Kasyno! O tak, uwielbiam kasyna. Na Cyprze tym bardziej będzie ciekawie.
Scharlotta w prawej dłoni trzymała wieszak, a na nim czarną koronkową sukienkę,
bez ramiączek i z wiązanym gorsetem z tyłu na plecach. Do tego czarne buty na
niskim obcasie (ok. 5cm) wiązanymi do połowy łydek, również z koronką i
srebrnymi szlufkami. Postanowiłam nie zakładać rajstop lub podkolanówek
samonośnych. Biła cera idealnie pasowała do tego stroju. Nałożyłam minimalny
makijaż i ostatni raz przeglądnęłam się w lustrze.
-Wyglądasz wspaniale
Kara.
-Dziękuje ci Lotte,
ale sukienka za bardzo odsłania klatkę piersiową i ramiona. Ludzie będą się
gapić.
Przyjaciółka podeszła
do mnie i pocałowała mnie tuż powyżej mojego serca.
-Jesteś piękna. Nie
zapominaj o tym, a te blizny mają ci przypominać o tym co przeżyłaś. Ile masz w
sobie siły. Zmieniłaś się tak bardzo kochanie. Kocham cię z całego serca,
jak siostrę. My wszyscy cię kochamy, ale ty…- dźgnęła powietrze- boisz się i my
to wiemy i chcemy ci pomóc.
Przytuliłam ją mocno.
W życiu najważniejsze jest mieć przyjaciół, ja takich mam i wiem, że zrobią dla
mnie wszystko. Kiedyś zastanawiałam się jak długo jeszcze będą znosić moje
kaprysy, ale nigdy się ode mnie nie odwrócili. W tej chwili przypomniałam sobie
Ericka, czy on poświęcił by się tak jak to zrobili moi najbliżsi? Czy
postawiłby wszystko na jedną kartę? Nie znam go długo, a mimo to otworzyłam się
dzięki niemu na innych ludzi. Pocałował mnie i mało brakowało, a
wylądowalibyśmy w łóżku. Nie czuję się z tym dobrze. Prawie zdradziłam Gideona,
ale on mi wybaczył, kocha mnie. Ja też go bardzo kocham, ale nigdy nie
wybaczyłabym mu zdrady, ale tym się różnimy, on kocha, a ja to wykorzystuję. Od
dnia dzisiejszego będę lepszą przyjaciółką, lepszą siostrą, lepszą dziewczyną
lepszym człowiekiem. Muszę to zrobić dla siebie i innych, którzy martwią się o
mnie.
- O czym tak myślisz
?- z zadumy wyrwał mnie głos Scharlotty.
- O tym jak bardzo was
wszystkich kocham. Bardzo, bardzo kocham.
- Widzisz stary! Nie
jesteś jedyny. – zaśmiał się Blaise w progu drzwi.
Podszedł do Lotte i
pocałował ją, kilka chwil później dołączył do nas Gideon.
- Tak, ale to mnie
kocha bardziej od was wszystkich.
- Nie bo mnie kocha
najbardziej!!!- ryknął z pokoju obok Absalon.
- Coraz bardziej was
przestaję kochać.- zaśmiałam się i pocałowałam Gideona w policzek.
- I widzisz co
zrobiłeś gnoju.- powiedział Blaise.
Jeszcze kilka minut
przekomarzali się, ale w końcu rozdzieliłyśmy ich z Scharlottą i ruszyliśmy do
kasyna.
*****
Neonowy napis SEMPER
FIDELIS świecił mi
prosto w oczy. No… pomińmy fakt, iż gapiłam się na niego od 5min. Westchnęłam cicho.
To ten ostatni drink pewnie mi zaszkodził , pomyślałam. Gideon i Blaise zaczęli
wygrywać, więc przestali zwracać uwagę na mnie i Scharlottę. Ona poszła zagrać
w ruletkę z Luckiem i Absalonem, a ja wyszłam. Ciekawe co teraz robi Erick?
Dalej jest na mnie zły ? Za bardzo agresywnie zareagowałam na jego troskę. Może
zadzwonię do niego ? Tak! Odeszłam troszkę od kasyna i weszłam w ciemną
uliczkę. Kiedy byłam już sama i z daleka od hałasu i muzyki wyjęłam z
kopertówki Samsunga i wybrałam numer do Erick’a. Po dwóch sygnałach odebrał.
-Hej..,- zaczęłam niepewnie.
-Rozalinda?! Coś się stało? Jest
pierwsza w nocy.- Erick wydawał się być rześki i wypoczęty.
-Nie, ale… chciałam cię przeprosić.-
powiedziałam szybko.
-Za co?-spytał cicho.
-Za ten wybuch. Przepraszam.
-Nie to ja cię przepraszam, nie powinienem
się wtrącać do twojego życia, a tym bardziej w twoje sprawy. Jesteś dorosła,
wiesz co robisz.
-Tak bardzo się cieszę, że już jest
w porządku między nami .
-Jak wigilia?- szybko zmienił temat.
-Hmmm… poszliśmy całą paczką do
kasyna. Rozumiesz to ?! Prawdziwe cypryjskie kasyno.
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
-Byłabym bardziej gdybyś ty tu był.
-W jakim kasynie jesteście?
-SEMPER FIDELIS, wiesz … klimat rosyjskiej
mafii itp.
-Chwila to jest kasyno ojca
Richarda.
-Serio ?! To świetnie może się
zobaczymy…- nie dokończyłam bo przerwał
mi głos po stronie Ericka, (damski !).
-Wracaj już do łóżka… Cicho.-
szeptał Erick.
-Och, nie mówiłeś, że jesteś zajęty.
Przepraszam, ale muszę już kończyć.
-Nie, Roza…
Erick nie zdążył nic powiedzieć bo
szybko się rozłączyłam.
Wyszłam z uliczki i ruszyłam w
stronę kasyna. Bawiłam się jeszcze chwilę telefonem, już chciałam go schować do
torebki, ale wpadłam na grupkę chłopaków. Wszystko wypadło na chodnik: telefon,
portfel, gumy do żucia i prezerwatywy, z tego ostatniego nie byłam dumna, ale to
siła przyzwyczajenia (wciąż czekam na ten pierwszy raz z Gideonem, więc warto
się zabezpieczyć). Upadłam na kolana i zaczęłam zbierać pieniądze, które
wypadły mi z portfela. Chłopcy zaczęli się śmiać, ale jeden schylił się, żeby
mi pomóc. Kiedy nasze oczy się spotkały, a usta były kilka centymetrów od
siebie wstrzymałam oddech, a cała krew odpłynęła mi z twarzy. Znam tego człowieka. Niewiele spędziłam
z nim czasu, ale zapamiętam na zawsze jego blond włosy, niebieskoszare oczy, wystające
kości policzkowe i strasznie blade usta. Patrzył na mnie i miał równie przerażoną
minę jak ja. To on, wróciło wszystko ze zdwojoną siłą, to…
-Lucas…-powiedziałam zdławionym
głosem.
-Róża…- upadł teraz na kolana. Potknęłam
się o torebkę i uderzyłam plecami o lampę.- Poczekaj, nie ucie..- przestał mówić
i wbił wzrok w moje ramiona, a później klatkę piersiową. Odruchowo zaczęłam się
drapać. Stare, zabliźnione rany zaczęły żyć na nowo, a krew zaczęła kapać na
asfalt spomiędzy moich palców. Jego kumple zaczęli krzyczeć i śmiać się, mówili
po grecku więc nie rozumiałam za wiele.
-Różo proszę, nie rób sobie tego.
Błagam! Daj mi telefon, zadzwonię do kogoś.
-Gideon… chcę jego…- wydyszałam.
-Oczywiście, tylko daj mi ten pieprzony
telefon.
Położyłam go koło siebie, a kiedy on
sięgnął po niego, podkuliłam nogi jeszcze bardziej. Wymienił z Gideonem kilka zdań
i się rozłączył.
- Za chwilę ty będzie, ale proszę przestań
to sobie robić.
-Co tu robisz?
-Po rozprawie przeprowadziłem się na
Cypr, moja babka tu mieszka.
Chciałam zadać mu jeszcze kilka pytań,
ale usłyszałam kroki za sobą. W momencie
zobaczyłam przerażoną twarz Gideona. Chwycił moje dłonie i spojrzał na nie. Przytulił
mnie mocno do siebie, a jego biała koszula z czarną kamizelką, były pobrudzone
krwią. Klęczał i kiwał się ze mną w ramionach, szeptał mi czułe słówka i nagle
zaczęłam płakać. Głośno szlochać, jak małe dziecko.
-Możesz się już o nas odwalić.- było
to raczej stwierdzenie niż pytanie, skierowane w stronę Lukasa. Nie czekając na
reakcję chłopaka uniósł mnie w
ramionach.
-Różo, ja naprawdę nie chciałem cię
spotkać po tym wszystkim co…
-Zamknij się bo nie ręczę za
siebie.- powiedział dobitnie Gideon.
-Gideon błagam, zabierz mnie… błagam
zabierz mnie do domu. Nie wytrzymam.
-Ciii… kotek oczywiście że cię
zabiorę.
-Jak.. najdalej…
Spojrzałam jeszcze ostatni raz w
stronę Lucasa. Wciąż klęczał na asfalcie, uniósł głowę, a kiedy nasze
spojrzenia się spotkały… zemdlałam.





