piątek, 7 marca 2014

ROZDZIAŁ ÓSMY

-Dziękuję za wspaniałą noc…- uśmiechnęłam się do Ericka. Pochylił się i mnie pocałował, w momencie wszyscy na korytarzu zamarli.- Zaśmiej się teraz, ale tak no wiesz … jak…- wyszeptał mi do ust.
Zaśmiałam się cichutko i poprawiłam warkocze. W tej chwili wszyscy wrócili do normalnego trybu życia.
-Jakie masz dzisiaj lekcje?
-Historia sztuki, filozofia, angielski i muzyka. A ty ?
-Muzyka, niemiecki, angielski i do domu.- Erick objął mnie ramieniem.
-Czyli kończysz wcześniej ode mnie.- zachmurzyłam się.
-Może odpuścisz sobie muzykę, ja cię w domu pouczę?? Hmmm….
-Raczej nie Erick, wiesz, że nie lubię opuszczać lekcji. Po szkole muszę wrócić do domu i pokój porządnie odwszawić i zmienić pościel, a najlepiej ją spalić.
-W mojej było ci wygodnie?
-A tobie na kanapie?
-Niewygodnie, ale Odetta się uparła.
-I dobrze, nie wpuściłabym do łóżka za nic.- zaśmiałam się i ścisnęłam jego rękę mocniej na widok Bianci i Ascania stojących w kącie korytarza.  Dziewczyna wyraźnie na niego krzyczała, a on nawet nie zwracał na to uwagi. Odruchowo jeszcze mocniej objęłam Ericka, jeśli Ascanio tu podejdzie… O nie!! Idzie w naszą stronę. Przez zaciśnięte zęby zwraca się do Ericka.
-Odwal się od mojej siostry. Nie masz prawa jej dotykać.
-Uspokój się! Straciłeś moje zaufanie w chwili gdy pieprzyłeś tę dziwkę w moim pokoju. – wyrecytowałam jednym tchem.
-Nie nazywaj mnie tak!- krzyknęła na mnie Bianca.
-Sorry, to ja przespałam się z twoim baratem w TWOIM pokoju? Nie!!! Mam nadzieję, doszłaś kilka razy i nacieszyłaś się tym miejscem bo już nigdy nie wejdziesz na mój teren suko.
-A ty Erick co się tak patrzysz? Zaliczyłeś już ją, zakład to zakład.
-O czym ona mówi ?- spytałam Ericka, który wyraźnie zabijał wzrokiem ją i mojego brata.- Erick!?- krzyknęłam, ale dzwonek zagłuszył mnie.
-Posłuchaj, ona chce nas skłócić. Proszę zaufaj mi, wiem, że nie znamy się za długo, ale…
Nie dokończył, uderzyłam go w twarz i pobiegłam do klasy. Na przerwach omijałam go siedząc głównie w łazience, a w porze lunchu poszłam do ojca i w jego gabinecie przesiedziałam godzinę. Na muzyce myślałam cały czas o nim. Czy Bianca mówiła prawdę? Wraz z dzwonkiem przyszła odpowiedź. NIE! On coś do mnie czuje. Musi! Wybiegłam przed szkołę, ale on na mnie nie czekał, nie było jego auta. Nic.
-Cześć Rozalindo.- głos Richarda wyrwał mnie z myśli.
-Już nie jesteś na mnie obrażony?! Szkoda.- zarzuciłam warkocz na plecy i ruszyłam w stronę bramy szkolnej.
-Poczekaj. O co ci teraz chodzi?
-Mi!? O nic, co ja… mogłabym chcieć od ciebie. Miesiąc temu na targu pokazałeś kim jestem dla ciebie. A i jeszcze jedno. Nie traktuj tak swojej babci, jest miłą kobietą.
-Erick pojechał do domu z Biancą. –krzyknął za mną. Zatrzymałam się w pół kroku.-Nie mów, że nie wiedziałaś?
-Czego znowu?
-Oni byli parą…
-Czekaj, czas przeszły. Byli…
-Tak, ale ona jest chorobliwie o niego zazdrosna. Wręcz chorobliwie zazdrosna. Rozalindo, posłuchaj, ja … podobasz mi się, ale widzę, że z Erickiem jesteś szczęśliwa, więc chcę ci dać to szczęście. Nie było nigdy żadnego zakładu. On cię bardzo polubił i to było widać już pierwszego dnia, kiedy wpadłaś na niego w stołówce.
-Ale.. skąd ty możesz o tym wiedzieć ?
-Erick…-zawahał się chwilę.-…on jest moim przyjacielem.
Takiego wyznania się nie spodziewałam.
-Dlatego tak się zachowałeś na targu?
-Między innymi, pokłóciłem się z nim o ciebie. Ale on był pierwszy i wolałaś jego bardziej niż mnie, więc odpuściłem. Na targu byłem zły na siebie, że nie potrafię walczyć o nic na czym mi zależy.
-Richard ta rozmowa zmierza w złym kierunku lepiej ją zakończmy, naprawdę nie chcę nikogo ranić.
-Rozalindo… przepraszam.
Odwrócił się i poszedł w stronę szkoły. Czy on mówił na poważnie? Jeśli tak to mam problem. Stanęłam między przyjaciółmi, ale kocham tylko jednego.
*****
 W domu byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam nic robić i racjonalnie myśleć jednocześnie. Ubrałam się w stare potargane spodnie i czarne bokserki wynaciągane ze wszystkich stron i wzięłam się za malowanie pokoju. Oczywiście ten pierwszy musiałam wietrzyć z powodu smrodu perfum. Zamierzałam przerobić stary składzik koło mojego pokoju na dodatkowe pomieszczenie do czytania lub słuchania muzyki. Ściany pomalowałam na czerwony krwisty kolor, a sufit na biało, do tego zrobiłam czarne wzory vintage i pocieniowałam je białą farbą z cienkim pędzelkiem. Pracowałam tak do późnego wieczora, kiedy do mojego pokoju wszedł Ascanio i oświadczył, że mam gościa. Zbiegłam na dół w nadziei, że może jednak Erick mi wybaczył to zachowanie w szkole. W salonie czekała mnie niespodzianka, nie było tam Ericka, przy oknie stał Richard.
-Liczyłaś na niego? Hmmm…, że to on przyjdzie? –zapytał.
-Tak, ale co ty tu robisz?
-Erick chce wyjechać do Holandii. Uznał, że już mu nigdy nie wybaczysz, ale musisz mi zaufać. Nigdy nie założył się o nic, co mogło być związane z tobą. Bianca zmyśliła wszystko, chciała zranić ciebie i jak widać udało się jej.
-Chwila, jak to do Holandii?!
-Odetta i on wyjadą jeszcze tej nocy, ale on cię kocha. Pokochał cię już pierwszego dnia kiedy wylałaś na niego kawę, jak zrobił ci zdjęcie. Wtedy jak spotkaliśmy się na targu on zadzwonił do mnie i opowiedział mi o tobie kilka chwil przed tym jak się poznaliśmy. Szukał cię, miałem cię zatrzymać na targu jeszcze kilka minut, ale jak już wróciłem ciebie już nie było. Rozalindo, zrozum. On cię kocha, zrobi dla ciebie wszystko…
Słuchałam tego co mówi bardzo uważnie, ale kiedy powiedział słowo KOCHA wyłączyłam się. Kiedy w końcu zrozumiałam co się właśnie stało chwyciłam kluczyki do mojego auta i wybiegłam przed dom. Piętnaście minut później byłam już pod willą jego rodziców, na podjeździe stały walizki, pełno walizek i kilka pudeł.  Wbiegłam na schody i zapukałam, chwilę później drzwi uchyliły się, a w progu stanęła Odetta. Zobaczyłam wyraźną ulgę w jej oczach. Czyżby liczyła na to, że przyjdę?, ale nie odezwała się do mnie tylko wskazała ręką pokój Ericka.
Ubrudzona farbą, w podartych ciuchach i starych trampkach uchyliłam drzwi do jego pokoju. Siedział na łóżku i twarz miał ukrytą w dłoniach. Podeszłam bliżej, ale on nawet  nie podniósł głowy, może mnie nie słyszy, albo mnie ignoruje. Położyłam dłoń na jego czarnych zmierzwionych włosach, zrywa się, jego oczy są czerwone. Czy on płakał? Z mojego powodu? Dlaczego?! Chyba nie wierzy własnym oczom bo otworzył usta i nie potrafi nic powiedzieć. Uklękłam przed nim i ujęłam jego twarz w swoje dłonie, drobne i troszkę trzęsące się z przerażania.
-Nie zostawiaj mnie samej w tej szkole, w tym mieście. Błagam…- głos mi się łamie. On nic nie mówi.- Odezwij się do mnie…
-Rozalindo ja… nigdy nie zakładałem się o nic…
-Ciii… skończmy ten temat. Pocałuj mnie.- chwila ciszy. Wstaje z łóżka i klęka koło mnie, całuje mnie, najpierw delikatnie, tak jak bym była ze szkła, a później coraz bardziej i bardziej, kładziemy się na ziemi, a on nie przestaje mnie całować.
-Myślałem, że cię straciłem… nie wybaczył bym sobie tego. Przepraszam…- szeptał mi te słowa do ust, przepraszał i całował.
-Erick, nie zostawiaj mnie…- wydyszałam między przerwami. Zaczął całować moją szyję, a ja odchyliłam głowę, żeby miał lepszy dostęp. Czy ta sytuacja nie zmierza przypadkiem w złym kierunku? Oj i to bardzo złym. Muszę to przerwać, ale nie… nie mogę.
-Malowałaś coś? – jego pytanie słyszę jak na imprezie z głośną muzyką, czyli w ogóle go nie słyszę. Dlaczego same jego pocałunki potrafią zaprowadzić mnie na krawędź urwiska? Nagle czuję jego rękę na moim udzie, wędruje coraz wyżej. Próbuje odpiąć guziki przy moich spodniach.
-Nie Erick. Proszę, nie chcę tego robić.- chcę odepchnąć jego rękę, ale jest zbyt silny. Łzy napływają mi do oczu i teraz błagam go, wręcz łkam.- Proszę, nie chcę…
Unosi głowę w jego oczach widzę przerażenie.
-Rozalinda, przepraszam… zapomniałem się, nie powinienem. Tak strasznie cię przepraszam.- wstaje i odchodzi w głąb pokoju. Podchodzę do niego.
-Płakałeś dzisiaj?
-Tak. Bałem się, że już nie zobaczę cię nigdy, że mi nie wybaczysz.
Przytuliłam się do niego i pocałowałam jego łopatkę ukrytą pod koszulką.
-Chcę, żeby mój pierwszy raz był wyjątkowy. Nie chodzi mi o to, że ty nie jesteś wyjątkowy, ale chodzi mi o sytuację, chcę to zrobić kiedy indziej i na pewno nie wtedy, kiedy twoja siostra jest pokój niżej.
-Pierwszy raz?! Nigdy tego nie robiłaś?
-Mam szesnaście lat, to chyba normalne, ty masz osiemnaście. Gideon nigdy nie naciskał, więc nigdy tego nie robiliśmy.
-Przepraszam, jak myślałem, że…
-Kochał mnie, zaspokajał mnie w inny sposób, ale od kiedy Chris mnie tam dotykał i …
-Nie mówiłaś mi nic o tym! On cię gwałcił!
-Nie… to znaczy nie do końca. Całował mnie tam i robił też inne rzeczy, ale nie gwałcił. Właściwie to zasługa Lucasa…- Erick przerwał mi całując delikatnie w usta.
-Przepraszam.
-Zostań ze mną, proszę cię. Nie wyjeżdżaj nigdzie, do świąt, później i tak wyjedziemy do swoich rodzin.
-Oczywiście, że zostanę z tobą.- teraz on przytulił mnie mocno do siebie.
*****
Dwa tygodnie później, przed świętami wybraliśmy się z Erickiem i jego przyjacielem Richardem do kina na jakąś komedię, śmialiśmy się, aż łzy płynęły nam z oczu. Z Richardem staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi, oczywiście mieliśmy małą pogawędkę o jego „wyznaniu” i ustaliliśmy, że puścimy to w niepamięć, pod warunkiem, że kupi mi piwo. Bianca nie dawała spokoju Erickowi i dalej sypiała z moim bratem. Przestałam się do niego odzywać i zamknęłam się w świecie Ericka i Richarda. Było mi tam dobrze, ale nadeszły święta i jak zwykle pakowałam się do wyjazdu do Portugalii.
-Rozalindo?
To mama!
-Mamusiu, jestem w pokoju już się pakuję.
-Poczekaj kochanie mam wiadomość.- weszła do pokoju i usiadła na moim łóżku.- Nie jedziemy do Portugalii.
-Co?! Jak to?!
-Jedziemy na Malediwy. – uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie.
-Gdzie!!! Malediwy!!! Tam jest ciepło. Będę musiała się przepakować.
-Więc to zrób, masz jeszcze dwie godziny, a i jeszcze jedno. Jedziemy same. Bez mężczyzn. Takie babskie święta.
A z tej informacji akurat się ucieszyłam, dwa tygodnie bez Ascanio to coś po prostu pięknego.
Półtorej godziny później zeszłam na dół i pożegnałam się z ojcem, barta sobie odpuściłam co wyraźnie nim wstrząsnęło. Na lotnisku przeszłyśmy  szybką rewizję i pół godziny później byłyśmy już w prywatnym samolocie mamy. Uwielbiam latać samolotami więc kilka minut później zasnęłam, obudziłam się kiedy już lądowaliśmy. Mama zaniosła mnie na rękach do auta, powtarzając mi do ucha, że mnie kocha. Coś mi nie grało na miejscu. Klimat mało malediwski, wręcz bardzo włoski, ale co my miałyśmy robić we Włoszech?
-Kochanie mam dla ciebie wiadomość.
-Tak?- zapytałam zaspanym głosem.
-Jesteśmy na Cyprze.
-Co!!?? Gdzie ty mnie wywozisz?
-To taka mała niespodzianka dla ciebie.
Zatrzymałyśmy się przy małym domku. Wysiadłam z auta, a mama oświadczyła, że musi jechać od pracy, że ma napięty grafik, po czym trzasnęła drzwiami i odjechała. W ogromnym szoku wzięłam klucze od domu i podeszłam do drzwi. Weszłam do środka i zobaczyłam, że na wycieraczce są jakieś buty, a na wieszaku płaszcze. O co chodzi ? Czyżby mama zaprosiła kogoś na te święta oprócz mnie? Jakieś przyjaciółki z pracy, lub klienta? Dziwne. Ale w salonie czekała na mnie niespodzianka i to ogromna. Moi przyjaciele z Anglii jakimś cudem znaleźli się tu, na Cyprze i teraz krzyczą NIESPODZIANKA i wymachują butelkami piwa. Scharlotta, Absalon, Luck i Blaise, wszyscy. Śmiali się z mojej miny, a po chwili i ja zaczęłam się śmiać, bo sobie ją wyobraziłam.
-Co wy tu do cholery robicie?- spytałam przez łzy.
-Twoja mama nas tu sprowadziła. Myślałaś sobie, że tak łatwo sobie ciebie odpuścimy?- spytała Scharlotta.
-Nie, ale…
-Mamy dla ciebie prezent, szczerze to nie wiedzieliśmy co ci kupić. Masz wszystko, ale wpadliśmy na doskonały pomysł. – Absalon aż skakał pod sufit.

Nagle spoważnieli i rozeszli się na boki odsłaniając najwspanialszy prezent jaki mi mogli podarować, Gideona. Patrzyliśmy na siebie, a ja po chwili wybuchłam płaczem i rzuciłam się w jego ramiona. Przytulając co i całując w policzek, szyję i skronie. Byłam z nim, byłam z Gideonem Saint Germain, moim Gideonem… 
ERICK I ROZALINDA (GIDEONA JESZCZE NIE WYMYŚLIŁAM) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz