wtorek, 25 lutego 2014

ROZDZIAŁ DRUGI

„I was five and he was six
We rode on horses made of sticks
He wore black and I wore white
He would always win the fight”
            Ciepły głos Nancy odbijał się od ścian w moim nowym pokoju. Ewelina pomogła mi się umyć i opatrzyła mi ramiona, przez kilka dni będę musiała chodzić w długich rękawach. W nowym mieście rodzice kupili wille z widokiem na Missisipi, piękny biały ogromny dom z zaokrąglonym podjazdem i wzmocnioną ochroną już od bramy, wysokiej kutej na zamówienie. Ogromna twarz kobiety wpatrywała się nocą na każdego przechodnia . Przez dzień była otwarta i chętnie przyjmowaliśmy gości, rodzice mówią, że ma mi to pomagać. Mój pokój , jako jedyny, nie był urządzony w stylu nowoczesnym, królował w nim barokowy obraz śpiącego cherubina zaraz na frontowej ścianie od drzwi. Pod nim , mała półka z moimi ubraniami typu spodnie, koszulki i bielizna. Na blacie leżał album ze zdjęciami, zawsze otworzony na zdjęciach z wesołego miasteczka, gdzie spędziłam pierwsze wagary, wraz z Gideonem, obok leżały fiolki z lekami, kilka ramek na zdjęcia i książek ustawionych nieco w kącie białego blatu. Po lewej ogromne okno z widokiem na Missisipi zasłaniały warstwy białego i błękitnego tiulu, w wakacje pomalowałam ramy okna na biały kolor i papierem ściernym dodałam im nieco starego wyglądu.  Przed nim na białym dywanie stała biała pufa z fioletową narzutą, a obok mały okrągły stolik, metaloplastyka ze szklanym  „blatem„. Na przeciwległej ścianie wisiało lustro. Białe łóżko z bogatymi barokowymi ornamentami nakryte zostało biało-czarną kołdrą i dwudziestoma dwoma poduszkami, a w centralnej części łóżka leżał mój kochany misiu, od zawsze był ze mną, a ja bez niego nie zasnę. Małe dywaniki z kolorowymi kwiatkami, pamiątka z Polski, leżały pod nogami, a na nich para moich pantofli. Sama projektowałam ten pokój i pokochałam go od pierwszego wejrzenia, nawet jak był bez mebli i pięknych obrazów i zdjęć. W pomieszczeniu nie było telewizora, a jedynie laptop, dwa telefony i iPod z piosenkami.
            Kilka godzin leżałam na łóżku i myślałam… myślałam… i nic nie wymyśliłam. Moje „dumanie” przerwało pukanie do drzwi. Nie chętnie zaprosiłam tego kogoś do pokoju. W progu stanął mój starszy brat.
            -Nie dzisiaj Ascanio.
            -Tak, dzisiaj… i powiesz mi co się stało.
            Ascanio był jedynym mężczyzną, któremu pozwalałam się dotykać. To on pomógł mi w znalezieniu dr Claudii Perez, najlepszego psychologa we Francji, jeździ ze mną do lekarzy i po leki. Wysoki, postawny i napakowany, tak dziewczyny go opisują, ale ja jestem inna i patrzę na niego inaczej. Piwne oczy, długie rzęsy, piękne usta i policzki z wydatnymi kościami. Delikatny zarost od czasu mojego porwania nieustannie widniał na jego twarzy. Chudy, wręcz wychudzony, jego sylwetka przez tydzień i te trzy miesiące po porwaniu stała się diametralnie inna niż przedtem. Nie jadał praktycznie w ogóle, z resztą tak samo jak ja. Nie dbał już o siebie, eleganckie szkolne koszule i spodnie, zamienił na dresy i potargane podkoszulki , a to wszystko moja wina. Dziewczyna rozstała się z nim z mojego powodu, nie zdobył pracy, musiał zostawić szkołę i kumpli w Londynie z mojego pieprzonego powodu.
            Zdałam mu całą relację ze zdarzenia w stołówce szkolnej. Po skończeniu okropnie długiego opisu chłopaka ze stołówki, zasłoniłam dłońmi twarz. Chwilę potem sięgnęłam po torbę z książkami i zaczęłam szukać notesu z zapisanymi piosenkami na każdy mój nastrój, ale z przerażeniem stwierdziłam, że nie ma go tam. O  nie…. Nie… musiał mi wypaść w stołówce.
-Co się dzieje Kara?
-Nie ma mojego notesu.
-Tego od muzykoterapii?
-Tak …- łzy napłynęły mi do oczu.
-„muzyka pozwala na docieranie do głęboko ukrytych konfliktów oraz wydobywa i aktywizuje emocje poprawa nastroju uczestnika oraz realizacja ćwiczeń zaburzonych sfer psychicznych dostarczenie pozytywnych przeżyć uczestnikowi” pamiętasz?
-Tak, to są słowa Claudii.
-Mam skopiowany cały notes, później pojedziemy do sklepu kupisz nowy i sobie przepiszesz.
-Naprawdę ?! DZIĘKUJĘ !!
Miłą pogawędkę przerwało nam pukanie do drzwi wejściowych. Kto mógłby do nas przyjść teraz? W środku dnia. Może to dziewczyna Ascanio?
-Uuuuu… to pewnie ktoś do ciebie.- zaśmiałam się i rzuciłam biegiem przez schody. Ascanio zaczął mnie gonić, przy drzwiach, chwycił mnie za ramiona, a ja wykrzywiłam się z bólu. Puścił mnie natychmiast.
-Żarcik braciszku.- zaśmiałam się i otworzyłam drzwi.
Na progu stał ten sam koleś na którego wpadłam w szkole. Miał na sobie zabrudzoną białą koszulę z podwiniętymi rękawami, czarne spodnie i glany ( w lecie ?!).Przez ramię miał przewieszony biało-czarny plecak, a z niego wystawała marynarka. Poczułam na plecach rękę Ascanio. Mina chłopaka spoważniała kiedy zobaczył go za mną.
-W czymś możemy pomóc?- spytał.
-Eeee… nie! To znaczy… hmmm….- jąkał się tak bardzo, że zaczęłam krztusić się ze śmiechu. Przestałam to robić kiedy wyciągnął do mnie rękę z moim notesem. Sięgnęłam po niego, a nasze palce delikatnie się dotknęły. Szybko odsunęłam dłoń i wtedy notes upadł na ziemię. Zaczął mnie przepraszać. Schylił się i tym razem podał go mojemu bratu.
- Bardzo ci dziękujemy za oddanie tego notesu. Nazywam się Ascanio, jestem bratem Kary, a ty?
-Eee… Erick Addysan, chodzę do trzeciej klasy.
-Miło cię poznać Ericku, przepraszam z góry za ten incydent w stołówce. Naprawdę powinnam patrzeć pod nogi. Przepraszam cię również za to… no wiesz… tą reakcję…
-Wszystko w porządku, Kara. Tak?
-Hmm… właściwie to Rozalinda. Kara, to moje przezwisko i tylko brat mnie tak nazywa, ale nie ma problemu, możesz tak do mnie mówić.- Ascanio spojrzał na mnie zaskoczony.- Albo nie, Rozalinda wystarczy.- poprawiłam się szybko.
-W porządku, chciałem się jeszcze upewnić czy wszystko w porządku. Tak nagle wybiegłaś z jadalni. Przepraszam za moich przyjaciół.
-Och… nic nie szkodzi.- zrobiłam krok tył i wpadłam na Ascanio, dalej przysłuchiwał się naszej rozmowie. Kamień spadł mi z serca. Usłyszałam piosenkę WHEN I’M GONE, telefon! Scharlotta dzwoni.- Przepraszam, ale ja muszę odebrać ten telefon. Ascanio zajmiesz się naszym gościem.
-Oczywiście.
Pobiegłam na górę i rzuciłam się na łóżko odbierając telefon.
JA: Scharlotta?! Już wszystko w porządku, troszkę ramiona poranione, ale to nic, radzę sobie, ale chcę żebyś do mnie przyjechała.
S: Cieszę się, ale nie jestem Scharlottą, Karo.
Ten głos, głęboki, męski….
JA: Gideon!!!- krzyknęłam.- Kochanie myślałam, że już nigdy się do mnie nie odezwiesz.
S: To ty się nie odzywałaś.
JA: Gideon, wiesz…
S: Proszę, nic nie mów. Po tym wszystkim to ja się zachowałem jak dupek. Nie dałem ci czasu, naciskałem, a ty prosiłaś o chwilę zastanowienia. Przestałem się odzywać bo tak było łatwiej, ale zrozumiałem, że bez ciebie to nie jest już to samo. Myślę o tobie bez przerwy, nie mogę sobie bez ciebie poradzić, Scharlotta pomaga mi czasami, ale ja chcę ciebie.- słyszałam, że głos mu się łamie. O nie!!! On płacze… nie!!!
JA: Gideonie, kocham cię z całego serca. Nie mogę ci powiedzieć gdzie jestem, ale możesz być pewien, że jestem bezpieczna. Ja też o tobie myślę bez przerwy. Nie mogę ci pomóc i to buduje jeszcze większy ból we mnie. Boję się o ciebie, wiem… wiem, że Ewelina pomogła ci w sądzie, ale i tak boję się. Tak bardzo cieszę się, że słyszę twój głos. Kocham cię i nic, ani nikt tego nie zmieni. Gideon proszę cię…
S: Co się dzieje?! Kara?!
Nie mogłam już dłużej tego ciągnąć. Claudia kazała mi zakończyć wszystkie sprawy jakie mogą być powodem moich ataków. Musiałam skończyć z moim dawnym życiem. Nowy kraj, nowe miasto, nowa szkoła… nowy start.
JA: Proszę, daj mi spokój. – zaczęłam szlochać.- Gideon… nie mogę już tak dłużej, muszę zacząć nowe życie. Kocham cię, bardziej niż sobie wyobrażasz, ale właśnie przez tą miłość… tę chorą miłość… nie mogę się zebrać. Za każdym razem, kiedy robię krok do przodu… przypominam sobie Anglię i robię dwa kroki w tył… Pomóż mi !!!- krzyczałam do słuchawki.- Pomóż mi i daj mi spokój.
S: Odchodzisz ode mnie?!
NIE!!!
JA: Tak.- musiałam to zrobić. Lęki powracały każdej nocy, każdego dnia.  On tego nie rozumiał.
S: Ja…
JA: Przepraszam cię Gideonie.
Rozłączyłam się i jeszcze chwilę popłakałam. Usłyszałam śmiech brata, poszłam do jego pokoju. W środku zastałam jego i Ericka bawiącego się polaroidem. Pokój Ascanio był cały oklejony zdjęciami z wycieczek, głównie zdjęcia przedstawiały mnie z Scharlottą i Luckeim. Erick zrobił mi zdjęcie w momencie kiedy weszłam do pokoju.
-Przepraszam cię bardzo!!- zaczerwienił się i czekał aż karta z moim zdjęciem wyschnie, po chwili mi je podał. W zamian za zdjęcie ja wzięłam od niego aparat i zrobiłam je również jemu, tylko ja nie przeprosiłam.
-Zrobimy tak, zatrzymam twoje, a ty moje zdjęcie. Możesz je wyrzucić, ale ja sobie twoje włożę do albumu i podpiszę „KAWOWY PRZYPADEK”.
Zaczął się śmiać, kątem oka zauważyłam jak Ascanio uśmiecha się i patrzy to na niego to na mnie, a już w następnej chwili trzymał cyfrówkę i zrobił nam zdjęcie razem, oczywiście w pewnej odległości.
-Erick zajmuje się fotografią i gra na gitarze.
-Naprawdę?!
-Tak.- odpowiedział nieśmiało.
-To kiedyś musisz mnie nauczyć, może wpadniesz do nas jutro?? Jeśli tylko chcesz?
-Oczywiście…znaczy… tak czemu nie. Po szkole na przykład.
-Świetnie, pokarzę ci kilka zdjęć, a Kara kolekcję gitar naszego ojca.- Ascanio aż był czerwony z tego zadowolenia.  Nie wiem dlaczego…ale polubiłam Ericka. Nie pozwolę mu na dotykanie mnie, NIGDY, ale był na razie jedynym chłopakiem w szkole, który ze mną rozmawiał… w domu.


Erick i Ascanio jeszcze przez kilka godzin rozmawiali o fotografii. Potem wrócił ojciec i mama z pracy. Pożegnaliśmy się umówiliśmy na jutro pod szkołą. Zobaczyłam jak wkłada moje zdjęcie do podręcznika do zajęć artystycznych. Pożegnałam go uśmiechem, od ucha do ucha. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz