita już wyszła czy nie, a nie chciał, żeby dowiedziała się o jego małym skoku w bok. Nie byli parą, ale od pewnego czasu starał się, aby ona czuła się jak najlepiej. Nie chciał robić z niej dziwki czy przygody na kilka nocy.
-Nie odbierasz od niej telefonów i SMS’ów. Wiesz co się z nią dzieje?
-Nie i jakoś mnie to nie interesuje. Dziewczyna nie zna umiaru i nie rozumie słowa DOŚĆ.
-To może zainteresuje cię to, że jest w ciąży kretynie.
Chłopak oniemiał, natomiast Rita wybiegła na tyły ogromnego domu i szybko przeskoczyła przez płotek oddzielający dwie posiadłości. Była załamana słowami Alexa. Miała nadzieję, że Tolga jest jej wierny, a przynajmniej, że będzie zabezpieczał się z innymi dziewczynami. Specjalnie dla niego zaczęła brać tabletki antykoncepcyjne i środki powstrzymujące okres. Zmieniła się dla niego, okłamywała rodziców i zgodziła się na ten cały chory układ. Nie byli rodziną, ale w oczach innych on był jej kuzynem. Synem siostry Alana, ojczyma Rity.  Wszystkie fakty zaczęły do niej w końcu docierać. Teraz wszystko się zmieni, ona musi pierwsza to zakończyć i zacząć żyć na nowo. Załamana oparła się o drzewo i spuściła głowę. Nagle usłyszała szelest liści, było jej już wszystko jedno, czy ktoś ją rozpozna czy nie. Romans jest już skończony.
-Ile to już trwa ?
Od razu rozpoznała głos przyjaciela Tolgi, Tatuma.
-Siedem miesięcy, ale to już przeszłość.
-Tak właśnie myślałem. Nie boisz się, że powiem o tym komuś?
-Wszystko mi jedno.- wzruszyła ramionami.- Już za późno na jakiekolwiek groźby. Tolga będzie ojcem.
-Klara?
-Tak…
W tym samym czasie Tolga krążył po domu jak zwierzę w klatce. Zadzwonił do Klary i słowa brata okazały się prawdą. Zastanawiał się czy Rita słyszała ich rozmowę. Próbował się do niej dodzwonić, ale miała wyłączony telefon. Miał ochotę zadzwonić do wujka, ale nie mógł wymyślić powodu w sprawie jakiej mógł dzwonić do Rity. Uświadomił sobie, że sypiał z nią siedem miesięcy i tak naprawdę nic o niej nie wiedział, ale jutro była niedziela więc wybierze się do wujostwa pod pretekstem odwiedzin swojej chrześniaczki . A jeśli ona słyszała tą rozmowę? Pomyślał. Stanął nagle przerażony. Ona nigdy mu tego nie wybaczy, zerwie z nim kontakty i już nigdy się do niego nie odezwie. Już nigdy nie dotknie jej brązowych włosów, nie obejmie, nie poczuje jej podniecenia kiedy był w pobliżu. Nie wiedział jakie uczucie go przepełniło, ale był pewien, że musi rozwiązać wszystkie sprawy i być z Ritą.
*****
Klara… wysoka blondynka z przesłodzoną twarzyczką. Same problemy. Tolga nie rozumiał teraz jak mógł się z nią spotykać mając koło siebie taką fantastyczną kobietę jak Rita.
-Zabezpieczałem się sypiając z tobą.
-Ale pod prysznicem nie.
Chłopak przeanalizował wszystkie za i przeciw, starał sobie przypomnieć jak to było, ale przed oczami miał cały czas piękne nogi Rity. Z nią nie zabezpieczał się już pół roku. Z Klarą przespał się miesiąc temu na imprezie w jej domu i później jeszcze kilka razy, kiedy Rita wyjechała przeprowadzić wywiad z jakimś aktorem. Klara i je koleżanki odwiedziły restauracje gdzie był szefem kuchni. Wydawało mu się wtedy, że to w porządku w końcu nie obiecali sobie dozgonnej wierności lub coś w tym stylu.
-Czego oczekujesz ode mnie?- zapytał.
-Ślub. Huczne wesele. Urodzę ci dziecko, a ty zapomniesz o swojej kochance.
-Skąd o niej wiesz?!
-Nie ważne. Jesteś dorosłym mężczyzną masz 24 lata, po co ci małolaty jeśli możesz mieć prawdziwą kobietę przy sobie. Nasze dziecko nie może wychowywać się bez rodzica.
-Co chcesz mi przez to powiedzieć?
-Jeśli nie będziemy wychowywali dziecka jako rodzina to usunę zarodek. Mam jeszcze taką możliwość.- dziewczyna mówiła beznamiętnym tonem, tak jakby rozmawiali o zakupach.
-Nie możesz mnie do tego zmusić. Przecież ja cię nie kocham, nie czuję nic do ciebie.
-Mogę spokojnie bez tego żyć.
-Czy mogę się zastanowić?
-Masz dwa tygodnie.
*****
CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ…
Zwykłe spotkanie u wujka i cioci. Zwykłe spotkanie….  Z nim …. Rita powtarzała to jak mantrę od rana. Denerwowała się strasznie. Nie widziała Tolgi już cztery miesiące. Podobno zaręczył się z Klarą i planują za dwa miesiące szybki ślub. Bała się, że jeśli ją zobaczy mógłby się czegoś domyślić, ale uspokoiła się kiedy ubrała w dużą niebieską koszulę i czarną spódnicę. Wyglądała tak jak zawsze z kilkoma kilogramami więcej.
-Zbieraj się kochanie.- Alan wszedł do jej pokoju i pomógł zabrać torbę. Piętnaście minut później byli już na miejscu.
Wujek i ciocia przywitali się z rodzicami Rity i z dziewczyną. Ona zaś czekała na moment kiedy on wyjdzie, ale nic takiego się nie stało. Za to Alex przyglądał jej się nad wyraz z przesadną uwagą. Kiedy wszyscy zaczęli wchodzić do salonu, Rita wiedziała już dlaczego Tolga nie wyszedł do nich, był zajęty swoją narzeczoną. Dziewczyna spuściła wzrok i usiadła na miejsce.
Kiedy ją zobaczył, wydawało mu się, że kiedy popatrzył na nią to zobaczył anioła. Bardzo smutnego anioła, na twarzy schudła, ale jej ciało wydawało mu się jakieś inne. Kiedy zasiedli do stołu jego mama zapytała:
-Chcecie kawę?
Rita poderwała głowę i szybko zaprzeczyła, nawet troszkę zbladła. Siedzący obok niej Alex spytał czy wszystko w porządku. Odpowiedziała mu, że tak, ale nie lubi zapachu kawy. A to dziwne... Zaraz, zaraz!!!
-RITA!-krzyknął Tolga i zerwał się z miejsca. Podbiegł do niej i siłą zepchnął z krzesła i zaciągnął do swojego pokoju.
-Ty…ty…- próbował znaleźć słowo opisujące jego uczucie do niej w tej chwili.
-Słucham cię Tolga.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?
-Co takiego? – zapytała pobladłymi wargami.
-Jak to co?! Że jesteś w ciąży! Myślałaś, że się nie domyślę!
-I co zrobisz ? Nic! Masz narzeczoną i dziecko w drodze, mną się nie musisz przejmować, urodzę je, ale nie bój się nie przyznam się, że to twoje dziecko. Zresztą … Tatum postanowił mi pomóc.
-Tatum ?! Co on ma z tym wspólnego?
- Nie krzycz. Nie można krzyczeć na kobietę w ciąży.
-Przepraszam. Powiedz mi proszę, co Tatum ma wspólnego z twoim życiem.
Rita milczała chwilę i wpatrywała się w jego twarz. Kochała go całą sobą, ale nie mogła mu przeszkodzić w jego szczęściu. Jeśli przyznali by się rodzicom do romansu prawdopodobnie już nigdy by się nie zobaczyli lub musieli by razem uciekać. Nie chciała dla niego i dziecka takiego życia więc podjęła najlepszą decyzję jaką mogła.
-Tatum zgodził się uznać dziecko za swoje i poślubić mnie. Będzie je wychowywał i kochał jak swoje własne, które zresztą bardzo chciał by ze mną mieć. Nie mogę żądać od ciebie takiego poświęcenia. Tatum wyznał mi miłość i oświadczył mi się dwa tygodnie temu.

Tolga wciągnął głośno powietrze i usiadł ciężko na łóżku, w jego oczach pojawiły się łzy. Łzy bezradności … 


TOLGA
TATUM
RITA



środa, 29 października 2014

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kasyno! O tak, uwielbiam kasyna. Na Cyprze tym bardziej będzie ciekawie. Scharlotta w prawej dłoni trzymała wieszak, a na nim czarną koronkową sukienkę, bez ramiączek i z wiązanym gorsetem z tyłu na plecach. Do tego czarne buty na niskim obcasie (ok. 5cm) wiązanymi do połowy łydek, również z koronką i srebrnymi szlufkami. Postanowiłam nie zakładać rajstop lub podkolanówek samonośnych. Biła cera idealnie pasowała do tego stroju. Nałożyłam minimalny makijaż i ostatni raz przeglądnęłam się w lustrze.
-Wyglądasz wspaniale Kara.
-Dziękuje ci Lotte, ale sukienka za bardzo odsłania klatkę piersiową i ramiona. Ludzie będą się gapić.
Przyjaciółka podeszła do mnie i pocałowała mnie tuż powyżej mojego serca.
-Jesteś piękna. Nie zapominaj o tym, a te blizny mają ci przypominać o tym co przeżyłaś. Ile masz w sobie siły.  Zmieniłaś się tak bardzo kochanie. Kocham cię z całego serca, jak siostrę. My wszyscy cię kochamy, ale ty…- dźgnęła powietrze- boisz się i my to wiemy i chcemy ci pomóc.
Przytuliłam ją mocno. W życiu najważniejsze jest mieć przyjaciół, ja takich mam i wiem, że zrobią dla mnie wszystko. Kiedyś zastanawiałam się jak długo jeszcze będą znosić moje kaprysy, ale nigdy się ode mnie nie odwrócili. W tej chwili przypomniałam sobie Ericka, czy on poświęcił by się tak jak to zrobili moi najbliżsi? Czy postawiłby wszystko na jedną kartę? Nie znam go długo, a mimo to otworzyłam się dzięki niemu na innych ludzi. Pocałował mnie i mało brakowało, a wylądowalibyśmy w łóżku. Nie czuję się z tym dobrze. Prawie zdradziłam Gideona, ale on mi wybaczył, kocha mnie. Ja też go bardzo kocham, ale nigdy nie wybaczyłabym mu zdrady, ale tym się różnimy, on kocha, a ja to wykorzystuję. Od dnia dzisiejszego będę lepszą przyjaciółką, lepszą siostrą, lepszą dziewczyną lepszym człowiekiem. Muszę to zrobić dla siebie i innych, którzy martwią się o mnie.
- O czym tak myślisz ?- z zadumy wyrwał mnie głos Scharlotty.
- O tym jak bardzo was wszystkich kocham. Bardzo, bardzo kocham.
- Widzisz stary! Nie jesteś jedyny. – zaśmiał się Blaise w progu drzwi.
Podszedł do Lotte i pocałował ją, kilka chwil później dołączył do nas Gideon.
- Tak, ale to mnie kocha bardziej od was wszystkich.
- Nie bo mnie kocha najbardziej!!!- ryknął z pokoju obok Absalon.
- Coraz bardziej was przestaję kochać.- zaśmiałam się i pocałowałam Gideona w policzek.
- I widzisz co zrobiłeś gnoju.- powiedział Blaise.
Jeszcze kilka minut przekomarzali się, ale w końcu rozdzieliłyśmy ich z Scharlottą i ruszyliśmy do kasyna.

*****
Neonowy napis SEMPER FIDELIS świecił mi prosto w oczy. No… pomińmy fakt, iż gapiłam się na niego od 5min. Westchnęłam cicho. To ten ostatni drink pewnie mi zaszkodził , pomyślałam. Gideon i Blaise zaczęli wygrywać, więc przestali zwracać uwagę na mnie i Scharlottę. Ona poszła zagrać w ruletkę z Luckiem i Absalonem, a ja wyszłam. Ciekawe co teraz robi Erick? Dalej jest na mnie zły ? Za bardzo agresywnie zareagowałam na jego troskę. Może zadzwonię do niego ? Tak! Odeszłam troszkę od kasyna i weszłam w ciemną uliczkę. Kiedy byłam już sama i z daleka od hałasu i muzyki wyjęłam z kopertówki Samsunga i wybrałam numer do Erick’a. Po dwóch  sygnałach odebrał.
-Hej..,- zaczęłam niepewnie.
-Rozalinda?! Coś się stało? Jest pierwsza w nocy.- Erick wydawał się być rześki i wypoczęty.
-Nie, ale… chciałam cię przeprosić.- powiedziałam szybko.
-Za co?-spytał cicho.
-Za ten wybuch. Przepraszam.
-Nie to ja cię przepraszam, nie powinienem się wtrącać do twojego życia, a tym bardziej w twoje sprawy. Jesteś dorosła, wiesz co robisz.
-Tak bardzo się cieszę, że już jest w porządku między nami .
-Jak wigilia?- szybko zmienił temat.
-Hmmm… poszliśmy całą paczką do kasyna. Rozumiesz to ?! Prawdziwe  cypryjskie kasyno.
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
-Byłabym bardziej gdybyś ty tu był.
-W jakim kasynie jesteście?
-SEMPER FIDELIS, wiesz … klimat rosyjskiej mafii itp.
-Chwila to jest kasyno ojca Richarda.
-Serio ?! To świetnie może się zobaczymy…- nie dokończyłam bo przerwał  mi głos po stronie Ericka, (damski !).
-Wracaj już do łóżka… Cicho.- szeptał Erick.
-Och, nie mówiłeś, że jesteś zajęty. Przepraszam, ale muszę już kończyć.
-Nie, Roza…
Erick nie zdążył nic powiedzieć bo szybko się rozłączyłam.
Wyszłam z uliczki i ruszyłam w stronę kasyna. Bawiłam się jeszcze chwilę telefonem, już chciałam go schować do torebki, ale wpadłam na grupkę chłopaków. Wszystko wypadło na chodnik: telefon, portfel, gumy do żucia i prezerwatywy, z tego ostatniego nie byłam dumna, ale to siła przyzwyczajenia (wciąż czekam na ten pierwszy raz z Gideonem, więc warto się zabezpieczyć). Upadłam na kolana i zaczęłam zbierać pieniądze, które wypadły mi z portfela. Chłopcy zaczęli się śmiać, ale jeden schylił się, żeby mi pomóc. Kiedy nasze oczy się spotkały, a usta były kilka centymetrów od siebie wstrzymałam oddech, a cała krew odpłynęła mi  z twarzy. Znam tego człowieka. Niewiele spędziłam z nim czasu, ale zapamiętam na zawsze jego blond włosy, niebieskoszare oczy, wystające kości policzkowe i strasznie blade usta. Patrzył na mnie i miał równie przerażoną minę jak ja. To on, wróciło wszystko ze zdwojoną siłą, to…
-Lucas…-powiedziałam zdławionym głosem.
-Róża…- upadł teraz na kolana. Potknęłam się o torebkę i uderzyłam plecami o lampę.- Poczekaj, nie ucie..- przestał mówić i wbił wzrok w moje ramiona, a później klatkę piersiową. Odruchowo zaczęłam się drapać. Stare, zabliźnione rany zaczęły żyć na nowo, a krew zaczęła kapać na asfalt spomiędzy moich palców. Jego kumple zaczęli krzyczeć i śmiać się, mówili po grecku więc nie rozumiałam za wiele.
-Różo proszę, nie rób sobie tego. Błagam! Daj mi telefon, zadzwonię do kogoś.
-Gideon… chcę jego…- wydyszałam.
-Oczywiście, tylko daj mi ten pieprzony  telefon.
Położyłam go koło siebie, a kiedy on sięgnął po niego, podkuliłam nogi jeszcze bardziej. Wymienił z Gideonem kilka zdań i się rozłączył.
- Za chwilę ty będzie, ale proszę przestań to sobie robić.
-Co tu robisz?
-Po rozprawie przeprowadziłem się na Cypr, moja babka tu mieszka.
Chciałam zadać mu jeszcze kilka pytań,  ale usłyszałam kroki za sobą. W momencie zobaczyłam przerażoną twarz Gideona. Chwycił moje dłonie i spojrzał na nie. Przytulił mnie mocno do siebie, a jego biała koszula z czarną kamizelką, były pobrudzone krwią. Klęczał i kiwał się ze mną w ramionach, szeptał mi czułe słówka i nagle zaczęłam płakać. Głośno szlochać, jak małe dziecko.
-Możesz się już o nas odwalić.- było to raczej stwierdzenie niż pytanie, skierowane w stronę Lukasa. Nie czekając na reakcję chłopaka uniósł mnie w  ramionach.
-Różo, ja naprawdę nie chciałem cię spotkać po tym wszystkim co…
-Zamknij się bo nie ręczę za siebie.- powiedział dobitnie Gideon.
-Gideon błagam, zabierz mnie… błagam zabierz mnie do domu. Nie wytrzymam.
-Ciii… kotek oczywiście że cię zabiorę.
-Jak.. najdalej…

Spojrzałam jeszcze ostatni raz w stronę Lucasa. Wciąż klęczał na asfalcie, uniósł głowę, a kiedy nasze spojrzenia się spotkały… zemdlałam.


środa, 23 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

On tu jest. Przytula mnie do siebie, całuje moje włosy, szyję… Moja miłość, och tak…. Nagle wszystkie lęki mnie opuściły. Gideon.. Mój Gideon…
-Tak bardzo tęskniłem. Tak bardzo… nie wyobrażasz sobie.
-Gideon przepraszam za to co powiedziałam przez telefon, kocham cię. Nie chcę od ciebie odchodzić, chcę przy tobie być.
-Dobra! Zakochańce!- krzyknęła Scharlotta.- Ty Kara idziesz pod prysznic i do łóżka, a ty – wskazała Gideona.- pomagasz nam w kuchni.
Absalon zaprowadził mnie do pokoju i powiedział co i jak. Małe pomieszczenie przypominało mój stary składzik, gdyby nie ogromna niebieska sofa, szklany stolik, kilka półek, jedna szafa, łóżko z fioletową pościelą i szafa grająca. Co?! Szafa grająca?! Dobry pomysł do nowego pokoju. Koło łóżka znajdowały się drzwi do łazienki.
-Axl dziękuję ci bardzo.
Axl to mój najlepszy przyjaciel od czasów podstawówki. Ogólnie rzecz ujmując, ja i nasza paczka podbijaliśmy Anglię już w przedszkolu. Na początku byłam ja i Luck, potem rok starsza Scharlotta, ale równie głupia i szalona jak my. Następnie Absalon, w wieku Scharlott, ale w klasie wyżej. Wybitny uczeń, syn i spadkobierca największej sieci hotelów w USA i Hiszpanii. Kiedy byliśmy w gimnazjum poznaliśmy Blaisa, natychmiast stał się towarzyszem naszych zabaw.
Ja i Axl czasami się spotykaliśmy na „randkach”, ale nigdy nie próbowaliśmy nawet ze sobą chodzić. Zawsze byliśmy paczką przyjaciół, na dobre i na złe. Po porwaniu chcieli mnie wspierać, ale moje lęki im na to nie pozwalały. Daniel podjął decyzję o moim wyjeździe z dnia na dzień, zdążyłam jedynie poinformować o tym Scharlottę. Teraz nasza paczka połączyła się i jest nas nawet więcej. Gideon jest z nami. Szkoda, że tak późno.
-Rozalinda tęskniłem za tobą bardzo.- Absalon wyciągnął rękę przed siebie, ale zaraz ją opuścił.- Przepraszam …
-Absalon to nie była twoja wina.- wiedział o czym mówię. W dniu porwania byłam z nim umówiona, nie przyszedł na czas, a Chris wykorzystał sytuację i podał mi jakiś narkotyk. Podobno podczas poszukiwań próbował popełnić samobójstwo, ale nigdy o tym nie rozmawiałam.
-Przytuliłbyś mnie?- spytałam i wyciągnęłam do niego ręce.
-Oczywiście maleńka.- objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami, a ja chwyciłam dłońmi jego kołnierzyk koszuli i przyciągnęłam go do swojego nosa wdychając słodki zapach jego perfum.
*****
Obudziłam się w południe. Na łóżku w moich nogach spał Gideon. Wtulony w skrawek kołdry wyglądał tak spokojnie. Nie chciałam go budzić, wstałam i przykryłam go kocem, a sama poszłam do kuchni. Od progu przywitał mnie uśmiech Scharlotty i Blaisa przytulających się od siebie.
-Wstała nasza królewna.- Luck siedział przy stole i czytał cypryjską gazetę.-A gdzie książę z bajki?
-Śpi spokojnie w pokoju.
-Nasza paczka znowu razem. Wszyscy na miejscu. Kocham was !!!- Scharlotta zaczęła płakać. Luck śmiał się z niej. Zdjęłam skarpetkę i rzuciłam nią w niego.
-HEJ!!! To był zamach!- krzyknął roześmiany.
-Róża, torebka ci dzwoni od trzeciej nad ranem.- powiedział Blaise.
O nie! Erick! Chwyciłam torbę i szybko znalazłam Samsunga, 37 połączeń nieodebranych i 3 wiadomości tekstowe. Pobiegłam do pokoju, Gideon jeszcze spał, więc zamknęłam się w łazience i wybrałam numer do Ericka.
JA: Erick tak strasznie cię przepraszam.
E: Nic się nie dzieje. Po prostu zastanawiałem się czy już doleciałaś na miejsce.
JA: Tak, jestem już tu od siódmej wieczorem, ale poszłam spać.
E: I jak jest na Malediwach?
JA: Nie wiem. Nie ma mnie tam.
E: To gdzie ty jesteś ?
JA: Cypr. Ewelina wywiozła mnie na Cypr!
E: Żartujesz?! Zawsze chciałem polecieć na Cypr!
JA: Jest pięknie, ale lepiej ty mi opowiedz jak tam w Holandii? Co tam słychać u Odetty?
E: Ogarniam piecyk kaflowy. Odetta się ze mnie nabija.
JA: Uściskaj ją odemnie.
E: Nie miałaś ataku ?- zapytał cicho.
JA: Nie, nie miałam. Mną się nie denerwuj, jestem silną dziewczynką.
E: W to nie wątpię.
JA: Erick muszę kończyć. Zadzwonię przed kolacją.
E: Rozalindo! Ja…
JA: Tak Ericku.
E: Nic już. Do usłyszenia.
Co on chiał mi powiedzieć? Zastanawiałam się tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu wyszłam z łazienki. Mój kochany dalej śpi. Położyłam się koło niego i wtuliłam twarz w jego szyję. Obudził się.
-Hmmmm… kocham cię Gideonie Saint Germain.
-Ja ciebie bardziej Rozalindo Elizabeth Kydd.
Pocałowałam co w szyję, a on wydał pomruk zadowolenia. Kocham kiedy to robi, wiem, że jest szczęśliwy i cieszy go to co mu robię. Wyznaczyłam sobie pocałunkami ścieżkę do jego ust, ale tuż przy nich Gideon chwycił mnie za ramiona.
-Nie, proszę. Wiesz, że nie mam hamulców…
-I nie chcę, żebyś je miał.- przerwałam mu szybko i przygryzłam jego dolną wargę.
-Nie! Rozalinda proszę.
-O co chodzi Gideon? Myślałam, że tego chcesz.
-Bo chcę, ale nie w taki sposób, nie tu i nie teraz.
W ogóle nie rozumiem o co mu chodzi. Chcę, żeby był pierwszy i ostatni, a on zachowuje się co najmniej dziwnie. W tym momencie do pokoju weszła Scharlotta z telefonem. Powiedziała, że dzwoni moja matka. Wyszłam i spytałam o co chodzi? Ewelina powiedziała, że ma dużo pracy i nie może spędzić ze mną świąt, ale przecież mam przyjaciół.
Nie mówię nawet się ucieszyłam, ale ona zawsze coś wymyśli…
*****
Wieczorem zadzwoniłam do Ericka.
E: Wesołych Świąt!
Ja: Odetta! Jak miło cię słyszeć. Ja również życzę ci Wesołych Świąt.
E: Już ci daję Ericka, ale musiałam ci pierwsza złożyć życzenia.
Ja: Cieszę się, że to ty odebrałaś.
E: Cześć Rozalida! Jesteś już po kolacji?
Ja: Erick! Nie, nie jem kolacji, mama ma dużo pracy i niestety nie da rady.
E: Tak mi przykro! Jak chcesz ojciec wyśle po ciebie samolot.
Ja: Nie. Mam towarzystwo …
E: O! A to kogo masz tam za towarzystwo?- spytał nieco poirytowany Erick. Lub może raczej, zazdrosny?
Ja: Scharlotta przyleciała z Anglii.
E: Tylko ona?
Ja: Nie, ale nawet jeśli, to nie twój interes.
-Rozalindo? Wszystko w porządku ??- w progu mojego pokoju stał Gideon.
Ja: Muszę kończyć. Niepotrzebnie dzwoniłam.
E: Martwię się…
Erick nie dokończył. Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
-Tak. Oczywiście… cieszę się, że mogę być z tobą, tu i teraz…. To ostatnie pół  roku było dla mnie strasznie męczące. – odwróciłam się, żeby nie widział moich łez. Niestety bez powodzenia.
-Co się stało?! – Gideon krzyknął i objął mnie.
-Muszę ci się do czegoś przyznać. – i jeszcze więcej łez wylało się z moich  oczu. –Tam gdzie teraz mieszkam, w szkole poznałam chłopaka… ja… ja… powiedziałam mu wszystko, a on pomógł mi wyjść z tego całego bagna. Przepraszam cię ukochany. Wybacz mi!- łkałam do jego ramienia. Czekałam, aż coś zrobi. W końcu pogładził mi po ramionach i ucałował w czubek głowy.
-Moja najukochańsza, najpiękniejsza Rozalindo… jeśli to jemu zawdzięczam, to że mogę cię dotykać i całować , a ty się mnie nie boisz, to mogę mu oddać za to wszystko i jeszcze więcej.
-Ale my się całowaliśmy!
-Kochasz go?- po chwili milczenia Gideon spytał cicho.
-Nie.- odpowiedziałam bez chwili wahania.-Ale on kocha mnie.
-Jeszcze raz. Kochasz go?
-Nie…
- I tyle mi wystarczy. On może sobie kochać, ale nigdy nie będzie mną.
-Nigdy. Gideonie nigdy. Jesteś mój. Należysz do mnie…- mówiąc to chwyciłam jego twarz w swoje dłonie.
-Do ciebie. Tylko do ciebie…- pocałował mnie delikatnie.-Twój na zawsze.
  Pocałował mnie bardzo namiętnie, powoli, z wyczuciem. Jego język napierał na moje wargi, już zapomniałam jakie to uczucie, kiedy całuje cię Gideon. Jego ręce zaczęły pocierać moje załzawione policzki, nie przestawał mnie całować… Dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, aż w końcu wsunął je pod bluzkę. Rozchyliłam wargi i wtedy jego język zanurzył się w moich ustach. Och… tak…
-Jesteś taka piękna, chciałbym cię zaspokoić. Na pewno tego chcesz…- mówiąc to wsunął rękę pod moją spódnicę.
-Nie. Gideon… błagam.- odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.- Źle się czuję. Boli mnie głowa.
-Chciałaś tego!-krzyknął, a ja cofnęłam się o krok.- Przepraszam. Nie chcę cię krzywdzić więcej.
-Nic się nie stało. Kocham cię Gideonie.
Chciałam go jeszcze raz pocałować, ale do pokoju znowu weszła Scharlotta.
-Idziemy do kasyna!!! Ubierać się kochani.