czwartek, 27 lutego 2014

ROZDZIAŁ CZWARTY

W domu czekali już na mnie rozwścieczeni rodzice i Ascanio. Nie chodziło im o to, że urwałam się ze szkoły, tylko o to, że nie odbierałam. Ostatecznie skończyło się na areszcie domowym, tydzień miałam siedzieć w domu, a Ascanio nie odzywał się do mnie słowem przez pierwsze dwa dni. Później wytłumaczył mi, że przestraszył się jak usłyszał wydarzenie w stołówce od Ericka.
-Bałem się, że coś sobie zrobisz, albo będziesz miała atak…
-Ascanio, stało się coś… coś dobrego.
-To znaczy?!
-Na pchlim targu spotkałam chłopaka, przedstawił się jako Richard Christper…
-Chris… czy nic się nie stało jak usłyszałaś jego imię?
-Nie, Ascanio. Nic. Spanikowałam, ale to tylko tyle.- sama zastanawiałam się o co chodzi, ale zrozumiałam, że zrobiłam nie jeden, a dwa kroki do przodu. Wyprzedziłam nieco swoją granicę jednego kroku, ale boję się i ten strach nie pozwala mi zasnąć, że następnym razem zrobię cztery kroki w tył.
*****
Przez cały tydzień, dzień w dzień, po lekcjach przychodził Erick. Nie chciałam z nim rozmawiać, więc zadania i notatki z zeszytów, które skopiował od moich znajomych z klasy do której chodzę, przesyłał mi przez Ascanio. Siedzieli godzinami w jego pokoju i grali w gry komputerowe, brat tłumaczył mu coś związanego z aparatami, lub czasami słyszałam jak ktoś gra na gitarze. W sobotę byłam już bardziej pewna siebie, ale i tak nie zeszłam na obiad czy śniadanie. Około południa usłyszałam pukanie do drzwi, nie odezwałam się, ale po chwili po drugiej stronie drzwi usłyszałam głos Ericka. Niechętnie zgodziłam się, żeby wszedł. Ubrany był jak zwykle nienagannie, włosy miał zaczesane do tyłu, a na luźnym T-shircie zawieszone były okulary przeciw słoneczne. W ręku trzymał białą teczkę z napisem ZADANIA. Niepewnym głosem spytał czy może usiąść. Wskazałam mu sofę po drugiej stronie pokoju dalej się do niego nie odzywając.
-Cześć…- powiedział łagodnie. Nie odezwałam się.- Posłuchaj, ja… naprawdę przepraszam cię z moich przyjaciół…
-Fajnych masz przyjaciół.- powiedziałam ironicznie. Odetchnął z … ulgą???
-Nie potrafią do końca zachować się w … innym towarzystwie niż to do którego należą.
-Towarzystwa bogatych bałwanów i frajerów, którzy biorą narkotyki, tną się i pieprzą w każdym kącie, niezależnie jakiego pomieszczenia?! Hmmm…!? W takim towarzystwie nie potrafią się zachować. Wyobraź sobie, że mimo to, że mój ojciec jest bogaty, a matka jeszcze bardziej, to nie jestem taka jak inni. Nigdy nic nie osiągnęłam dzięki ojcu, chodziłam do publicznej szkoły, a potem przeprowadziłam się tutaj. Nienawidzę jak ktoś myśli, że jestem nadętą dziwką, która szuka odskoczni od swojej „normalności”. NIE!!! Do jasnej cholery, nie. Twój kolega Miles, zrobił coś, czego nie powinien nigdy robić, a ja nie powinnam nigdy na to pozwolić.
-Chodzi o te plotki na twój temat…
-Jakie?- warknęłam.
-Że się tniesz, że próbowałaś się zabić i że dalej to robisz!- krzyknął.-Przepraszam.
-Nic o mnie nie wiesz! Nic, a nic. – rzuciłam w niego poduszką.
-Dlaczego, się boisz?
Nie patrzyłam mu w oczy, a wręcz jeszcze bardziej odwróciłam od niego głowę.
-Rozalindo, czego… się boisz?? – zadał pytanie, a ja nie potrafię mu na nie odpowiedzieć. Wstał i zaczął iść w moją stronę.- Możesz mi zaufać…
-Wynoś się z mojego pokoju. Nie masz prawa tak do mnie mówić!! Nic nie wiesz… nic!!
-Chcę ci tylko pomóc…- wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Nie. Dotykaj. Mnie.
Przybliżył dłoń do mojego ramienia i ledwie wyczuwalnie mnie dotknął. Wzdrygnęłam się i zaczęłam szybciej oddychać. Erick opuścił rękę i wbił wzrok w podłogę. Odwrócił się i podszedł do fotela na którym zostawił teczkę.
-Nie jestem taki jak oni.
Powiedział i wyszedł z mojego pokoju. Skuliłam się na łóżku w kłębek i zasłoniłam twarz poduszką. Co on sobie myśli? Niech wraca do swoich przyjaciół.
*****
Miałam za sobą kilka nieprzespanych nocy, więc w szkole wyglądałam i czułam się jak potwórz loch ness po kilkunastu piwach pod wodą za dużo. Na pierwszych dwóch lekcjach, historia sztuki i podstawy filozofii, myślałam, że zasnę nawet pod tablicą. Na korytarzach szkolnych dochodziły mnie szepty na mój temat. W łazience podsłuchałam jak jakaś dziewczyna rozmawia z przyjaciółką na mój temat i wmawia jej, że tnę się od sześciu lat i biorę w żyłę od kiedy skończyłam trzynaście lat. Wyszłam z łazienki i z uniesioną brodą podeszłam do lustra i pomalowałam usta na bardzo krwisty czerwony kolor, po czym cmoknęłam teatralnie do swojego odbicia i wyszłam. Milczały… Następną lekcję mam plastykę z ojcem. Od ostatniego mojego „wybryku” z portretem Chrisa, bałam się malować cokolwiek, wiec tydzień nie miałam pędzla w dłoni. Na zajęciach ojciec kazał namalować portret modela. To nie może być trudne. Przecież stoi przede mną, widzę go… jednak po piętnastu minutach, Daniel zabrał mi płótno. Kątem oka zauważyłam, że nie naszkicowałam modela tylko Chrisa. Deae, co się ze mną dzieje? Przez resztę lekcji bawiłam się czarną farbą i bazgrałam kreski na pudełku od farb, kiedy zadzwonił dzwonek uświadomiłam sobie, że pora lunchu. Poszłam więc w stronę stołówki i zajęłam miejsce, tam gdzie kiedyś. Jak najdalej od ludzi i ch plotek. Założyłam dziś do szkoły miętowe rurki, do tego łososiową pastelową bluzeczkę sięgającą powyżej kolan z ozdobioną górą, coś na styl koli, dwa czarne pierścionki, łososiowe conversy i miętowe kolczyki, piórka. Odsłoniłam swoje podrapane ramiona, zrobiłam to specjalnie, niech się napatrzą, niech mają więcej tematów do plotek. Nuciłam sobie piosenkę CRIMINAL, kiedy do stolika dosiedli się „przyjaciele” Ericka, ale jego z nimi nie było.
-Cześć mała.
-Witaj Miles.
-Jesteś strasznie aspołeczna.- odezwała się do mnie Bianca.
-Nie jestem aspołeczna, jestem tutaj. Nie uciekam przed ludźmi.
-Czyżby?- zmrużył oczy Mike.- Dlaczego nie było cię w szkole?
-Pewnie cięła się po nocach i tatusiek zamknął ją w domu, może nie powinniśmy z tobą rozmawiać. No wiesz, ty jesteś chora.- dokończył szeptem Bianca.
-To nie jest prawda.- zaczęłam szybko zbierać swoje rzeczy, starałam się opanować oddech, ale to było na marne, coraz bardziej i bardziej, zbliżał się do mnie atak.
-Poczekaj maleńka.- Miles chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie.-Jesteś bardzo ciekawą osobą, ale…- jakaś tajemnicza siła odciągnęła go ode mnie, a ja osunęłam się na podłogę próbując złapać powietrze, jednak moje gardło coraz ro bardziej się zaciskało. Miałam już cienie przed oczami, kiedy jakimś cudem znalazłam się na zewnątrz.
Mój cud nazywał się Richard Christoper Streit. Usadził mnie na jednym ze stopni schodów i powtarzał, że już jest wszystko w porządku. W miarę upływu czasu zapanowałam nad swoim oddechem i powiedziałam powoli.
-Nie dotykaj mnie… proszę.- momentalnie odsunął rękę od mojego ramienia.- Co ty tu robisz?
-Uczę się w tej szkole, chodzę do trzeciej klasy. Czy wszystko w porządku?
-A wygląda jakby było ?- zaśmiałam się.
-To pewnie przez ten czołg na przejściu dla pieszych.
-Pamiętasz mnie?
-Tak, oczywiście. Jesteś jedyną osobą którą znam i która przeżyła spotkanie z czołgiem.- zaśmiał się odchylając głowę.
-Dziękuję ci bardzo. Gdyby nie ty…- uniósł dłoń i powiedział szybko.
-Dobra nie ma o czym mówić. Za dwadzieścia minut zaczynają się lekcję, chcesz jeszcze poczekać tutaj, czy wchodzisz do środka?
-Zostanę tutaj, ale ty możesz iść.- skwitowałam szybko zaczęłam bawić się pierścionkiem.
-Ok, to zostanę.
-Ale…
-Powiedziałaś, że mogę iść… ale nie muszę. Nie śpieszy mi się.
Przez następne minuty siedzieliśmy w ciszy, Richard nucił piosenkę, a ja dalej bawiłam się pierścionkiem. Deae, daj mi dwonek… i dwonek. Dziękuję.
****
Po lekcji muzyki przy szafce szkolnej zaczepił mnie Erick.
-Jesteś dalej na mnie zła?
-Zła?! Na ciebie?! Nigdy w życiu.- odpowiedziałam z ironią w głosie.
-Coś tak właśnie podejrzewałem, więc…- wyciągnął zza pleców czerwoną różę.- Skruszony i żałujący Erick Addyson przeprasza pannę Kydd i obiecuje poprawę.
Przewróciłam oczami i wzięłam od niego różę.
-To co?! Jedziemy razem do ciebie, umówiłem się z twoim bratem na małą sesję.
-W porządku, ale prosto do domu.
-Inaczej sobie tego nie wyobrażam.- uśmiechnął się.- Daj mi swoją torbę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz