środa, 29 października 2014

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kasyno! O tak, uwielbiam kasyna. Na Cyprze tym bardziej będzie ciekawie. Scharlotta w prawej dłoni trzymała wieszak, a na nim czarną koronkową sukienkę, bez ramiączek i z wiązanym gorsetem z tyłu na plecach. Do tego czarne buty na niskim obcasie (ok. 5cm) wiązanymi do połowy łydek, również z koronką i srebrnymi szlufkami. Postanowiłam nie zakładać rajstop lub podkolanówek samonośnych. Biła cera idealnie pasowała do tego stroju. Nałożyłam minimalny makijaż i ostatni raz przeglądnęłam się w lustrze.
-Wyglądasz wspaniale Kara.
-Dziękuje ci Lotte, ale sukienka za bardzo odsłania klatkę piersiową i ramiona. Ludzie będą się gapić.
Przyjaciółka podeszła do mnie i pocałowała mnie tuż powyżej mojego serca.
-Jesteś piękna. Nie zapominaj o tym, a te blizny mają ci przypominać o tym co przeżyłaś. Ile masz w sobie siły.  Zmieniłaś się tak bardzo kochanie. Kocham cię z całego serca, jak siostrę. My wszyscy cię kochamy, ale ty…- dźgnęła powietrze- boisz się i my to wiemy i chcemy ci pomóc.
Przytuliłam ją mocno. W życiu najważniejsze jest mieć przyjaciół, ja takich mam i wiem, że zrobią dla mnie wszystko. Kiedyś zastanawiałam się jak długo jeszcze będą znosić moje kaprysy, ale nigdy się ode mnie nie odwrócili. W tej chwili przypomniałam sobie Ericka, czy on poświęcił by się tak jak to zrobili moi najbliżsi? Czy postawiłby wszystko na jedną kartę? Nie znam go długo, a mimo to otworzyłam się dzięki niemu na innych ludzi. Pocałował mnie i mało brakowało, a wylądowalibyśmy w łóżku. Nie czuję się z tym dobrze. Prawie zdradziłam Gideona, ale on mi wybaczył, kocha mnie. Ja też go bardzo kocham, ale nigdy nie wybaczyłabym mu zdrady, ale tym się różnimy, on kocha, a ja to wykorzystuję. Od dnia dzisiejszego będę lepszą przyjaciółką, lepszą siostrą, lepszą dziewczyną lepszym człowiekiem. Muszę to zrobić dla siebie i innych, którzy martwią się o mnie.
- O czym tak myślisz ?- z zadumy wyrwał mnie głos Scharlotty.
- O tym jak bardzo was wszystkich kocham. Bardzo, bardzo kocham.
- Widzisz stary! Nie jesteś jedyny. – zaśmiał się Blaise w progu drzwi.
Podszedł do Lotte i pocałował ją, kilka chwil później dołączył do nas Gideon.
- Tak, ale to mnie kocha bardziej od was wszystkich.
- Nie bo mnie kocha najbardziej!!!- ryknął z pokoju obok Absalon.
- Coraz bardziej was przestaję kochać.- zaśmiałam się i pocałowałam Gideona w policzek.
- I widzisz co zrobiłeś gnoju.- powiedział Blaise.
Jeszcze kilka minut przekomarzali się, ale w końcu rozdzieliłyśmy ich z Scharlottą i ruszyliśmy do kasyna.

*****
Neonowy napis SEMPER FIDELIS świecił mi prosto w oczy. No… pomińmy fakt, iż gapiłam się na niego od 5min. Westchnęłam cicho. To ten ostatni drink pewnie mi zaszkodził , pomyślałam. Gideon i Blaise zaczęli wygrywać, więc przestali zwracać uwagę na mnie i Scharlottę. Ona poszła zagrać w ruletkę z Luckiem i Absalonem, a ja wyszłam. Ciekawe co teraz robi Erick? Dalej jest na mnie zły ? Za bardzo agresywnie zareagowałam na jego troskę. Może zadzwonię do niego ? Tak! Odeszłam troszkę od kasyna i weszłam w ciemną uliczkę. Kiedy byłam już sama i z daleka od hałasu i muzyki wyjęłam z kopertówki Samsunga i wybrałam numer do Erick’a. Po dwóch  sygnałach odebrał.
-Hej..,- zaczęłam niepewnie.
-Rozalinda?! Coś się stało? Jest pierwsza w nocy.- Erick wydawał się być rześki i wypoczęty.
-Nie, ale… chciałam cię przeprosić.- powiedziałam szybko.
-Za co?-spytał cicho.
-Za ten wybuch. Przepraszam.
-Nie to ja cię przepraszam, nie powinienem się wtrącać do twojego życia, a tym bardziej w twoje sprawy. Jesteś dorosła, wiesz co robisz.
-Tak bardzo się cieszę, że już jest w porządku między nami .
-Jak wigilia?- szybko zmienił temat.
-Hmmm… poszliśmy całą paczką do kasyna. Rozumiesz to ?! Prawdziwe  cypryjskie kasyno.
-Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
-Byłabym bardziej gdybyś ty tu był.
-W jakim kasynie jesteście?
-SEMPER FIDELIS, wiesz … klimat rosyjskiej mafii itp.
-Chwila to jest kasyno ojca Richarda.
-Serio ?! To świetnie może się zobaczymy…- nie dokończyłam bo przerwał  mi głos po stronie Ericka, (damski !).
-Wracaj już do łóżka… Cicho.- szeptał Erick.
-Och, nie mówiłeś, że jesteś zajęty. Przepraszam, ale muszę już kończyć.
-Nie, Roza…
Erick nie zdążył nic powiedzieć bo szybko się rozłączyłam.
Wyszłam z uliczki i ruszyłam w stronę kasyna. Bawiłam się jeszcze chwilę telefonem, już chciałam go schować do torebki, ale wpadłam na grupkę chłopaków. Wszystko wypadło na chodnik: telefon, portfel, gumy do żucia i prezerwatywy, z tego ostatniego nie byłam dumna, ale to siła przyzwyczajenia (wciąż czekam na ten pierwszy raz z Gideonem, więc warto się zabezpieczyć). Upadłam na kolana i zaczęłam zbierać pieniądze, które wypadły mi z portfela. Chłopcy zaczęli się śmiać, ale jeden schylił się, żeby mi pomóc. Kiedy nasze oczy się spotkały, a usta były kilka centymetrów od siebie wstrzymałam oddech, a cała krew odpłynęła mi  z twarzy. Znam tego człowieka. Niewiele spędziłam z nim czasu, ale zapamiętam na zawsze jego blond włosy, niebieskoszare oczy, wystające kości policzkowe i strasznie blade usta. Patrzył na mnie i miał równie przerażoną minę jak ja. To on, wróciło wszystko ze zdwojoną siłą, to…
-Lucas…-powiedziałam zdławionym głosem.
-Róża…- upadł teraz na kolana. Potknęłam się o torebkę i uderzyłam plecami o lampę.- Poczekaj, nie ucie..- przestał mówić i wbił wzrok w moje ramiona, a później klatkę piersiową. Odruchowo zaczęłam się drapać. Stare, zabliźnione rany zaczęły żyć na nowo, a krew zaczęła kapać na asfalt spomiędzy moich palców. Jego kumple zaczęli krzyczeć i śmiać się, mówili po grecku więc nie rozumiałam za wiele.
-Różo proszę, nie rób sobie tego. Błagam! Daj mi telefon, zadzwonię do kogoś.
-Gideon… chcę jego…- wydyszałam.
-Oczywiście, tylko daj mi ten pieprzony  telefon.
Położyłam go koło siebie, a kiedy on sięgnął po niego, podkuliłam nogi jeszcze bardziej. Wymienił z Gideonem kilka zdań i się rozłączył.
- Za chwilę ty będzie, ale proszę przestań to sobie robić.
-Co tu robisz?
-Po rozprawie przeprowadziłem się na Cypr, moja babka tu mieszka.
Chciałam zadać mu jeszcze kilka pytań,  ale usłyszałam kroki za sobą. W momencie zobaczyłam przerażoną twarz Gideona. Chwycił moje dłonie i spojrzał na nie. Przytulił mnie mocno do siebie, a jego biała koszula z czarną kamizelką, były pobrudzone krwią. Klęczał i kiwał się ze mną w ramionach, szeptał mi czułe słówka i nagle zaczęłam płakać. Głośno szlochać, jak małe dziecko.
-Możesz się już o nas odwalić.- było to raczej stwierdzenie niż pytanie, skierowane w stronę Lukasa. Nie czekając na reakcję chłopaka uniósł mnie w  ramionach.
-Różo, ja naprawdę nie chciałem cię spotkać po tym wszystkim co…
-Zamknij się bo nie ręczę za siebie.- powiedział dobitnie Gideon.
-Gideon błagam, zabierz mnie… błagam zabierz mnie do domu. Nie wytrzymam.
-Ciii… kotek oczywiście że cię zabiorę.
-Jak.. najdalej…

Spojrzałam jeszcze ostatni raz w stronę Lucasa. Wciąż klęczał na asfalcie, uniósł głowę, a kiedy nasze spojrzenia się spotkały… zemdlałam.


środa, 23 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

On tu jest. Przytula mnie do siebie, całuje moje włosy, szyję… Moja miłość, och tak…. Nagle wszystkie lęki mnie opuściły. Gideon.. Mój Gideon…
-Tak bardzo tęskniłem. Tak bardzo… nie wyobrażasz sobie.
-Gideon przepraszam za to co powiedziałam przez telefon, kocham cię. Nie chcę od ciebie odchodzić, chcę przy tobie być.
-Dobra! Zakochańce!- krzyknęła Scharlotta.- Ty Kara idziesz pod prysznic i do łóżka, a ty – wskazała Gideona.- pomagasz nam w kuchni.
Absalon zaprowadził mnie do pokoju i powiedział co i jak. Małe pomieszczenie przypominało mój stary składzik, gdyby nie ogromna niebieska sofa, szklany stolik, kilka półek, jedna szafa, łóżko z fioletową pościelą i szafa grająca. Co?! Szafa grająca?! Dobry pomysł do nowego pokoju. Koło łóżka znajdowały się drzwi do łazienki.
-Axl dziękuję ci bardzo.
Axl to mój najlepszy przyjaciel od czasów podstawówki. Ogólnie rzecz ujmując, ja i nasza paczka podbijaliśmy Anglię już w przedszkolu. Na początku byłam ja i Luck, potem rok starsza Scharlotta, ale równie głupia i szalona jak my. Następnie Absalon, w wieku Scharlott, ale w klasie wyżej. Wybitny uczeń, syn i spadkobierca największej sieci hotelów w USA i Hiszpanii. Kiedy byliśmy w gimnazjum poznaliśmy Blaisa, natychmiast stał się towarzyszem naszych zabaw.
Ja i Axl czasami się spotykaliśmy na „randkach”, ale nigdy nie próbowaliśmy nawet ze sobą chodzić. Zawsze byliśmy paczką przyjaciół, na dobre i na złe. Po porwaniu chcieli mnie wspierać, ale moje lęki im na to nie pozwalały. Daniel podjął decyzję o moim wyjeździe z dnia na dzień, zdążyłam jedynie poinformować o tym Scharlottę. Teraz nasza paczka połączyła się i jest nas nawet więcej. Gideon jest z nami. Szkoda, że tak późno.
-Rozalinda tęskniłem za tobą bardzo.- Absalon wyciągnął rękę przed siebie, ale zaraz ją opuścił.- Przepraszam …
-Absalon to nie była twoja wina.- wiedział o czym mówię. W dniu porwania byłam z nim umówiona, nie przyszedł na czas, a Chris wykorzystał sytuację i podał mi jakiś narkotyk. Podobno podczas poszukiwań próbował popełnić samobójstwo, ale nigdy o tym nie rozmawiałam.
-Przytuliłbyś mnie?- spytałam i wyciągnęłam do niego ręce.
-Oczywiście maleńka.- objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami, a ja chwyciłam dłońmi jego kołnierzyk koszuli i przyciągnęłam go do swojego nosa wdychając słodki zapach jego perfum.
*****
Obudziłam się w południe. Na łóżku w moich nogach spał Gideon. Wtulony w skrawek kołdry wyglądał tak spokojnie. Nie chciałam go budzić, wstałam i przykryłam go kocem, a sama poszłam do kuchni. Od progu przywitał mnie uśmiech Scharlotty i Blaisa przytulających się od siebie.
-Wstała nasza królewna.- Luck siedział przy stole i czytał cypryjską gazetę.-A gdzie książę z bajki?
-Śpi spokojnie w pokoju.
-Nasza paczka znowu razem. Wszyscy na miejscu. Kocham was !!!- Scharlotta zaczęła płakać. Luck śmiał się z niej. Zdjęłam skarpetkę i rzuciłam nią w niego.
-HEJ!!! To był zamach!- krzyknął roześmiany.
-Róża, torebka ci dzwoni od trzeciej nad ranem.- powiedział Blaise.
O nie! Erick! Chwyciłam torbę i szybko znalazłam Samsunga, 37 połączeń nieodebranych i 3 wiadomości tekstowe. Pobiegłam do pokoju, Gideon jeszcze spał, więc zamknęłam się w łazience i wybrałam numer do Ericka.
JA: Erick tak strasznie cię przepraszam.
E: Nic się nie dzieje. Po prostu zastanawiałem się czy już doleciałaś na miejsce.
JA: Tak, jestem już tu od siódmej wieczorem, ale poszłam spać.
E: I jak jest na Malediwach?
JA: Nie wiem. Nie ma mnie tam.
E: To gdzie ty jesteś ?
JA: Cypr. Ewelina wywiozła mnie na Cypr!
E: Żartujesz?! Zawsze chciałem polecieć na Cypr!
JA: Jest pięknie, ale lepiej ty mi opowiedz jak tam w Holandii? Co tam słychać u Odetty?
E: Ogarniam piecyk kaflowy. Odetta się ze mnie nabija.
JA: Uściskaj ją odemnie.
E: Nie miałaś ataku ?- zapytał cicho.
JA: Nie, nie miałam. Mną się nie denerwuj, jestem silną dziewczynką.
E: W to nie wątpię.
JA: Erick muszę kończyć. Zadzwonię przed kolacją.
E: Rozalindo! Ja…
JA: Tak Ericku.
E: Nic już. Do usłyszenia.
Co on chiał mi powiedzieć? Zastanawiałam się tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu wyszłam z łazienki. Mój kochany dalej śpi. Położyłam się koło niego i wtuliłam twarz w jego szyję. Obudził się.
-Hmmmm… kocham cię Gideonie Saint Germain.
-Ja ciebie bardziej Rozalindo Elizabeth Kydd.
Pocałowałam co w szyję, a on wydał pomruk zadowolenia. Kocham kiedy to robi, wiem, że jest szczęśliwy i cieszy go to co mu robię. Wyznaczyłam sobie pocałunkami ścieżkę do jego ust, ale tuż przy nich Gideon chwycił mnie za ramiona.
-Nie, proszę. Wiesz, że nie mam hamulców…
-I nie chcę, żebyś je miał.- przerwałam mu szybko i przygryzłam jego dolną wargę.
-Nie! Rozalinda proszę.
-O co chodzi Gideon? Myślałam, że tego chcesz.
-Bo chcę, ale nie w taki sposób, nie tu i nie teraz.
W ogóle nie rozumiem o co mu chodzi. Chcę, żeby był pierwszy i ostatni, a on zachowuje się co najmniej dziwnie. W tym momencie do pokoju weszła Scharlotta z telefonem. Powiedziała, że dzwoni moja matka. Wyszłam i spytałam o co chodzi? Ewelina powiedziała, że ma dużo pracy i nie może spędzić ze mną świąt, ale przecież mam przyjaciół.
Nie mówię nawet się ucieszyłam, ale ona zawsze coś wymyśli…
*****
Wieczorem zadzwoniłam do Ericka.
E: Wesołych Świąt!
Ja: Odetta! Jak miło cię słyszeć. Ja również życzę ci Wesołych Świąt.
E: Już ci daję Ericka, ale musiałam ci pierwsza złożyć życzenia.
Ja: Cieszę się, że to ty odebrałaś.
E: Cześć Rozalida! Jesteś już po kolacji?
Ja: Erick! Nie, nie jem kolacji, mama ma dużo pracy i niestety nie da rady.
E: Tak mi przykro! Jak chcesz ojciec wyśle po ciebie samolot.
Ja: Nie. Mam towarzystwo …
E: O! A to kogo masz tam za towarzystwo?- spytał nieco poirytowany Erick. Lub może raczej, zazdrosny?
Ja: Scharlotta przyleciała z Anglii.
E: Tylko ona?
Ja: Nie, ale nawet jeśli, to nie twój interes.
-Rozalindo? Wszystko w porządku ??- w progu mojego pokoju stał Gideon.
Ja: Muszę kończyć. Niepotrzebnie dzwoniłam.
E: Martwię się…
Erick nie dokończył. Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
-Tak. Oczywiście… cieszę się, że mogę być z tobą, tu i teraz…. To ostatnie pół  roku było dla mnie strasznie męczące. – odwróciłam się, żeby nie widział moich łez. Niestety bez powodzenia.
-Co się stało?! – Gideon krzyknął i objął mnie.
-Muszę ci się do czegoś przyznać. – i jeszcze więcej łez wylało się z moich  oczu. –Tam gdzie teraz mieszkam, w szkole poznałam chłopaka… ja… ja… powiedziałam mu wszystko, a on pomógł mi wyjść z tego całego bagna. Przepraszam cię ukochany. Wybacz mi!- łkałam do jego ramienia. Czekałam, aż coś zrobi. W końcu pogładził mi po ramionach i ucałował w czubek głowy.
-Moja najukochańsza, najpiękniejsza Rozalindo… jeśli to jemu zawdzięczam, to że mogę cię dotykać i całować , a ty się mnie nie boisz, to mogę mu oddać za to wszystko i jeszcze więcej.
-Ale my się całowaliśmy!
-Kochasz go?- po chwili milczenia Gideon spytał cicho.
-Nie.- odpowiedziałam bez chwili wahania.-Ale on kocha mnie.
-Jeszcze raz. Kochasz go?
-Nie…
- I tyle mi wystarczy. On może sobie kochać, ale nigdy nie będzie mną.
-Nigdy. Gideonie nigdy. Jesteś mój. Należysz do mnie…- mówiąc to chwyciłam jego twarz w swoje dłonie.
-Do ciebie. Tylko do ciebie…- pocałował mnie delikatnie.-Twój na zawsze.
  Pocałował mnie bardzo namiętnie, powoli, z wyczuciem. Jego język napierał na moje wargi, już zapomniałam jakie to uczucie, kiedy całuje cię Gideon. Jego ręce zaczęły pocierać moje załzawione policzki, nie przestawał mnie całować… Dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, aż w końcu wsunął je pod bluzkę. Rozchyliłam wargi i wtedy jego język zanurzył się w moich ustach. Och… tak…
-Jesteś taka piękna, chciałbym cię zaspokoić. Na pewno tego chcesz…- mówiąc to wsunął rękę pod moją spódnicę.
-Nie. Gideon… błagam.- odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.- Źle się czuję. Boli mnie głowa.
-Chciałaś tego!-krzyknął, a ja cofnęłam się o krok.- Przepraszam. Nie chcę cię krzywdzić więcej.
-Nic się nie stało. Kocham cię Gideonie.
Chciałam go jeszcze raz pocałować, ale do pokoju znowu weszła Scharlotta.
-Idziemy do kasyna!!! Ubierać się kochani.  

piątek, 7 marca 2014

ROZDZIAŁ ÓSMY

-Dziękuję za wspaniałą noc…- uśmiechnęłam się do Ericka. Pochylił się i mnie pocałował, w momencie wszyscy na korytarzu zamarli.- Zaśmiej się teraz, ale tak no wiesz … jak…- wyszeptał mi do ust.
Zaśmiałam się cichutko i poprawiłam warkocze. W tej chwili wszyscy wrócili do normalnego trybu życia.
-Jakie masz dzisiaj lekcje?
-Historia sztuki, filozofia, angielski i muzyka. A ty ?
-Muzyka, niemiecki, angielski i do domu.- Erick objął mnie ramieniem.
-Czyli kończysz wcześniej ode mnie.- zachmurzyłam się.
-Może odpuścisz sobie muzykę, ja cię w domu pouczę?? Hmmm….
-Raczej nie Erick, wiesz, że nie lubię opuszczać lekcji. Po szkole muszę wrócić do domu i pokój porządnie odwszawić i zmienić pościel, a najlepiej ją spalić.
-W mojej było ci wygodnie?
-A tobie na kanapie?
-Niewygodnie, ale Odetta się uparła.
-I dobrze, nie wpuściłabym do łóżka za nic.- zaśmiałam się i ścisnęłam jego rękę mocniej na widok Bianci i Ascania stojących w kącie korytarza.  Dziewczyna wyraźnie na niego krzyczała, a on nawet nie zwracał na to uwagi. Odruchowo jeszcze mocniej objęłam Ericka, jeśli Ascanio tu podejdzie… O nie!! Idzie w naszą stronę. Przez zaciśnięte zęby zwraca się do Ericka.
-Odwal się od mojej siostry. Nie masz prawa jej dotykać.
-Uspokój się! Straciłeś moje zaufanie w chwili gdy pieprzyłeś tę dziwkę w moim pokoju. – wyrecytowałam jednym tchem.
-Nie nazywaj mnie tak!- krzyknęła na mnie Bianca.
-Sorry, to ja przespałam się z twoim baratem w TWOIM pokoju? Nie!!! Mam nadzieję, doszłaś kilka razy i nacieszyłaś się tym miejscem bo już nigdy nie wejdziesz na mój teren suko.
-A ty Erick co się tak patrzysz? Zaliczyłeś już ją, zakład to zakład.
-O czym ona mówi ?- spytałam Ericka, który wyraźnie zabijał wzrokiem ją i mojego brata.- Erick!?- krzyknęłam, ale dzwonek zagłuszył mnie.
-Posłuchaj, ona chce nas skłócić. Proszę zaufaj mi, wiem, że nie znamy się za długo, ale…
Nie dokończył, uderzyłam go w twarz i pobiegłam do klasy. Na przerwach omijałam go siedząc głównie w łazience, a w porze lunchu poszłam do ojca i w jego gabinecie przesiedziałam godzinę. Na muzyce myślałam cały czas o nim. Czy Bianca mówiła prawdę? Wraz z dzwonkiem przyszła odpowiedź. NIE! On coś do mnie czuje. Musi! Wybiegłam przed szkołę, ale on na mnie nie czekał, nie było jego auta. Nic.
-Cześć Rozalindo.- głos Richarda wyrwał mnie z myśli.
-Już nie jesteś na mnie obrażony?! Szkoda.- zarzuciłam warkocz na plecy i ruszyłam w stronę bramy szkolnej.
-Poczekaj. O co ci teraz chodzi?
-Mi!? O nic, co ja… mogłabym chcieć od ciebie. Miesiąc temu na targu pokazałeś kim jestem dla ciebie. A i jeszcze jedno. Nie traktuj tak swojej babci, jest miłą kobietą.
-Erick pojechał do domu z Biancą. –krzyknął za mną. Zatrzymałam się w pół kroku.-Nie mów, że nie wiedziałaś?
-Czego znowu?
-Oni byli parą…
-Czekaj, czas przeszły. Byli…
-Tak, ale ona jest chorobliwie o niego zazdrosna. Wręcz chorobliwie zazdrosna. Rozalindo, posłuchaj, ja … podobasz mi się, ale widzę, że z Erickiem jesteś szczęśliwa, więc chcę ci dać to szczęście. Nie było nigdy żadnego zakładu. On cię bardzo polubił i to było widać już pierwszego dnia, kiedy wpadłaś na niego w stołówce.
-Ale.. skąd ty możesz o tym wiedzieć ?
-Erick…-zawahał się chwilę.-…on jest moim przyjacielem.
Takiego wyznania się nie spodziewałam.
-Dlatego tak się zachowałeś na targu?
-Między innymi, pokłóciłem się z nim o ciebie. Ale on był pierwszy i wolałaś jego bardziej niż mnie, więc odpuściłem. Na targu byłem zły na siebie, że nie potrafię walczyć o nic na czym mi zależy.
-Richard ta rozmowa zmierza w złym kierunku lepiej ją zakończmy, naprawdę nie chcę nikogo ranić.
-Rozalindo… przepraszam.
Odwrócił się i poszedł w stronę szkoły. Czy on mówił na poważnie? Jeśli tak to mam problem. Stanęłam między przyjaciółmi, ale kocham tylko jednego.
*****
 W domu byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam nic robić i racjonalnie myśleć jednocześnie. Ubrałam się w stare potargane spodnie i czarne bokserki wynaciągane ze wszystkich stron i wzięłam się za malowanie pokoju. Oczywiście ten pierwszy musiałam wietrzyć z powodu smrodu perfum. Zamierzałam przerobić stary składzik koło mojego pokoju na dodatkowe pomieszczenie do czytania lub słuchania muzyki. Ściany pomalowałam na czerwony krwisty kolor, a sufit na biało, do tego zrobiłam czarne wzory vintage i pocieniowałam je białą farbą z cienkim pędzelkiem. Pracowałam tak do późnego wieczora, kiedy do mojego pokoju wszedł Ascanio i oświadczył, że mam gościa. Zbiegłam na dół w nadziei, że może jednak Erick mi wybaczył to zachowanie w szkole. W salonie czekała mnie niespodzianka, nie było tam Ericka, przy oknie stał Richard.
-Liczyłaś na niego? Hmmm…, że to on przyjdzie? –zapytał.
-Tak, ale co ty tu robisz?
-Erick chce wyjechać do Holandii. Uznał, że już mu nigdy nie wybaczysz, ale musisz mi zaufać. Nigdy nie założył się o nic, co mogło być związane z tobą. Bianca zmyśliła wszystko, chciała zranić ciebie i jak widać udało się jej.
-Chwila, jak to do Holandii?!
-Odetta i on wyjadą jeszcze tej nocy, ale on cię kocha. Pokochał cię już pierwszego dnia kiedy wylałaś na niego kawę, jak zrobił ci zdjęcie. Wtedy jak spotkaliśmy się na targu on zadzwonił do mnie i opowiedział mi o tobie kilka chwil przed tym jak się poznaliśmy. Szukał cię, miałem cię zatrzymać na targu jeszcze kilka minut, ale jak już wróciłem ciebie już nie było. Rozalindo, zrozum. On cię kocha, zrobi dla ciebie wszystko…
Słuchałam tego co mówi bardzo uważnie, ale kiedy powiedział słowo KOCHA wyłączyłam się. Kiedy w końcu zrozumiałam co się właśnie stało chwyciłam kluczyki do mojego auta i wybiegłam przed dom. Piętnaście minut później byłam już pod willą jego rodziców, na podjeździe stały walizki, pełno walizek i kilka pudeł.  Wbiegłam na schody i zapukałam, chwilę później drzwi uchyliły się, a w progu stanęła Odetta. Zobaczyłam wyraźną ulgę w jej oczach. Czyżby liczyła na to, że przyjdę?, ale nie odezwała się do mnie tylko wskazała ręką pokój Ericka.
Ubrudzona farbą, w podartych ciuchach i starych trampkach uchyliłam drzwi do jego pokoju. Siedział na łóżku i twarz miał ukrytą w dłoniach. Podeszłam bliżej, ale on nawet  nie podniósł głowy, może mnie nie słyszy, albo mnie ignoruje. Położyłam dłoń na jego czarnych zmierzwionych włosach, zrywa się, jego oczy są czerwone. Czy on płakał? Z mojego powodu? Dlaczego?! Chyba nie wierzy własnym oczom bo otworzył usta i nie potrafi nic powiedzieć. Uklękłam przed nim i ujęłam jego twarz w swoje dłonie, drobne i troszkę trzęsące się z przerażania.
-Nie zostawiaj mnie samej w tej szkole, w tym mieście. Błagam…- głos mi się łamie. On nic nie mówi.- Odezwij się do mnie…
-Rozalindo ja… nigdy nie zakładałem się o nic…
-Ciii… skończmy ten temat. Pocałuj mnie.- chwila ciszy. Wstaje z łóżka i klęka koło mnie, całuje mnie, najpierw delikatnie, tak jak bym była ze szkła, a później coraz bardziej i bardziej, kładziemy się na ziemi, a on nie przestaje mnie całować.
-Myślałem, że cię straciłem… nie wybaczył bym sobie tego. Przepraszam…- szeptał mi te słowa do ust, przepraszał i całował.
-Erick, nie zostawiaj mnie…- wydyszałam między przerwami. Zaczął całować moją szyję, a ja odchyliłam głowę, żeby miał lepszy dostęp. Czy ta sytuacja nie zmierza przypadkiem w złym kierunku? Oj i to bardzo złym. Muszę to przerwać, ale nie… nie mogę.
-Malowałaś coś? – jego pytanie słyszę jak na imprezie z głośną muzyką, czyli w ogóle go nie słyszę. Dlaczego same jego pocałunki potrafią zaprowadzić mnie na krawędź urwiska? Nagle czuję jego rękę na moim udzie, wędruje coraz wyżej. Próbuje odpiąć guziki przy moich spodniach.
-Nie Erick. Proszę, nie chcę tego robić.- chcę odepchnąć jego rękę, ale jest zbyt silny. Łzy napływają mi do oczu i teraz błagam go, wręcz łkam.- Proszę, nie chcę…
Unosi głowę w jego oczach widzę przerażenie.
-Rozalinda, przepraszam… zapomniałem się, nie powinienem. Tak strasznie cię przepraszam.- wstaje i odchodzi w głąb pokoju. Podchodzę do niego.
-Płakałeś dzisiaj?
-Tak. Bałem się, że już nie zobaczę cię nigdy, że mi nie wybaczysz.
Przytuliłam się do niego i pocałowałam jego łopatkę ukrytą pod koszulką.
-Chcę, żeby mój pierwszy raz był wyjątkowy. Nie chodzi mi o to, że ty nie jesteś wyjątkowy, ale chodzi mi o sytuację, chcę to zrobić kiedy indziej i na pewno nie wtedy, kiedy twoja siostra jest pokój niżej.
-Pierwszy raz?! Nigdy tego nie robiłaś?
-Mam szesnaście lat, to chyba normalne, ty masz osiemnaście. Gideon nigdy nie naciskał, więc nigdy tego nie robiliśmy.
-Przepraszam, jak myślałem, że…
-Kochał mnie, zaspokajał mnie w inny sposób, ale od kiedy Chris mnie tam dotykał i …
-Nie mówiłaś mi nic o tym! On cię gwałcił!
-Nie… to znaczy nie do końca. Całował mnie tam i robił też inne rzeczy, ale nie gwałcił. Właściwie to zasługa Lucasa…- Erick przerwał mi całując delikatnie w usta.
-Przepraszam.
-Zostań ze mną, proszę cię. Nie wyjeżdżaj nigdzie, do świąt, później i tak wyjedziemy do swoich rodzin.
-Oczywiście, że zostanę z tobą.- teraz on przytulił mnie mocno do siebie.
*****
Dwa tygodnie później, przed świętami wybraliśmy się z Erickiem i jego przyjacielem Richardem do kina na jakąś komedię, śmialiśmy się, aż łzy płynęły nam z oczu. Z Richardem staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi, oczywiście mieliśmy małą pogawędkę o jego „wyznaniu” i ustaliliśmy, że puścimy to w niepamięć, pod warunkiem, że kupi mi piwo. Bianca nie dawała spokoju Erickowi i dalej sypiała z moim bratem. Przestałam się do niego odzywać i zamknęłam się w świecie Ericka i Richarda. Było mi tam dobrze, ale nadeszły święta i jak zwykle pakowałam się do wyjazdu do Portugalii.
-Rozalindo?
To mama!
-Mamusiu, jestem w pokoju już się pakuję.
-Poczekaj kochanie mam wiadomość.- weszła do pokoju i usiadła na moim łóżku.- Nie jedziemy do Portugalii.
-Co?! Jak to?!
-Jedziemy na Malediwy. – uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie.
-Gdzie!!! Malediwy!!! Tam jest ciepło. Będę musiała się przepakować.
-Więc to zrób, masz jeszcze dwie godziny, a i jeszcze jedno. Jedziemy same. Bez mężczyzn. Takie babskie święta.
A z tej informacji akurat się ucieszyłam, dwa tygodnie bez Ascanio to coś po prostu pięknego.
Półtorej godziny później zeszłam na dół i pożegnałam się z ojcem, barta sobie odpuściłam co wyraźnie nim wstrząsnęło. Na lotnisku przeszłyśmy  szybką rewizję i pół godziny później byłyśmy już w prywatnym samolocie mamy. Uwielbiam latać samolotami więc kilka minut później zasnęłam, obudziłam się kiedy już lądowaliśmy. Mama zaniosła mnie na rękach do auta, powtarzając mi do ucha, że mnie kocha. Coś mi nie grało na miejscu. Klimat mało malediwski, wręcz bardzo włoski, ale co my miałyśmy robić we Włoszech?
-Kochanie mam dla ciebie wiadomość.
-Tak?- zapytałam zaspanym głosem.
-Jesteśmy na Cyprze.
-Co!!?? Gdzie ty mnie wywozisz?
-To taka mała niespodzianka dla ciebie.
Zatrzymałyśmy się przy małym domku. Wysiadłam z auta, a mama oświadczyła, że musi jechać od pracy, że ma napięty grafik, po czym trzasnęła drzwiami i odjechała. W ogromnym szoku wzięłam klucze od domu i podeszłam do drzwi. Weszłam do środka i zobaczyłam, że na wycieraczce są jakieś buty, a na wieszaku płaszcze. O co chodzi ? Czyżby mama zaprosiła kogoś na te święta oprócz mnie? Jakieś przyjaciółki z pracy, lub klienta? Dziwne. Ale w salonie czekała na mnie niespodzianka i to ogromna. Moi przyjaciele z Anglii jakimś cudem znaleźli się tu, na Cyprze i teraz krzyczą NIESPODZIANKA i wymachują butelkami piwa. Scharlotta, Absalon, Luck i Blaise, wszyscy. Śmiali się z mojej miny, a po chwili i ja zaczęłam się śmiać, bo sobie ją wyobraziłam.
-Co wy tu do cholery robicie?- spytałam przez łzy.
-Twoja mama nas tu sprowadziła. Myślałaś sobie, że tak łatwo sobie ciebie odpuścimy?- spytała Scharlotta.
-Nie, ale…
-Mamy dla ciebie prezent, szczerze to nie wiedzieliśmy co ci kupić. Masz wszystko, ale wpadliśmy na doskonały pomysł. – Absalon aż skakał pod sufit.

Nagle spoważnieli i rozeszli się na boki odsłaniając najwspanialszy prezent jaki mi mogli podarować, Gideona. Patrzyliśmy na siebie, a ja po chwili wybuchłam płaczem i rzuciłam się w jego ramiona. Przytulając co i całując w policzek, szyję i skronie. Byłam z nim, byłam z Gideonem Saint Germain, moim Gideonem… 
ERICK I ROZALINDA (GIDEONA JESZCZE NIE WYMYŚLIŁAM) 

niedziela, 2 marca 2014

ROZDZIAŁ SIÓDMY

-Okej, czyli tak… HISTORIA MALARSTA: GOTYK, RENESANS, BAROK, ROKOKO, KLASYCYZM, ROMANTYZM, REALIZM, SYMBOLIZM i …
-Postmodernizm. – dokończył za mnie Erick nie odrywając wzroku od książki.
-Właśnie! Post-mo-der-nizm. HISTORIA MEBLARSTWA: ŚREDNIOWIECZE, RENESANS, BAROK, REGENCJA, ROKOKO, KLASYCYZM i…
-Empire.- Erick przerwał mi znowu.
-Wiem! Mam to zapisane.
Uniósł wzrok z nad lektury i zaśmiał się na widok mojej miny. Siedzieliśmy na parapecie, na szkolnym korytarzu, on czytał jakąś książkę, a czytałam na głos swoje zadanie z historii sztuki. Była pora lunchu, dlatego nikogo nie było na korytarzu. Erick nie namawiał mnie już na śniadanie, chyba wiedział, że przestałam chodzić tam z powodu Miles, który nie dawał mi spokoju. Minęły już dwa tygodnie od kiedy powiedziałam Erickowi o porwaniu i dwa tygodnie kiedy nie miałam ataków, paniki i autoagresji. Nie przestawałam stosować muzyki, jako środka do oderwania się od świata. Przez te dwa tygodnie nie miałam wiadomości z Anglii, Scharlotta przestała się ze mną kontaktować. Nie wiem co o tym myśleć. Może sama powinnam do niej zadzwonić? Nie wiem…
-Co robisz w święta?- moje rozmyślania przerwał głos Ericka.
-Co? Eee…. Nie wiem, pewnie to samo co każdego roku. Pojedziemy do rodziny w Portugalii i tam będziemy chodzić na przyjęcia. A ty ??
-Lecę do Holandii.
-Masz tam rodzinę?
-Tak, siostra tam mieszka. Dawno jej nie widziałem.
Pogawędkę przerwał dzwonek, ludzie zaczęli wychodzić ze stołówki. Przyglądali się nam i coś szeptali. Po lekcjach pojechaliśmy do mnie do domu, zapraszałam go zawsze po lekcjach, a on nigdy nie odmawiał. Cieszyłam się, że mam przyjaciela, któremu wszystko mogę powiedzieć.
            Na podjeździe stał Lincoln i Garbus, wiedziałam, że Bianca jest u nas w domu. Weszliśmy do środka, ale na dole nikogo nie było. Na schodach były rozrzucone ubrania i buty, przepraszałam Ericka. Drzwi do pokoju Ascanio były otworzone, ale nie było nikogo w środku.
-Może poszli na spacer, bez ubrań…- zaczęłam śmiać się z Erickiem, ale kiedy otworzyłam drzwi do mojego pokoju, już nie było mi tak do śmiechu. Na moim łóżku, MOIM… leżała Bianca, a Ascanio zabawiał się z nią w najlepsze. NA MOIM ŁÓŻKU!!! Zamilkałam, krew odpłynęła mi z twarzy, zaczęłam coraz szybciej oddychać. Co oni robią?! W moim pokoju, moim łóżku. Ascanio uniósł głowę i spojrzał na mnie, zaczął się szybko ubierać, a ta dziwka owinęła się moją atłasową pościelą.
-Rozalindo? Może pojedziemy dziś do mnie.- zapytał cicho Erick. Wciąż w ogromnym szoku byłam w stanie jedynie kiwnąć głową. Ledwo stałam na nogach, więc opierałam się o ścianę. Brat podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Roza….
-Nie dotykaj mnie!!! Jak możesz!!! –krzyknęłam i odsunęłam się od niego. –Nie chcę, żebyś mnie już dotykał.
-Mówiłam ci, że ona jest chora! Co ona tu w ogóle robi?!-krzyknęła Bianca.
-Mieszka, ona tu mieszka. A to jest jej pokój.- krzyknęłam na nią.
-Chodź, powinniśmy wyjść.- nalegał Erick.
Zbiegłam po schodach na dół i wyszłam przed dom. To jest jakiś film. Jak on mógł coś takiego zrobić? Po chwili dołączył do mnie Erick. Chciałam sama prowadzić, ale się nie zgodził. Wsiadłam do Forda i przez całą drogę patrzyłam na mijające domu i drzewa. Dalej nie mogę w to uwierzyć.
            Wjechaliśmy na podwórko ogromnej willi, większej niż ta, w której mieszkam. Spojrzałam na Ericka i zapytałam:
-Twój tata ma warsztat?
-Tak.
-A mama jest lekarzem?
-Tak, antropologiem sądowym.
Chłopak zaśmiał się na widok mojej miny i podjechał pod schody prowadzące do drzwi domu. Niepewnie wysiadłam z auta, Erick zaprosił mnie do środka, ale zanim on otworzył drzwi, ktoś z hukiem zrobił to za niego. Wysoka rudowłosa dziewczyna rzuciła się w jego objęcia, zakręcił ją kilka razy wokół siebie.
-Odetta, co ty tu robisz? – zaśmiał się i pocałował ją w policzek.
-Nie cieszysz się? Mogę wrócić.
-Nie! Jest wspaniale. Odetta poznaj moją przyjaciółkę Rozalindę.
-Bardzo miło mi cię poznać.- dziewczyna wyciągnęła dłoń w moją stronę. Erick natychmiast ją powstrzymał, a mi od razu zrobiło się lżej. Kim ona do cholery jest?
-Rozalindo, to moja siostra Odetta. Nie wiem co tu robi, powinna być w Holandii.
-Ricki, nie przesadzaj. Chciałam cię zobaczyć wcześniej niż za miesiąc. Wchodźcie do środka, Amy przygotowała coś na ząb.- dziewczyna mrugnęła do mnie.

-To właściwie ile już się znacie?- zapytała wkładając do ust kawałek sera.
-Od września. Rozalinda wylała na mnie swoja kawę.
-Nie prawda. To ty wszedłeś we mnie na środku stołówki.
Odetta zaśmiała się i klasnęła w dłonie.
-O to i mój brat. Zawsze trzeźwy.
Dowiedziałam się, że Odetta jest starsza od niego o 2 lata, w Holandii mieszka ze swoim partnerem i jego córką z pierwszego małżeństwa. Opowiadała zabawne sytuacje z życia rodzeństwa. Pytała mnie co tu robię, czym zajmują się moi rodzice, gdzie się wychowywałam i czy dużo podróżuję. Wytłumaczyła, że ich rodzice musieli wyjechać w sprawach biznesowych i wrócą dopiero na święta, więc ona przyjechała do Francji pobyć trochę z braciszkiem.
-Powinnam się już zbierać, Erick czy ….
-Nie!!- wykrzyknęli oboje jednocześnie. Czy oni to ćwiczą?
-To znaczy, zostań jeszcze…
-O tak musisz zostać koniecznie na kolację, a ja teraz jadę do miasta. Chcecie coś z centrum.-Odetta wstała i złapała z swoje kluczyki do auta.
-Nie, dzięki siostra.
*****
Pokój Ericka był zupełnym przeciwieństwem mojej przestrzeni. Co najmniej trzy razy większy i pomalowany na czarnoczerwony kolor z białym sufitem. Na frontowej ścianie od drzwi mieściło się ogromne, serio monstrualne, łóżko nakryte białoczarną pościelą (coś w stylu op art.), po obu stronach stały białe szafeczki z niebieskimi szufladami. Po lewej stronie (czerwona ściana) stały dwie zamknięte szafy z zielonymi drzwiczkami, a między nimi ogromna kratownica z książkami, zdjęciami i albumami. Niedaleko rozrzucone były poduszki do siedzenia, białe i czarne, oraz szklany stoliczek na laptopa. Po prawej stronie znajdowały się dwa okna, między nimi było wyjście na ogromny balkon, nad oknami nie było zasłon, czy firanki tylko roleta z fototapetą z widokami na greckie morze, po tej samej stronie, trochę dalej od okna stało czarne biurko, a na nim pełno książek i kartek do nut. Na ścianie gdzie były drzwi wisiało kilka gitar i parę ramek ze zdjęciami.
-Erick, twój pokój… łał.
-Dziękuję. Projektowała go moja mama i Odetta.
-Dziękuję ci bardzo, że zabrałeś mnie z tamtego miejsca. Nie wiem kompletnie co o tym myśleć…- schowałam twarz w dłoniach.
-Usiądź na moim łóżku.
-Hahaha…-zaczęłam się śmiać.
-Dlaczego się śmiejesz?- spytał mnie z zagadkowym uśmiechem.
-Widzę, że ty wiesz jak to jest spać na wodnym łóżku. – on też zaczął się śmiać. – Erick, ufam ci.
-A skąd ta nagła zmiana tematu? Chcesz mi dokończyć naszą rozmowę sprzed dwóch tygodni?
-Jeśli chcesz…
-Jeśli ty chcesz, to twoje życie.
-Spędziłam zamknięta w magazynie tydzień.- zaczęłam mówić. Musi wiedzieć, on musi to wiedzieć.- Byli zemną trzej mężczyźni, Chris, szef, Lucas i Titus. Ten pierwszy i ostatni iście mnie nienawidzili, Lucas na początku podawał mi kwas i dawał narkotyki, ale później, jakieś dwa trzy dni później zmienił do na placebo. Przy bardziej… brutalnych przesłuchaniach podawał mi morfinę, żeby złagodzić ból.
-Bardziej… brutalnych?
-Kopali mnie po brzuchu i żebrach. Chris był najgorszy, Titus z biegiem czasu wręcz sam go powstrzymywał. Gdyby nie on prawdopodobnie już bym nie żyła, ale tak naprawdę życie zawdzięczam Lucasowi. Zadzwonił do Gideona i powiedział gdzie jestem i co mi robią. 21 dni czerwca, o godzinie 10.30 do magazynu wkroczyła policja z moją mamą i Gideonem. W pewnym sensie pojawili się w samą porę, Chris zaczynał przesłuchanie. Zaczął uciekać, zabił jednego policjanta, a dwóch ciężko zranił. Uciekł, dalej chodzi na wolności, Titus dostał 3 lata, ale dzięki moim zeznaniom dostał zawiasy, Lucas został uniewinniony w mojej sprawie, a został skazany na rok za handel narkotykami. Pewnie zastanawiasz się dlaczego tak łagodnie? Moja mama bardzo dużo zdziałała w sądzie, a Gideona objęli programem ochrony świadków,  coś w rodzaju świadka koronnego. Po zakończeniu rozprawy przeprowadziliśmy się tutaj do Francji. Nie chciałam tego, ale rodzice już podjęli decyzję. I to właściwie wszystko co możesz wiedzieć.
-Rozalindo, ja… - przestał mówić i wstał z łóżka.
-Erick!- podeszłam do niego. Dalej był odwrócony plecami do mnie. Położyłam swoją prawą dłoń na jego ramieniu i delikatnie przesunęłam ją w stronę jego szyi, wtedy odwrócił się do mnie i zobaczyłam jego lśniące oczy, zdradzały jego pożądanie, ale za razem i wahanie. Chwyciłam jego dłoń, bałam się, ale czułam, że on nie jest taki jak Chris, położyłam ją na swoim policzku i wtuliłam się w nią jak w poduszkę, ucałowałam jego kciuk, który gładził moją górną wargę.
-Rozalindo ja… nie chcę cię…
-Nie proszę, nic nie mów. Ty mnie nigdy nie skrzywdzisz.- stanęłam na palcach i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Pocałunek życia. Zaśmiałam się od moich myśli.
-Czy ja cię bawię?- wyszeptał do moich ust.
-Oczywiście, ty zawsze mnie bawisz.
Pocałowałam go mocniej, poczułam jak naciska moje usta, a kiedy otworzyłam je, żeby zaczerpnąć powietrza, jego język wdarł się do moich ust. Troszkę się tym zaniepokoiłam, ale niepokój zaraz przeszedł i odwzajemniłam jego pocałunek. Położył dłonie na mojej talii, wzdrygnęłam się, a on natychmiast odsunął.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, troszkę się denerwuję.
-Może przestaniemy?
-A chcesz?
-Nie.
Podeszłam do niego zaczęłam całować, cofaliśmy się w tył dopóki nie udaliśmy na łóżko. Erick zamortyzował upadek ręką, opierał się na niej cały czas, a jego druga dłoń najpierw połaskotała mnie po policzku, a później schodziła coraz to niżej i niżej, aż znalazła się na mojej klatce piersiowej, wygięłam się w łuk, tak że teraz dotykałam jego torsu. Moje ręce powędrowały w dół jego pleców i wślizgnęły się pod jego podkoszulek. W tym samym momencie drzwi do jego pokoju otworzyły się a w progu stanęła Odetta.
-Ricki widziałeś może… o mój Boże. Przepraszam was.
Erick wyprostował się, ja szybko zerwałam się z łóżka i poprawiłam bluzkę. Dotknęłam swoich rozgrzanych policzków i napuchniętych ust.
-Kurwa !!! Odetta puka się jak się chce wejść. Ja pierdole. Kurwa wybrałaś piękny moment kurwa.
-Erick spokojnie, nic się nie stało.- uspokoiłam go, ale dalej byłam odwrócona do ściany.
-Przepraszam was bardzo, zapomniałam kompletnie… przepraszam.
-Idź już, kurwa z tego pokoju.
-Już, naprawdę…
-Wyjdź!!!
Usłyszałam jak drzwi się zamykają, cisza w pokoju stawała się coraz bardziej nieznośna. Erick cały czas siedział na łóżku i patrzył w przestrzeń. Podeszłam do niego i siadłam okrakiem na jego kolanach, wyraźnie go to zdziwiło. Zaczęłam się śmiać głośno.
-Ja chyba ciebie naprawdę bawię. – powiedział cicho, a później wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
-Dziękuję ci Ericku Addyson’ie, za to, że jesteś i mogę się przy tobie czuć bezpiecznie. – chciałam go jeszcze raz pocałować, ale z moje torby wydobył się dzwonek telefonu SPACE BOUND. W tym momencie Erick zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
-Jakie trafione słowa do tej okazji.

Kiedy zrozumiałam o co mu chodzi też zaczęłam się śmiać, tak że o mało nie spadłam z łóżka, ale Erick przytrzymał mnie za ramiona, co go jeszcze bardziej rozśmieszyło. Ostatni raz śmiałam się tak ponad trzy miesiące temu… z Gideonem…. 

sobota, 1 marca 2014

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Po wczorajszej rozmowie z Scharlottą po głowie chodziła mi piosenka, której tytułu nawet nie pamiętałam, ale na pewno kiedyś ją słyszałam.
„We swore we´d travel darlin´ side by side
We´d help each other stay in stride
But each lover´s steps fall so differently
But I´ll wait for you
And if I should fall behind
Wait for me”
            Jest środa więc nie idę dziś do szkoły, tylko do Claudii. Zdałam jej relację z wczorajszego dnia, ale pominęłam fakt, iż otworzyłam się nieco na Ericka i opowiedziałam mu trochę o sobie. Na tej sesji nie byłam dostatecznie skupiona, żeby nawet usłyszeć swoje imię.  Przesiedziałam ponad półtorej godziny wpatrując się w drzewo za oknem po mojej lewej stronie. Wyszłam z gabinetu i poszłam w stronę miasta. Zatrzymałam się koło kościółka, który już znałam, i rozejrzałam się za drogą na targ. Ciągnęło mnie tam głównie z powody Richarda, chciałam mu jeszcze raz podziękować za wczoraj. Przechodziłam między stoiskami, kiedy zobaczyłam małe lustereczko. Niby  normalne, ale zdobienia były barokowe. 5€, tyle to ja mogę wydać na takie coś. Podniosłam lusterko i podeszłam do starszej kobiety, miała siwe włosy, okrągłe okulary i białą sukienkę w kolorowe kwiatuszki. Pachniała ciastkami imbirowymi i herbatą z hibiskusa.
-Dzień dobry, chciałabym kupić to lusterko.
-Witaj, 5€, ale jak dla takiej pięknej dziewczynki jak ty to wystarczy uśmiech i zapominamy o pieniążkach.- kobieta uśmiechnęła się do mnie.
-Mówi pani poważnie?!
-Oczywiście, możesz jeszcze swoje imię zdradzić.
-Rozalinda.- uśmiechnęłam się szeroko i schowałam lusterko do torby.
-Ach tak… piękna róża. Śliczne imię.
-Dziękuję bardzo, a jakie….
-Babciu!- usłyszałam męski głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Richarda. Szedł w naszą stronę, kiedy mnie zobaczył zatrzymał się na kilka sekund i ruszył z powrotem.- Witaj Rozalindo.- powiedział chłodno.-Babciu prosiłem, nie zaczepiaj klientów.
-Nic się nie stało…- nie dokończyłam zdania bo zmierzył mnie lodowatym wzrokiem. – Przepraszam bardzo.- wyjęłam portfel, dałam kobiecie 10€ i powiedziałam, że reszta jest jej. Chciałam jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. Nie rozumiem, o co chodzi Richardowi? Nic nie zrobiłam. Chyba…
Stawiałam kroki najszybciej jak tylko potrafiłam, dopóki nie znalazłam się po za zasięgiem wzroku kogokolwiek. Weszłam w ciemną kamienicę, usiadłam na schodach i zakryłam dłońmi twarz. Nic nie jest tak jak zaplanowałam, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do barta. 10 minut później byłam już w aucie i jechaliśmy do domu.
*****
-Idziesz myć ze mną auto ??- Ascanio zajrzał do mnie do pokoju.
-Uczę się na angielski.
-No nie bądź taka, sam nie dam rady, a widziałaś mojego Lincolna. Jest mega brudny.
-Uczę się, Ascanio nie mogę.- odwróciłam się z powrotem do książek.
-Dobrze, ale pamiętaj sama tego chciałaś.- podszedł do mnie, chwycił mnie w pasie i przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków.
-Postaw mnie na ziemi!- krzyczałam i śmiałam się.-Idioto postaw!
Wyszliśmy prze dom.
-No dobra.- wzruszył ramionami i wrzucił mnie do sadzawki niedaleko auta.
-Zabiję cię!!
Goniliśmy się po całym podwórku, wylewaliśmy wodę na Lincolna i obrzucaliśmy gąbkami to jego to siebie nawzajem. Nagle na nasz podjazd wjechał różowy garbus, byłam nieźle zdziwiona, ale Ascanio wydawał się być  zaskoczony. Z samochodu wysiadła…. Bianca!!!
-Co ty tu robisz?- spytał ją Ascanio, podszedł do niej i pocałował w USTA!!!
-Pomyślałam, że ci pomogę w myciu, ale widzę, że masz towarzystwo.
-Tak, Bianca to moja siostra Rozalinda. Rozalindo to moja dziewczyna Bianca.
-Znamy się kochanie.- odpowiedziała za mnie.
„Rozalindo” od kiedy mnie tak nazywa?! Zawsze mówił do mnie Kara.
-Ja… pójdę do siebie.- powiedziałam cicho i poszłam w stronę domu.
Słyszałam jak Ascanio mnie wołał, ale jak się odwróciłam Bianca przymała go za ramię i coś tłumaczyła, później go pocałowała. Nie wierzę! Brata też straciłam, co on w niej widzi?

Przebrałam się w zielone alladynki z ozdabianym pasem i wrzosową bluzeczkę, sięgającą troszkę powyżej pasa spodni, z małym kołnierzykiem, czarne baleriny i kapelusz w takim samym kolorze. Zeszłam do kuchni i zobaczyłam jak Ascanio obściskuje się z Biancą na stole kuchennym. Nie zauważył nawet jak weszłam do środka i zabrałam jabłko. Wyszłam z domu i trzasnęłam drzwiami tak mocno, że jeśli były by ze szkła to rozpadły by się w drobny mak. Powiedziałam ochronie, że wychodzę i będę prawdopodobnie w szkole u ojca lub w centrum Nowego Orleanu. Zamówili mi taksówkę i pojechałam prosto do szkoły. Pomogłam ojcu w segregowaniu papierów i wieszaniu obrazów na korytarzu szkolnym. Pierwszy raz od bardzo dawna zwrócił na mnie uwagę i wysłuchał jakie zmiany chciałabym wprowadzić w dodatkowym pokoju dla mnie. Pomógł w zaplanowaniu tego w programie szkolnym i zrobił pobieżny kosztorys i doradził w jakich sklepach będzie najlepiej. Zapewnił mnie, że pomoże mi w przewiezieniu, wynajmie ciężarówkę lub zabierze swojego Dodge. Nie często rozmawiam z tatą o takich rzeczach, od lipca praktycznie w ogóle ze soąbą nie rozmawialiśmy, mamy nie ma w domu, a jak jest to raz dwa razy w tygodniu. Resztę czasu spędza w Anglii lub w sądzie. Zaczęłam drążyć temat swojego auta, Cadillaca Eldorado 59, miętowy z płetwami i bez dachu. Po porwaniu nie prowadziłam auta, a moje „dzieciątko” zostało w prywatnym hangarze na lotnisku w Paryżu. Daniel nie był przekonany, na początku. Pozłociłam mu i użyłam złotego słówka na "t" TATUSIEŃKU. Otrzymałam jedną odpowiedź „ Jutro rano będzie pod domem.” Piszczałam z radości. W końcu się ułożyło tak jak ja chciałam. Rozmowę przerwała nam sekretarka ojca i jakimś ważnym telefonem, chciał przełożyć rozmowę, ale wstałam i pożegnałam się z nim machnięciem ręki.
W sklepie niedaleko szkoły kupiłam sobie ciasteczka z czekoladą i usiadłam na schodach przy pomniku jakiegoś poety. Myślałam nad tym, co wczoraj zrobiłam. Opowiedziałam Erickowi o moich lękach i auto agresji, a on dzisiaj nawet się do mnie nie odezwał. Zastanawiałam się również nad dzisiejszym zachowaniem Richarda, czy to ja coś zrobiłam? Moje wywody przerwała melodia SPACE BOUN, dzwonek przeznaczony jedynie dla Ascanio. Znalazłam Samsunga w torbie, ale nie odebrałam tylko wyłączyłam dźwięk i zabrałam się za dalszą część niedojedzonego ciasteczka. Na placu przede mną biegały rozbawione dzieci, a ich rodzice patrzyli z dumą na swoje pociechy. W pewnej chwili podbiegł do mnie mały chłopiec i przyglądał mi się uważnie. Wyciągnęłam w jego stronę najbardziej czekoladowe ciastko w reklamówce, chwycił ciastko i zjadł je tak szybko, że nawet nie wiedziałam kiedy skończył, miał całą buzię ubrudzoną. Wyjęłam chusteczkę z torebki i podałam mu ją, on wytarł się dokładnie i poprosił słodkim głosikiem o jeszcze jedno ciasteczko, podałam mu całą reklamówkę i powiedziałam, że teraz należą do niego. Wspiął się po schodach i pocałował mnie w policzek, momentalnie zesztywniałam. Chłopczyk podziękował i pobiegł do swoich rodziców. Pocałował mnie… a ja go nie odepchnęłam. Kolejny krok na przód w moim życiu.
Chodziłam po centrum, aż do zmierzchu. Latarnie zaczynały już świecić, a ja dalej nie chciałam wracać do domu. Miłe popołudnie spędzone w mieście, a jutro szkoła. Teraz to ja się boję chodzić do stołówki szkolnej. To takie upokarzające, mogłam umrzeć w tym magazynie.
*****
Do domu wróciłam po dziesiątej, ojciec spał, a Ascania nie było. Rano obudził mnie dzwonek telefonu ojca. Kilka minut później mój budzik zawiadomił mnie, że jest 7.00. Wzięłam gorący prysznic i wyjęłam z  szafy różowy strój kąpielowy, jednoczęściowy, z kwiatuszkami, różową spódnicę i czarny żakiet z ćwiekami, do tego czarne baleriny, okulary przeciwsłoneczne w kształcie kocich oczu i bransoletkę z czarnych pasków. Zeszłam na dół do kuchni i ojciec wręczył mi kluczyki do mojego Cadillaca. Już stał pod domem!!! Chwyciłam kanapki, czarną torbę i wybiegłam na powitanie mojego maleństwa. Czyściutki, aż lśnił od wypolerowania, a w środku czułam wanilię. Hmmm… piękny zapach. Powoli odpaliłam silnik i wcisnęłam gaz. Wiatr rozwiewał moje białe włosy spięte w delikatny warkocz. Kosmyki uciekały i poczułam się jak kiedyś, kiedy moje włosy zawsze były czesane przez wiatr. Przed szkołą stał Erick, kiedy podeszłam bliżej on uśmiechnął się do mnie.
-Cześć…- powiedziałam cicho.
-Hej, przepraszam, że wczoraj w ogóle się nie odzywałem, ale pomagałem ojcu w warsztacie.
-Nie ma sprawy. Nie masz obowiązku ze mną rozmawiać.
-Ale ja lubię z tobą rozmawiać. Co robisz dzisiaj po szkole? Może odwiozę cię do domu?- w jego głosie usłyszałam nadzieję.
-Niestety, jestem autem. – pomachałam mu kluczykami do Cadillaca.
-Oo… szkoda. Eeeee…a może…
-Erick, chcę, żebyś mnie dzisiaj odwiedził po szkole.
-Naprawdę ?! To znaczy…
-Tak!
-Okej, to widzimy się na lunchu.
-Nie idę dziś na lunch, jadę do centrum po bułki.
Jeszcze chwilę namawiał mnie na zostanie w szkole w porze lunchu, ale nie miałam ochoty na spotkanie z jego przyjaciółmi i Richardem. Kilka lekcji rano i dwie po przerwie minęły tak szybko i gładko, że nawet nie zdążyłam zauważyć nic niepokojącego. CUD !!!
Pół godziny później byliśmy już w domu razem  z Erickiem. Nie zastaliśmy Ascania, więc zaprosiłam go do siebie i zrobiłam nam popcorn i polałam go czekoladą. Oczy mu się zaśmiały jak zobaczył popcorn i zaczął go od razu jeść, włączyłam film AMELIA i oglądaliśmy go na łóżku, oczywiście w pewnej odległości. W pewnym momencie Erick przybliżył się do mnie, a ja usiadłam na łóżku.
-Nie chcę, żebyś mnie dotykał.
-Przepraszam, zapomniałem… ja chyba powinienem już się zbierać.
-Nie! Nie… zostań proszę.
-Na pewno tego chcesz ?
-Moje ataki są czasami spowodowane właśnie czyimś dotykiem…- przerwałam.
-Dlaczego ?
-To się jakoś fachowo nazywa, nie pamiętam już jak, ale …
-Nie bój się, możesz mi zaufać.
-Jeśli będziesz chciał, żebym przestała mówić powiedz.- wzięłam głęboki oddech. Do roboty!- W styczniu na imprezie karnawałowej, poznałam Gideona Sain Germain. Miałam wtedy jeszcze piętnaście lat, możesz się domyślić o co chodziło. Wysoki, czarnowłosy i czarnooki mężczyzna, dwa lata starszy, zainteresował się mną, ale wszyscy mówili, że chodzi mu tylko o moje pieniądze i sprawdzenie czy rzeczywiście śpię na wodnym łóżku. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, ale on był chłopakiem mojej koleżanki Anny. Jednak tydzień po imprezie zerwał z nią i nie dawał mi spokoju. – zaśmiałam się cicho na te wspomnienia.- Coś w rodzaju stalkera, dzień w dzień stał pod moim domem w Londynie i włączał muzykę w samochodzie, zostawiał tuzin czerwonych róż i prosił o spotkanie. Po dwóch tygodniach kiedy brakowało miejsca w salonie na róże, spotkałam się z nim. Jeszcze tego samego dnia wyznał mi miłość i był ze mną w stu procentach szczery co do swojej … hmm… pracy poza szkołą. Był dilerem.
-Czy to on przyczynił się  do twojej nerwicy?
-Nie, to znaczy… nie wiem, ja uważam, że nie , ale moja mama uważa, że tak. Spędzaliśmy ze sobą, każdą wolną chwilę. Wtedy zaczęłam wagarować, a moje oceny zleciały w nieznaczny dół. Szesnaste urodziny spędziłam na plaży, razem z moimi przyjaciółmi i rodziną, Eweliną, Danielem i Ascanio. Starali się nas rozdzielić, ale nigdy im to nie wychodziło. Po tygodniu, kiedy wróciłam do Londynu, Gideon przygotował dla mnie niespodziankę. Podarował mi złoty pierścionek w kształcie róży z diamentami. Diamenty były wszędzie na pierścieniu i samej róży, powiedział, że na razie nie może mi się oświadczyć, ale chce, żebym wiedziała, że jego serce należy do mnie. Zawsze należało, a to, że pierwszy raz spotkaliśmy się pięć miesięcy temu to było przeznaczenie. Już wtedy wiedział, że będziemy razem, a jeśli nie, to nie miał by po co żyć.- zatrzymałam się na chwilę i nabrałam powietrza do ust.
-No dobra, ale już nie jesteście razem.
-I tutaj zaczyna się historia mojej nerwicy, autoagresji i niechęć dotyku. W czerwcu , dokładniej 15 dnia czerwca zostałam porwana przez innych dilerów którzy domagali się pieniędzy za towar który zabrał im Gideon. Nigdy nie widziałam narkotyków na oczy, Gideon nigdy mi ich nie pokazywał, nie namawiał, nie wspominał, nie zgadzał się na branie, dwa razy się o to pokłóciliśmy. 
Przez tydzień, bili minie i dotykali, wstrzykiwali mi kwas do żyły, stąd drapię swoje ramiona, chcę ukryć blizny po igle, nie czuję bólu... wywołuję go. – Erick wzdrygnął się, przestałam mówić. –Chcesz, żebym przestała.- pokręcił głową.- Na mojej klatce piersiowej Chris urządzał sobie imprezy z kreską i dolarami, do dzisiaj czuję jego język, na piersiach, brzuchu i udach. Z tego właśnie powodu nie znoszę czyjegoś dotyku, z wyjątkiem mojego brata.
-Przepraszam.
-Za co?!
-Za te wszystkie sytuacje kiedy starłem się ciebie dotknąć i za to, że Miles … O Boże… nie wierzę.

Wstałam z łóżka i podeszłam do okna, jeszcze kilka godzin oglądaliśmy filmy, a później uczuliśmy się, on mi tłumaczył zadania, a ja się tylko przyglądałam jak on odrabia swoje przy moim biurku. Napięcie między nami rozluźniło się kiedy zaburczało nam w brzuchu. Zaśmialiśmy się i zeszliśmy do kuchni zrobić sobie kanapki. W domu dalej nie było nikogo. Byłam tylko ja i Erick. My dwoje…
SAMOCHÓD ROZALINDY 
LINCOLN, ASCANIO
PIERŚCIONEK OD GIDEONA




STRÓJ DO SZKOŁY