niedziela, 2 marca 2014

ROZDZIAŁ SIÓDMY

-Okej, czyli tak… HISTORIA MALARSTA: GOTYK, RENESANS, BAROK, ROKOKO, KLASYCYZM, ROMANTYZM, REALIZM, SYMBOLIZM i …
-Postmodernizm. – dokończył za mnie Erick nie odrywając wzroku od książki.
-Właśnie! Post-mo-der-nizm. HISTORIA MEBLARSTWA: ŚREDNIOWIECZE, RENESANS, BAROK, REGENCJA, ROKOKO, KLASYCYZM i…
-Empire.- Erick przerwał mi znowu.
-Wiem! Mam to zapisane.
Uniósł wzrok z nad lektury i zaśmiał się na widok mojej miny. Siedzieliśmy na parapecie, na szkolnym korytarzu, on czytał jakąś książkę, a czytałam na głos swoje zadanie z historii sztuki. Była pora lunchu, dlatego nikogo nie było na korytarzu. Erick nie namawiał mnie już na śniadanie, chyba wiedział, że przestałam chodzić tam z powodu Miles, który nie dawał mi spokoju. Minęły już dwa tygodnie od kiedy powiedziałam Erickowi o porwaniu i dwa tygodnie kiedy nie miałam ataków, paniki i autoagresji. Nie przestawałam stosować muzyki, jako środka do oderwania się od świata. Przez te dwa tygodnie nie miałam wiadomości z Anglii, Scharlotta przestała się ze mną kontaktować. Nie wiem co o tym myśleć. Może sama powinnam do niej zadzwonić? Nie wiem…
-Co robisz w święta?- moje rozmyślania przerwał głos Ericka.
-Co? Eee…. Nie wiem, pewnie to samo co każdego roku. Pojedziemy do rodziny w Portugalii i tam będziemy chodzić na przyjęcia. A ty ??
-Lecę do Holandii.
-Masz tam rodzinę?
-Tak, siostra tam mieszka. Dawno jej nie widziałem.
Pogawędkę przerwał dzwonek, ludzie zaczęli wychodzić ze stołówki. Przyglądali się nam i coś szeptali. Po lekcjach pojechaliśmy do mnie do domu, zapraszałam go zawsze po lekcjach, a on nigdy nie odmawiał. Cieszyłam się, że mam przyjaciela, któremu wszystko mogę powiedzieć.
            Na podjeździe stał Lincoln i Garbus, wiedziałam, że Bianca jest u nas w domu. Weszliśmy do środka, ale na dole nikogo nie było. Na schodach były rozrzucone ubrania i buty, przepraszałam Ericka. Drzwi do pokoju Ascanio były otworzone, ale nie było nikogo w środku.
-Może poszli na spacer, bez ubrań…- zaczęłam śmiać się z Erickiem, ale kiedy otworzyłam drzwi do mojego pokoju, już nie było mi tak do śmiechu. Na moim łóżku, MOIM… leżała Bianca, a Ascanio zabawiał się z nią w najlepsze. NA MOIM ŁÓŻKU!!! Zamilkałam, krew odpłynęła mi z twarzy, zaczęłam coraz szybciej oddychać. Co oni robią?! W moim pokoju, moim łóżku. Ascanio uniósł głowę i spojrzał na mnie, zaczął się szybko ubierać, a ta dziwka owinęła się moją atłasową pościelą.
-Rozalindo? Może pojedziemy dziś do mnie.- zapytał cicho Erick. Wciąż w ogromnym szoku byłam w stanie jedynie kiwnąć głową. Ledwo stałam na nogach, więc opierałam się o ścianę. Brat podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Roza….
-Nie dotykaj mnie!!! Jak możesz!!! –krzyknęłam i odsunęłam się od niego. –Nie chcę, żebyś mnie już dotykał.
-Mówiłam ci, że ona jest chora! Co ona tu w ogóle robi?!-krzyknęła Bianca.
-Mieszka, ona tu mieszka. A to jest jej pokój.- krzyknęłam na nią.
-Chodź, powinniśmy wyjść.- nalegał Erick.
Zbiegłam po schodach na dół i wyszłam przed dom. To jest jakiś film. Jak on mógł coś takiego zrobić? Po chwili dołączył do mnie Erick. Chciałam sama prowadzić, ale się nie zgodził. Wsiadłam do Forda i przez całą drogę patrzyłam na mijające domu i drzewa. Dalej nie mogę w to uwierzyć.
            Wjechaliśmy na podwórko ogromnej willi, większej niż ta, w której mieszkam. Spojrzałam na Ericka i zapytałam:
-Twój tata ma warsztat?
-Tak.
-A mama jest lekarzem?
-Tak, antropologiem sądowym.
Chłopak zaśmiał się na widok mojej miny i podjechał pod schody prowadzące do drzwi domu. Niepewnie wysiadłam z auta, Erick zaprosił mnie do środka, ale zanim on otworzył drzwi, ktoś z hukiem zrobił to za niego. Wysoka rudowłosa dziewczyna rzuciła się w jego objęcia, zakręcił ją kilka razy wokół siebie.
-Odetta, co ty tu robisz? – zaśmiał się i pocałował ją w policzek.
-Nie cieszysz się? Mogę wrócić.
-Nie! Jest wspaniale. Odetta poznaj moją przyjaciółkę Rozalindę.
-Bardzo miło mi cię poznać.- dziewczyna wyciągnęła dłoń w moją stronę. Erick natychmiast ją powstrzymał, a mi od razu zrobiło się lżej. Kim ona do cholery jest?
-Rozalindo, to moja siostra Odetta. Nie wiem co tu robi, powinna być w Holandii.
-Ricki, nie przesadzaj. Chciałam cię zobaczyć wcześniej niż za miesiąc. Wchodźcie do środka, Amy przygotowała coś na ząb.- dziewczyna mrugnęła do mnie.

-To właściwie ile już się znacie?- zapytała wkładając do ust kawałek sera.
-Od września. Rozalinda wylała na mnie swoja kawę.
-Nie prawda. To ty wszedłeś we mnie na środku stołówki.
Odetta zaśmiała się i klasnęła w dłonie.
-O to i mój brat. Zawsze trzeźwy.
Dowiedziałam się, że Odetta jest starsza od niego o 2 lata, w Holandii mieszka ze swoim partnerem i jego córką z pierwszego małżeństwa. Opowiadała zabawne sytuacje z życia rodzeństwa. Pytała mnie co tu robię, czym zajmują się moi rodzice, gdzie się wychowywałam i czy dużo podróżuję. Wytłumaczyła, że ich rodzice musieli wyjechać w sprawach biznesowych i wrócą dopiero na święta, więc ona przyjechała do Francji pobyć trochę z braciszkiem.
-Powinnam się już zbierać, Erick czy ….
-Nie!!- wykrzyknęli oboje jednocześnie. Czy oni to ćwiczą?
-To znaczy, zostań jeszcze…
-O tak musisz zostać koniecznie na kolację, a ja teraz jadę do miasta. Chcecie coś z centrum.-Odetta wstała i złapała z swoje kluczyki do auta.
-Nie, dzięki siostra.
*****
Pokój Ericka był zupełnym przeciwieństwem mojej przestrzeni. Co najmniej trzy razy większy i pomalowany na czarnoczerwony kolor z białym sufitem. Na frontowej ścianie od drzwi mieściło się ogromne, serio monstrualne, łóżko nakryte białoczarną pościelą (coś w stylu op art.), po obu stronach stały białe szafeczki z niebieskimi szufladami. Po lewej stronie (czerwona ściana) stały dwie zamknięte szafy z zielonymi drzwiczkami, a między nimi ogromna kratownica z książkami, zdjęciami i albumami. Niedaleko rozrzucone były poduszki do siedzenia, białe i czarne, oraz szklany stoliczek na laptopa. Po prawej stronie znajdowały się dwa okna, między nimi było wyjście na ogromny balkon, nad oknami nie było zasłon, czy firanki tylko roleta z fototapetą z widokami na greckie morze, po tej samej stronie, trochę dalej od okna stało czarne biurko, a na nim pełno książek i kartek do nut. Na ścianie gdzie były drzwi wisiało kilka gitar i parę ramek ze zdjęciami.
-Erick, twój pokój… łał.
-Dziękuję. Projektowała go moja mama i Odetta.
-Dziękuję ci bardzo, że zabrałeś mnie z tamtego miejsca. Nie wiem kompletnie co o tym myśleć…- schowałam twarz w dłoniach.
-Usiądź na moim łóżku.
-Hahaha…-zaczęłam się śmiać.
-Dlaczego się śmiejesz?- spytał mnie z zagadkowym uśmiechem.
-Widzę, że ty wiesz jak to jest spać na wodnym łóżku. – on też zaczął się śmiać. – Erick, ufam ci.
-A skąd ta nagła zmiana tematu? Chcesz mi dokończyć naszą rozmowę sprzed dwóch tygodni?
-Jeśli chcesz…
-Jeśli ty chcesz, to twoje życie.
-Spędziłam zamknięta w magazynie tydzień.- zaczęłam mówić. Musi wiedzieć, on musi to wiedzieć.- Byli zemną trzej mężczyźni, Chris, szef, Lucas i Titus. Ten pierwszy i ostatni iście mnie nienawidzili, Lucas na początku podawał mi kwas i dawał narkotyki, ale później, jakieś dwa trzy dni później zmienił do na placebo. Przy bardziej… brutalnych przesłuchaniach podawał mi morfinę, żeby złagodzić ból.
-Bardziej… brutalnych?
-Kopali mnie po brzuchu i żebrach. Chris był najgorszy, Titus z biegiem czasu wręcz sam go powstrzymywał. Gdyby nie on prawdopodobnie już bym nie żyła, ale tak naprawdę życie zawdzięczam Lucasowi. Zadzwonił do Gideona i powiedział gdzie jestem i co mi robią. 21 dni czerwca, o godzinie 10.30 do magazynu wkroczyła policja z moją mamą i Gideonem. W pewnym sensie pojawili się w samą porę, Chris zaczynał przesłuchanie. Zaczął uciekać, zabił jednego policjanta, a dwóch ciężko zranił. Uciekł, dalej chodzi na wolności, Titus dostał 3 lata, ale dzięki moim zeznaniom dostał zawiasy, Lucas został uniewinniony w mojej sprawie, a został skazany na rok za handel narkotykami. Pewnie zastanawiasz się dlaczego tak łagodnie? Moja mama bardzo dużo zdziałała w sądzie, a Gideona objęli programem ochrony świadków,  coś w rodzaju świadka koronnego. Po zakończeniu rozprawy przeprowadziliśmy się tutaj do Francji. Nie chciałam tego, ale rodzice już podjęli decyzję. I to właściwie wszystko co możesz wiedzieć.
-Rozalindo, ja… - przestał mówić i wstał z łóżka.
-Erick!- podeszłam do niego. Dalej był odwrócony plecami do mnie. Położyłam swoją prawą dłoń na jego ramieniu i delikatnie przesunęłam ją w stronę jego szyi, wtedy odwrócił się do mnie i zobaczyłam jego lśniące oczy, zdradzały jego pożądanie, ale za razem i wahanie. Chwyciłam jego dłoń, bałam się, ale czułam, że on nie jest taki jak Chris, położyłam ją na swoim policzku i wtuliłam się w nią jak w poduszkę, ucałowałam jego kciuk, który gładził moją górną wargę.
-Rozalindo ja… nie chcę cię…
-Nie proszę, nic nie mów. Ty mnie nigdy nie skrzywdzisz.- stanęłam na palcach i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Pocałunek życia. Zaśmiałam się od moich myśli.
-Czy ja cię bawię?- wyszeptał do moich ust.
-Oczywiście, ty zawsze mnie bawisz.
Pocałowałam go mocniej, poczułam jak naciska moje usta, a kiedy otworzyłam je, żeby zaczerpnąć powietrza, jego język wdarł się do moich ust. Troszkę się tym zaniepokoiłam, ale niepokój zaraz przeszedł i odwzajemniłam jego pocałunek. Położył dłonie na mojej talii, wzdrygnęłam się, a on natychmiast odsunął.
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj, troszkę się denerwuję.
-Może przestaniemy?
-A chcesz?
-Nie.
Podeszłam do niego zaczęłam całować, cofaliśmy się w tył dopóki nie udaliśmy na łóżko. Erick zamortyzował upadek ręką, opierał się na niej cały czas, a jego druga dłoń najpierw połaskotała mnie po policzku, a później schodziła coraz to niżej i niżej, aż znalazła się na mojej klatce piersiowej, wygięłam się w łuk, tak że teraz dotykałam jego torsu. Moje ręce powędrowały w dół jego pleców i wślizgnęły się pod jego podkoszulek. W tym samym momencie drzwi do jego pokoju otworzyły się a w progu stanęła Odetta.
-Ricki widziałeś może… o mój Boże. Przepraszam was.
Erick wyprostował się, ja szybko zerwałam się z łóżka i poprawiłam bluzkę. Dotknęłam swoich rozgrzanych policzków i napuchniętych ust.
-Kurwa !!! Odetta puka się jak się chce wejść. Ja pierdole. Kurwa wybrałaś piękny moment kurwa.
-Erick spokojnie, nic się nie stało.- uspokoiłam go, ale dalej byłam odwrócona do ściany.
-Przepraszam was bardzo, zapomniałam kompletnie… przepraszam.
-Idź już, kurwa z tego pokoju.
-Już, naprawdę…
-Wyjdź!!!
Usłyszałam jak drzwi się zamykają, cisza w pokoju stawała się coraz bardziej nieznośna. Erick cały czas siedział na łóżku i patrzył w przestrzeń. Podeszłam do niego i siadłam okrakiem na jego kolanach, wyraźnie go to zdziwiło. Zaczęłam się śmiać głośno.
-Ja chyba ciebie naprawdę bawię. – powiedział cicho, a później wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
-Dziękuję ci Ericku Addyson’ie, za to, że jesteś i mogę się przy tobie czuć bezpiecznie. – chciałam go jeszcze raz pocałować, ale z moje torby wydobył się dzwonek telefonu SPACE BOUND. W tym momencie Erick zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
-Jakie trafione słowa do tej okazji.

Kiedy zrozumiałam o co mu chodzi też zaczęłam się śmiać, tak że o mało nie spadłam z łóżka, ale Erick przytrzymał mnie za ramiona, co go jeszcze bardziej rozśmieszyło. Ostatni raz śmiałam się tak ponad trzy miesiące temu… z Gideonem…. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz