-A teraz, piękna różo, odpowiesz nam na kilka pytań. Jeśli
tego nie zrobisz, twoje katusze będą trwały w
nieskończoność. Chyba nie chcemy, żeby ta piękna buźka wyglądała nieco
inaczej niż inne na ulicy?
-Nie.- odpowiedziałam cicho, nie mam już siły na nic innego.
-Zwiększ jej dawkę morfiny i zabieram się do dalszej części
przesłuchania.
-Nie!!!- krzyknęłam- Proszę, nie wytrzymam dłużej. Naprawdę
nie wiem gdzie on trzyma towar. Nigdy mi tego nie mówił.- szlocham. Ręce mam
związane, nogi również. Wstrzykują mi do żyły narkotyki i każą zażywać jakieś
środki. Deae, gdybym tylko wiedziała co mnie czeka.
-Nie pierdol!! Chodziliście ze sobą pół roku. Musiał ci
dawać prochy, a w łóżku pewnie dawał ci zastrzyki.
-Przysięgam!! Nigdy nic mi nie dawał, nic mi nie mówił. To
była jego praca, a ja byłam jego dziewczyną, tylko tyle.- nie przestawałam
płakać.
-Chris, może ona mówi prawdę? Ona naprawdę nie wytrzyma
większej ilości prochów. – powiedział chłopak stojący obok mnie. Dotykał moich
pleców, nie wiem dlaczego, ale sprawiało to, że czułam się nieco bardziej
bezpieczniejsza. –Zadzwońmy do niego teraz, powiedzmy, że ją mamy. Dajmy mu
czas. Jeszcze kilka dni, a ją zostawmy.
-Nie!! Zapłaci za swojego chłoptasia.
-Nic nie wie. Tydzień podajemy jej morfinę i inne dragi.
Nawet ja nie biorę tak często. Może mieć poważne problemy. Widziałeś jej ręce?
-Lucas skończ!!! Wiem co robię i…
-Nie wiesz!!! Ona umrze zanim zorientują się gdzie jest. Nic
nie wie. Puśćmy ją.
Chris
nie odrywał oczu od mojej twarzy. Nie
wiem co mu chodziło po głowie, ale nie było to nic dobrego. Łzy płynęły mi po
policzkach. Dlaczego Gideon nie przychodzi? Czy już mu się znudziłam? Mówił, że
mnie kocha. Lucas odwiązał moje nogi,
następnie ręce i pomógł mi wstać z krzesła. Ledwo trzymałam się na nogach, cały
czas podtrzymywał mnie, aż w końcu wziął na ręce. Zarzuciłam ramiona na szyję i
wtuliłam się w jego szyję. Zaniósł mnie
do jakiegoś pokoju i położył na łóżku. Było bardzo miękkie i wygodne, od
tygodnia marzyłam o takim łóżku.
-Rozalindo podam ci morfinę, trochę złagodzi ból i pozwoli
zasnąć.
-Nie. Nie. Nie błagam, wytrzymam bez tego.
-Ostatni raz obiecuję.- kładzie mi dłoń na policzku.-
Spokojnie.
Kiwam
głową , ale wiem jakie będą konsekwencje mojej decyzji. Lucas wychodzi z
pokoju. Teraz, albo nigdy. Wstaję z łóżka i podchodzę do okna, opieram się o
parapet i obliczam mniej więcej ile metrów jest w dół. Za dużo, mogę tego nie
przeżyć, ale wolę umrzeć tak niż z ręki Chrisa. Otwieram okno i czuję zimny
podmuch wiatru. Och … tak dawno tego nie czułam. Nachylam się i nagle ktoś
łapie mnie za ramię i pociąga z powrotem w stronę pokoju. Nie mam już nawet
siły, żeby krzyczeć. Odchylam głowę w tył i zamykam oczy. Słyszę stłumiony głos
Chrisa. O nie !!! Jest na mnie zły, bardziej niż przedtem. Rzuca moim
bezwładnym ciałem o ścianę i krzyczy:
-Ty dziwko, okłamujesz mnie, a teraz chcesz się zabić?!
Pozwól, że cię wyręczę!- mówiąc to zaczął mnie kopać po żebrach. Widzę jego
płonące oczy i nienawiść jaką obdarza mnie wraz z każdym kopnięciem. Nie…
proszę, niech to się skończy. Ze ściśniętego gardła uwalnia się w końcu krzyk.
Czuję
jak ktoś potrząsa mną i próbuje obudzić. Ten głos… znam go. To Daniel, mój
ojciec, a chwilę po tym głos Eweliny, mojej mamy. To tylko sen. Cały czas śniłam.
Już nigdy nie znajdę się w tym magazynie z Chrisem. Nie mieszkamy już w
Londynie. Nie … już nigdy koszmar nie powróci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz