Położyłam różę na tylnym siedzeniu FordaMustanaga i usiadłam
koło Ericka. Czy on wie o stołówce? Jeśli tak to jest świetnym aktorem.
Podjechaliśmy pod dom, ale brama była zamknięta. Wstukałam pin do tabletu przy
okazji wyjaśniając Erickowi, że nie ma jeszcze w domu Ascanio ale za kilka
minut powinien wrócić. Zaprosiłam go do kuchni i spytałam czy chce coś do
picia. Wyraźnie był skrępowany, więc przejęłam inicjatywę i zrobiłam popcorn,
nalałam nam soku z pomarańczy i zaprowadziłam do mojego pokoju na piętrze.
-Idę się przebrać, za 15 minut wracam.- powiedziałam i
wyjęłam z szafy krótkie hawajskie spodenki i białą koszulę. – Rozgość się.
-Mogę obejrzeć album.- wskazał na komodę.
-Eeee… no wiesz…- zawahałam się, ale przecież nie zje mi tych
zdjęć, a być może co zrozumie.-No dobrze tylko proszę uważaj na album.
-W porządku, dziękuję.
Weszłam do łazienki i zaczęłam się rozbierać, umyłam się
szybko i ubrałam, kiedy wyszłam Erick oglądał jeszcze moje zdjęcia. Siedział w
fotelu, nogę miał założoną na kolano i kciukiem gładził dolną wargę.
Odchrząknęłam, spojrzał na mnie z
uśmiechem i zabrał się do dalszego oglądania.
-Kim jest ten chłopak z tobą na plaży?
-Hmmm… to Blaise, chłopak mojej przyjaciółki Scharlotty. –
wskazałam na filigranową brunetkę całującą mój policzek.- To są chyba moje
urodziny.
-A ta kobieta?- pokazał zdjęcie na molo z moją mamą, ona w
stroju kąpielowym, a ja owinięta chustą
z ogromnym kapeluszem zgiętym z boku do którego przytulała się mama.
-To moja mama, Ewelina. Pracuje w sądzie koronnym w Anglii,
to są moje drugie urodziny z nią.
-A które?
-Szesnaste, a to… –wskazałam na zdjęcie obok.- Jest Absalon.
Widzisz jak patrzy na Scharlottę?
-Zakochany?
-Raczej wkurzony, zabrałyśmy jego spodnie z przymierzalni i
powiesiłyśmy na drzewie niedaleko plaży dla nudystów.
-Podłe…- zaśmiał się Erick. – O zaczyna się wesołe
miasteczko. Gdzie to było?
-Niech się zastanowię… hmmm…. Chyba w Alton Tower Resort.
Tydzień po moich urodzinach.
-A ten chłopak?
-To Gideon, mój były chłopak.
-Były ?!
-No wiesz… ja jestem tu, on tam. Kilometry i… - zawahałam
się, Erick to wyczuł. Odłożył album i popatrzył na mnie.
-Co ty tu robisz, Rozalindo?- zapytał.
-To znaczy?!- zaskoczona jego pytaniem uniosłam głos.
-Jesteś czystej krwi Angielką. Lądujesz w Nowym Orleanie w
szkole artystycznej, nie najlepszej, ale dobrej, chociaż kilka kilometrów od
twojego domu, willi, znajduje się elitarna szkoła dla takich osób jak ty.
Proszę, wytłumacz mi co się stało? Możesz mi zaufać, nie jestem jak wszyscy.- zbliżył
się do mnie na łóżku, a ja drgnęłam od ciepła jego ciała niedaleko mnie.
Odsunął się, ale dalej wpatrywał się we mnie.
-To długa historia i nie jest przyjemna.
-Mam czas.- nalegał z uśmiechem.
-Od końca czerwca tego roku chodzę do terapeuty, psychologa.
Nazywa się dr Claudia Perez, pomaga mi w przezwyciężeniu nerwicy i… - wzięłam
głęboki oddech.- …i zaprzestaniu autoagresji.
Erick spojrzał na mnie z wytrzeszczonymi oczami. Jego wzrok
powędrował na moje ramiona zasłonięte białą koszulą.
-Ja… czasami mam ataki, które przerażają moich rodziców.
Przestaję oddychać… po prostu zapominam jak to się robi, czasami drapię się do
krwi, nie czuję bólu w takich sytuacjach, więc zmusza, się do poczucia
jakiegokolwiek bodźca. Dr Claudia przeprowadziła się z nami do Francji,
spotykam się z nią raz w tygodniu, zwykle jest to środa lub czwartek po
lekcjach.
-Czy ty… zawsze tak byłaś? To znaczy… zawsze to sobie
robiłaś?
-Nie. Jak zaczęłam ci mówić, zaczęło się to w czerwcu tego
roku…- zasłoniłam twarz dłońmi i powiedziałam cicho.- Jeśli chcesz wyjść,
zrozumię…
Kiedy rozchyliłam palce on nadal siedział koło mnie, kąciki
jego ust uniosły się i przechylił głowę.
-Dlaczego ?- zapytał –Dlaczego to sobie robisz?
-Ja… nie mogę ci tego powiedzieć.
-Okej, rozumiem. Może następnym razem, ale odpowiesz mi
jeszcze na jedno pytanie?
-Jakie?- spytałam łagodnie.
-Jak daleko, gdzie jeszcze to sobie robisz?
Schyliłam głowę i wstałam z łóżka, nie byłam pewna czy mogę
mu aż na tyle zaufać, ale jeśli Ascanio go lubi to znaczy, że może ja też
powinnam. Odwróciłam się do niego i zaczęłam rozpinać koszulę. Kiedy zrzuciłam
ją z siebie, miałam tylko czarny biustonosz z zamkiem i ćwiekami rozchodzącymi
się ze środka na boki. Odsłoniłam blizny na ramionach, klatce piersiowej
brzuchu i nieco niżej pępka. Erick wyprostował się gwałtownie i odwrócił wzrok.
O nie…! Wystraszyłam go. Wiedziałam, że tak się to skończy. Schyliłam się po
koszulę i założyłam ją szybko zapinając się pod samą szyję.
-Przepraszam. Nie chciałam cię przestraszyć.
-Rozalindo…- powiedział łagodnie i wstał z łóżka.- Możesz być
pewna, że nikomu o tym nie powiem, a plotki
na twój temat w szkole, są podłe i ten który je wymyśla powinien się
modlić, żebym go nie znalazł, bo jeśli tak się stanie, zduszę te plotki w
zarodku, niezależnie od ich wielkości.
-Erick, zrozumiem jeśli będziesz chciał teraz wyjść, lub nie
odzywać się do mnie. Nie musisz udawać. Ja…
-Nie udaję Rozalinda, teraz już wiem, nie do końca rozumiem,
ale wiem. Jeśli mogę chcę ci pomóc, jeśli chcesz… oczywiście.
Podeszłam do niego i wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Chciałam
dotknąć jego policzka, ale jeszcze nie dałam rady. Może już nigdy to się nie stanie.
Podałam mu album, wziął go chętnie i zaczął oglądać zdjęcia. Wypytywał o moich
przyjaciół z Anglii. Pokazałam mu zdjęcia z Absalonem na szkolnym korytarzu,
zdjęcia z Scharlotą w moim dawnym pokoju, kilka wspólnych zdjęć całej naszej
paczki na koncercie Madonny, kiedy jestem pochłonięta pocałunkiem Blaise’go i
wiele, wiele innych. Na końcu albumu było moje zdjęcie z wymalowaną twarzą, pół
czarna, pół biała, posyłającą całusa fotografowi, a pod nim zdjęcie Ericka z
podpisem „KAWOWY PRZYPADEK”. Zaśmiał się i odłożył album na półkę. Zatrzymał się
na chwilę przy oknie i patrzył w przestrzeń.
-Dziękuję za różę, wygląda pięknie w moim pokoju.
-Pasowałaby bardziej biała lub niebieska.
-Nie, czerwona jest piękna.
W tej samej chwili usłyszeliśmy głos Ascanio, zawiadomił nas,
że jest na dole i za chwile wejdzie na górę. Uśmiechnęłam się do Erica,
założyłam kosmyk białych włosów za ucho. Nie mogłam oderwać od niego wzroku i
wtedy zadzwonił mój telefon. Erick machnął ręką i wyszedł z mojego pokoju.
JA: Halo?
S: Co się z tobą działo, kobieto??
JA: Mnie też miło cię słyszeć.
S: Kara, nie wiem co ty zrobiłaś, ale z Gideonem jest coraz
gorzej.
Zerwałam się z łóżka.
JA: Co się dzieje?!
S: Zaczął pić i bierze w żyłę częściej niż to robił. W nocy
budzą go koszmary i krzyczy, że to jego wina, że odeszłaś.
JA: Nie to nie o to chodzi, to nie jest jego wina. Muszę po
prostu zacząć nowe życie, tu we Francji, a stare w Anglii porzucić.
S: Mnie i Blaise’go też, oboje się o ciebie martwimy. Absalon
wychodzi z siebie, zęby dowiedzieć się gdzie zniknęłaś, Lucke czeka na
wiadomości od ciebie. Twoja matka jest praktycznie co tydzień w Anglii, a
ciebie nie ma. Myślisz nie zastanawia to
ludzi, ja już dłużej nie mogę.
JA: Scharlotta ja naprawdę nie mogę sobie teraz pozwolić na
kontakty z Anglią. Kocham was, bardzo was kocham, obiecuję, że wyślę do was
wszystkich listy ze zdjęciami.
S: Nie chodzi mi o naszą paczkę, my mamy siebie i świadomość,
że tam gdzie jesteś, jesteś bezpieczna. Chodzi o Gideona który jest załamany i
coraz to bardziej się stacza. Za chwilę to on będzie potrzebował sesji z panią
Claudią, a nie ty.
JA: Nie oceniaj mnie. Wiesz, że ucieczka to było jedyne
wyjście. Nie chciałam, rodzice nalegali, ale nie żałuję. Dopóki Chris jest na
wolności ja nie mogę spać spokojnie, a w Anglii nie wychodziłabym z pokoju,
chociaż pewnie nawet w nim nie czułabym się bezpiecznie.
S: Kara, nie mogę dłużej rozmawiać. Zadzwonię do ciebie
jeszcze w tym tygodniu. Na razie.
Nie spytała nawet czy miałam ataki, chyba zaczynam tracić
przyjaciół. Łzy napłynęły mi do oczu kolejne dwa kroki w tył. Muszę coś wymyślić. Kocham Gideona, nie mogę
pozwolić, żeby sobie coś zrobił z mojego pieprzonego powodu. „Gideon i
Rozalinda” tak przedstawiali nas znajomi, „ZAWSZE I NA ZAWSZE… RAZEM”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz