Po wczorajszej rozmowie z Scharlottą po głowie chodziła mi
piosenka, której tytułu nawet nie pamiętałam, ale na pewno kiedyś ją słyszałam.
„We swore we´d travel darlin´ side by
side
We´d help each other stay in stride
But each lover´s steps fall so differently
But I´ll wait for you
And if I should fall behind
Wait for me”
We´d help each other stay in stride
But each lover´s steps fall so differently
But I´ll wait for you
And if I should fall behind
Wait for me”
Jest środa więc nie idę dziś do
szkoły, tylko do Claudii. Zdałam jej relację z wczorajszego dnia, ale pominęłam
fakt, iż otworzyłam się nieco na Ericka i opowiedziałam mu trochę o sobie. Na
tej sesji nie byłam dostatecznie skupiona, żeby nawet usłyszeć swoje imię. Przesiedziałam ponad półtorej godziny
wpatrując się w drzewo za oknem po mojej lewej stronie. Wyszłam z gabinetu i
poszłam w stronę miasta. Zatrzymałam się koło kościółka, który już znałam, i
rozejrzałam się za drogą na targ. Ciągnęło mnie tam głównie z powody Richarda,
chciałam mu jeszcze raz podziękować za wczoraj. Przechodziłam między stoiskami,
kiedy zobaczyłam małe lustereczko. Niby
normalne, ale zdobienia były barokowe. 5€, tyle to ja mogę wydać na
takie coś. Podniosłam lusterko i podeszłam do starszej kobiety, miała siwe
włosy, okrągłe okulary i białą sukienkę w kolorowe kwiatuszki. Pachniała
ciastkami imbirowymi i herbatą z hibiskusa.
-Dzień dobry, chciałabym kupić to lusterko.
-Witaj, 5€, ale jak dla takiej pięknej dziewczynki jak ty to
wystarczy uśmiech i zapominamy o pieniążkach.- kobieta uśmiechnęła się do mnie.
-Mówi pani poważnie?!
-Oczywiście, możesz jeszcze swoje imię zdradzić.
-Rozalinda.- uśmiechnęłam się szeroko i schowałam lusterko do
torby.
-Ach tak… piękna róża. Śliczne imię.
-Dziękuję bardzo, a jakie….
-Babciu!- usłyszałam męski głos za sobą. Odwróciłam się i
zobaczyłam Richarda. Szedł w naszą stronę, kiedy mnie zobaczył zatrzymał się na
kilka sekund i ruszył z powrotem.- Witaj Rozalindo.- powiedział chłodno.-Babciu
prosiłem, nie zaczepiaj klientów.
-Nic się nie stało…- nie dokończyłam zdania bo zmierzył mnie
lodowatym wzrokiem. – Przepraszam bardzo.- wyjęłam portfel, dałam kobiecie 10€
i powiedziałam, że reszta jest jej. Chciałam jak najszybciej zniknąć z tego
miejsca. Nie rozumiem, o co chodzi Richardowi? Nic nie zrobiłam. Chyba…
Stawiałam kroki najszybciej jak tylko potrafiłam, dopóki nie
znalazłam się po za zasięgiem wzroku kogokolwiek. Weszłam w ciemną kamienicę,
usiadłam na schodach i zakryłam dłońmi twarz. Nic nie jest tak jak
zaplanowałam, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do barta. 10 minut później byłam
już w aucie i jechaliśmy do domu.
*****
-Idziesz myć ze mną auto ??- Ascanio zajrzał do mnie do pokoju.
-Uczę się na angielski.
-No nie bądź taka, sam nie dam rady, a widziałaś mojego Lincolna.
Jest mega brudny.
-Uczę się, Ascanio nie mogę.- odwróciłam się z powrotem do
książek.
-Dobrze, ale pamiętaj sama tego chciałaś.- podszedł do mnie,
chwycił mnie w pasie i przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków.
-Postaw mnie na ziemi!- krzyczałam i śmiałam się.-Idioto
postaw!
Wyszliśmy prze dom.
-No dobra.- wzruszył ramionami i wrzucił mnie do sadzawki
niedaleko auta.
-Zabiję cię!!
Goniliśmy się po całym podwórku, wylewaliśmy wodę na Lincolna
i obrzucaliśmy gąbkami to jego to siebie nawzajem. Nagle na nasz podjazd
wjechał różowy garbus, byłam nieźle zdziwiona, ale Ascanio wydawał się być zaskoczony. Z samochodu wysiadła…. Bianca!!!
-Co ty tu robisz?- spytał ją Ascanio, podszedł do niej i
pocałował w USTA!!!
-Pomyślałam, że ci pomogę w myciu, ale widzę, że masz
towarzystwo.
-Tak, Bianca to moja siostra Rozalinda. Rozalindo to moja
dziewczyna Bianca.
-Znamy się kochanie.- odpowiedziała za mnie.
„Rozalindo” od kiedy mnie tak nazywa?! Zawsze mówił do mnie
Kara.
-Ja… pójdę do siebie.- powiedziałam cicho i poszłam w stronę
domu.
Słyszałam jak Ascanio mnie wołał, ale jak się odwróciłam
Bianca przymała go za ramię i coś tłumaczyła, później go pocałowała. Nie
wierzę! Brata też straciłam, co on w niej widzi?
Przebrałam się w zielone alladynki z ozdabianym pasem i
wrzosową bluzeczkę, sięgającą troszkę powyżej pasa spodni, z małym
kołnierzykiem, czarne baleriny i kapelusz w takim samym kolorze. Zeszłam do
kuchni i zobaczyłam jak Ascanio obściskuje się z Biancą na stole kuchennym. Nie
zauważył nawet jak weszłam do środka i zabrałam jabłko. Wyszłam z domu i
trzasnęłam drzwiami tak mocno, że jeśli były by ze szkła to rozpadły by się w
drobny mak. Powiedziałam ochronie, że wychodzę i będę prawdopodobnie w szkole u
ojca lub w centrum Nowego Orleanu. Zamówili mi taksówkę i pojechałam prosto do
szkoły. Pomogłam ojcu w segregowaniu papierów i wieszaniu obrazów na korytarzu
szkolnym. Pierwszy raz od bardzo dawna zwrócił na mnie uwagę i wysłuchał jakie
zmiany chciałabym wprowadzić w dodatkowym pokoju dla mnie. Pomógł w
zaplanowaniu tego w programie szkolnym i zrobił pobieżny kosztorys i doradził w
jakich sklepach będzie najlepiej. Zapewnił mnie, że pomoże mi w przewiezieniu,
wynajmie ciężarówkę lub zabierze swojego Dodge. Nie często rozmawiam z tatą o
takich rzeczach, od lipca praktycznie w ogóle ze soąbą nie rozmawialiśmy, mamy
nie ma w domu, a jak jest to raz dwa razy w tygodniu. Resztę czasu spędza w
Anglii lub w sądzie. Zaczęłam drążyć temat swojego auta, Cadillaca Eldorado 59,
miętowy z płetwami i bez dachu. Po porwaniu nie prowadziłam auta, a moje
„dzieciątko” zostało w prywatnym hangarze na lotnisku w Paryżu. Daniel nie był
przekonany, na początku. Pozłociłam mu i użyłam złotego słówka na "t" TATUSIEŃKU.
Otrzymałam jedną odpowiedź „ Jutro rano będzie pod domem.” Piszczałam z
radości. W końcu się ułożyło tak jak ja chciałam. Rozmowę przerwała nam
sekretarka ojca i jakimś ważnym telefonem, chciał przełożyć rozmowę, ale
wstałam i pożegnałam się z nim machnięciem ręki.
W sklepie niedaleko szkoły kupiłam sobie ciasteczka z
czekoladą i usiadłam na schodach przy pomniku jakiegoś poety. Myślałam nad tym,
co wczoraj zrobiłam. Opowiedziałam Erickowi o moich lękach i auto agresji, a on
dzisiaj nawet się do mnie nie odezwał. Zastanawiałam się również nad
dzisiejszym zachowaniem Richarda, czy to ja coś zrobiłam? Moje wywody przerwała
melodia SPACE BOUN, dzwonek przeznaczony jedynie dla Ascanio. Znalazłam
Samsunga w torbie, ale nie odebrałam tylko wyłączyłam dźwięk i zabrałam się za
dalszą część niedojedzonego ciasteczka. Na placu przede mną biegały rozbawione
dzieci, a ich rodzice patrzyli z dumą na swoje pociechy. W pewnej chwili
podbiegł do mnie mały chłopiec i przyglądał mi się uważnie. Wyciągnęłam w jego
stronę najbardziej czekoladowe ciastko w reklamówce, chwycił ciastko i zjadł je
tak szybko, że nawet nie wiedziałam kiedy skończył, miał całą buzię ubrudzoną.
Wyjęłam chusteczkę z torebki i podałam mu ją, on wytarł się dokładnie i
poprosił słodkim głosikiem o jeszcze jedno ciasteczko, podałam mu całą
reklamówkę i powiedziałam, że teraz należą do niego. Wspiął się po schodach i
pocałował mnie w policzek, momentalnie zesztywniałam. Chłopczyk podziękował i
pobiegł do swoich rodziców. Pocałował mnie… a ja go nie odepchnęłam. Kolejny
krok na przód w moim życiu.
Chodziłam po centrum, aż do zmierzchu. Latarnie zaczynały już
świecić, a ja dalej nie chciałam wracać do domu. Miłe popołudnie spędzone w
mieście, a jutro szkoła. Teraz to ja się boję chodzić do stołówki szkolnej. To
takie upokarzające, mogłam umrzeć w tym magazynie.
*****
Do domu wróciłam po dziesiątej, ojciec spał, a Ascania nie
było. Rano obudził mnie dzwonek telefonu ojca. Kilka minut później mój budzik
zawiadomił mnie, że jest 7.00. Wzięłam gorący prysznic i wyjęłam z szafy różowy strój kąpielowy, jednoczęściowy,
z kwiatuszkami, różową spódnicę i czarny żakiet z ćwiekami, do tego czarne
baleriny, okulary przeciwsłoneczne w kształcie kocich oczu i bransoletkę z
czarnych pasków. Zeszłam na dół do kuchni i ojciec wręczył mi kluczyki do
mojego Cadillaca. Już stał pod domem!!! Chwyciłam kanapki, czarną torbę i
wybiegłam na powitanie mojego maleństwa. Czyściutki, aż lśnił od wypolerowania,
a w środku czułam wanilię. Hmmm… piękny zapach. Powoli odpaliłam silnik i
wcisnęłam gaz. Wiatr rozwiewał moje białe włosy spięte w delikatny warkocz.
Kosmyki uciekały i poczułam się jak kiedyś, kiedy moje włosy zawsze były
czesane przez wiatr. Przed szkołą stał Erick, kiedy podeszłam bliżej on
uśmiechnął się do mnie.
-Cześć…- powiedziałam cicho.
-Hej, przepraszam, że wczoraj w ogóle się nie odzywałem, ale
pomagałem ojcu w warsztacie.
-Nie ma sprawy. Nie masz obowiązku ze mną rozmawiać.
-Ale ja lubię z tobą rozmawiać. Co robisz dzisiaj po szkole? Może
odwiozę cię do domu?- w jego głosie usłyszałam nadzieję.
-Niestety, jestem autem. – pomachałam mu kluczykami do
Cadillaca.
-Oo… szkoda. Eeeee…a może…
-Erick, chcę, żebyś mnie dzisiaj odwiedził po szkole.
-Naprawdę ?! To znaczy…
-Tak!
-Okej, to widzimy się na lunchu.
-Nie idę dziś na lunch, jadę do centrum po bułki.
Jeszcze chwilę namawiał mnie na zostanie w szkole w porze
lunchu, ale nie miałam ochoty na spotkanie z jego przyjaciółmi i Richardem.
Kilka lekcji rano i dwie po przerwie minęły tak szybko i gładko, że nawet nie
zdążyłam zauważyć nic niepokojącego. CUD !!!
Pół godziny później byliśmy już w domu razem z Erickiem. Nie zastaliśmy Ascania, więc
zaprosiłam go do siebie i zrobiłam nam popcorn i polałam go czekoladą. Oczy mu się
zaśmiały jak zobaczył popcorn i zaczął go od razu jeść, włączyłam film AMELIA i
oglądaliśmy go na łóżku, oczywiście w pewnej odległości. W pewnym momencie
Erick przybliżył się do mnie, a ja usiadłam na łóżku.
-Nie chcę, żebyś mnie dotykał.
-Przepraszam, zapomniałem… ja chyba powinienem już się
zbierać.
-Nie! Nie… zostań proszę.
-Na pewno tego chcesz ?
-Moje ataki są czasami spowodowane właśnie czyimś dotykiem…-
przerwałam.
-Dlaczego ?
-To się jakoś fachowo nazywa, nie pamiętam już jak, ale …
-Nie bój się, możesz mi zaufać.
-Jeśli będziesz chciał, żebym przestała mówić powiedz.-
wzięłam głęboki oddech. Do roboty!- W styczniu na imprezie karnawałowej,
poznałam Gideona Sain Germain. Miałam wtedy jeszcze piętnaście lat, możesz się
domyślić o co chodziło. Wysoki, czarnowłosy i czarnooki mężczyzna, dwa lata
starszy, zainteresował się mną, ale wszyscy mówili, że chodzi mu tylko o moje
pieniądze i sprawdzenie czy rzeczywiście śpię na wodnym łóżku. Zakochałam się w
nim od pierwszego wejrzenia, ale on był chłopakiem mojej koleżanki Anny. Jednak
tydzień po imprezie zerwał z nią i nie dawał mi spokoju. – zaśmiałam się cicho
na te wspomnienia.- Coś w rodzaju stalkera, dzień w dzień stał pod moim domem w
Londynie i włączał muzykę w samochodzie, zostawiał tuzin czerwonych róż i
prosił o spotkanie. Po dwóch tygodniach kiedy brakowało miejsca w salonie na
róże, spotkałam się z nim. Jeszcze tego samego dnia wyznał mi miłość i był ze
mną w stu procentach szczery co do swojej … hmm… pracy poza szkołą. Był
dilerem.
-Czy to on przyczynił się do twojej nerwicy?
-Nie, to znaczy… nie wiem, ja uważam, że nie , ale moja mama
uważa, że tak. Spędzaliśmy ze sobą, każdą wolną chwilę. Wtedy zaczęłam wagarować,
a moje oceny zleciały w nieznaczny dół. Szesnaste urodziny spędziłam na plaży,
razem z moimi przyjaciółmi i rodziną, Eweliną, Danielem i Ascanio. Starali się
nas rozdzielić, ale nigdy im to nie wychodziło. Po tygodniu, kiedy wróciłam do
Londynu, Gideon przygotował dla mnie niespodziankę. Podarował mi złoty
pierścionek w kształcie róży z diamentami. Diamenty były wszędzie na
pierścieniu i samej róży, powiedział, że na razie nie może mi się oświadczyć,
ale chce, żebym wiedziała, że jego serce należy do mnie. Zawsze należało, a to,
że pierwszy raz spotkaliśmy się pięć miesięcy temu to było przeznaczenie. Już wtedy
wiedział, że będziemy razem, a jeśli nie, to nie miał by po co żyć.-
zatrzymałam się na chwilę i nabrałam powietrza do ust.
-No dobra, ale już nie jesteście razem.
-I tutaj zaczyna się historia mojej nerwicy, autoagresji i
niechęć dotyku. W czerwcu , dokładniej 15 dnia czerwca zostałam porwana przez
innych dilerów którzy domagali się pieniędzy za towar który zabrał im Gideon.
Nigdy nie widziałam narkotyków na oczy, Gideon nigdy mi ich nie pokazywał, nie
namawiał, nie wspominał, nie zgadzał się na branie, dwa razy się o to pokłóciliśmy.
Przez tydzień, bili minie i dotykali, wstrzykiwali mi kwas do żyły, stąd drapię
swoje ramiona, chcę ukryć blizny po igle, nie czuję bólu... wywołuję go. – Erick wzdrygnął
się, przestałam mówić. –Chcesz, żebym przestała.- pokręcił głową.- Na mojej
klatce piersiowej Chris urządzał sobie imprezy z kreską i dolarami, do dzisiaj
czuję jego język, na piersiach, brzuchu i udach. Z tego właśnie powodu nie
znoszę czyjegoś dotyku, z wyjątkiem mojego brata.
-Przepraszam.
-Za co?!
-Za te wszystkie sytuacje kiedy starłem się ciebie dotknąć i
za to, że Miles … O Boże… nie wierzę.
Wstałam z łóżka i podeszłam do okna, jeszcze kilka godzin
oglądaliśmy filmy, a później uczuliśmy się, on mi tłumaczył zadania, a ja się
tylko przyglądałam jak on odrabia swoje przy moim biurku. Napięcie między nami
rozluźniło się kiedy zaburczało nam w brzuchu. Zaśmialiśmy się i zeszliśmy do
kuchni zrobić sobie kanapki. W domu dalej nie było nikogo. Byłam tylko ja i
Erick. My dwoje…
![]() |
| SAMOCHÓD ROZALINDY |
![]() |
| LINCOLN, ASCANIO |
![]() |
| PIERŚCIONEK OD GIDEONA |
![]() |
| STRÓJ DO SZKOŁY |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz